PC Drama • Tajemniczy Klient

scenariusz i reżyseria: Igor Gorzkowski • tekst przeczytali: Sławomir Pacek, Anna Gajewska, Izabela Gwizdak, Wiktor Korzeniewski, Bartosz Mazur • produkcja: Studio Teatralne Koło • komentarz naukowy: Barbara Świąder-Puchowska

O wydarzeniu

Dobry sprzedawca powinien być jak aktor w najlepszym teatrze - twierdzi Mary Portas, brytyjska gwiazda telewizyjna i guru handlu detalicznego. Podobnego zdania jest Wesoły (Sławomir Pacek), bohater spektaklu Tajemniczy klient Igora Gorzkowskiego. Mężczyzna specjalizuje się w testowaniu jakości obsługi w branży usługowo-handlowej. Rzadko się zdarza, aby Wesoły napotkał na swojej drodze równego sobie przeciwnika. Jego codzienność to kontakt ze znudzoną panią w sklepie obuwniczym, która nie ma zamiaru pomóc klientowi w wyciągnięciu pudełka z jego rozmiarem; doradcą bankowym pochłoniętym rozmową z kolegą, podczas gdy kolejka petentów przestępuje z nogi na nogę; z instruktorem fitness, który nie zwraca uwagi na podopiecznych, bo w trakcie zajęć flirtuje z jedną z uczestniczek; z fotografem, który zamiast zadbać o to, żebyśmy ładnie wyszli na zdjęciu, paraliżuje nas swoją arogancją.

U Gorzkowskiego tajemniczy klient to człowiek „z misją”. Wie, że brak profesjonalnego podejścia i arogancja ze strony obsługi nie są normą i należy z takimi przejawami patologii walczyć. Bycie tajemniczym klientem, to nie tylko praca, to także styl życia. Bywa, że działania tajemniczego klienta nie znajdują uznania w oczach społeczeństwa. Nazywany tajniakiem, szpiclem albo mieszaczem, zawodowy tester nie rzadko narażony jest na wyobcowanie i niezrozumienie. A przecież wykonuje swoją pracę za cenę wyrzeczenia się życia osobistego…

Recenzje

  • Agata Grzybowska | fashionartmedia.com

    Wokół dramatu współczesnego

    (Zapis panelu dyskusyjnego, którego gośćmy byli: Igor Gorzkowski - autor scenariusza Tajemniczy klient i reżyser, Anna Gajewska, Izabela Gwizdak, Wiktor Korzeniewski, Bartosz Mazur, Sławomir Pacek - aktorzy. Gospodarzem wieczoru i moderatorem dyskusji była dr Barbara Świąder-Puchowska. Rozmowa odbyła się 25 listopada 2013)
     
    Dr Barbara Świąder-Puchowska: Zacznijmy od tego, jak powstawał tekst. Tajemniczy klient, tajemniczy tekst. Wiem, że to był pewien rodzaj pisania na scenie. Skąd pomysł na częściowo improwizowane sceny? Jestem ciekawa, jak wyglądała metoda pracy z aktorami?

    Igor Gorzkowski: Trzeba zacząć od tego, że tekst powstał jako tekst dla teatru, dla konkretnego zespołu aktorów. Właściwie w tej chwili jest w toku realizacyjnym. Nie powstał w nadziei, że może ktoś kiedyś po niego sięgnie, tylko wiedzieliśmy, że będziemy go realizować. I to już nam otwiera kierunek myślenia. Mamy świadomość, w jakiej sytuacji będziemy pracować. W Studio Teatralnym Koło od pierwszej realizacji, czternaście lat temu, improwizacja była punktem wyjścia, jeśli chodzi o myślenie o scenariuszu teatralnym. To znaczy, że jest temat i zaczynam szukać inspiracji do zbudowania postaci, które mogłyby pojawić się w spektaklu. Z góry wiem, z jakimi aktorami będę pracował, więc myśląc o postaciach, mogę szukać konkretnych wyzwań dla poszczególnych aktorów. A jak jestem już gotowy do spotkania z aktorami, mam uporządkowany świat, który przyjdzie nam zbudować na scenie, to staram się namówić aktorów do tego, żeby na jakiś czas opuścili Warszawę i żebyśmy skoncentrowali się wyłącznie na pracy nad scenariuszem. Ten okres pracy nazywamy improwizacjami. Czasem aktorzy dostają jakiś tekst, który może ich zainspirować, czasem otrzymują biografie postaci, które będą grali, a czasem muszą sami je sobie napisać, pod moim czujnym nadzorem. Spotykamy się na wyjeździe, zaczynamy improwizować. 

    Dr Barbara Świąder-Puchowska: Dokąd w ogóle jeździcie?

    Igor Gorzkowski: Różnie, za każdym razem staramy się znaleźć miejsce, które koresponduje z historią, którą będziemy opowiadać. Tak się złożyło, że w tym roku sporo jeździliśmy po Polsce i znaleźliśmy interesujące miejsce do pracy w Jarocinie. Za każdym razem to jest inne miejsce. Tam na przykład pracowaliśmy przez tydzień, nie mając jeszcze scenariusza, ale miałem już zamysł na to, jak miałby wyglądać spektakl, jakie postaci się w nim pojawią. Pierwsza myśl, że „tajemniczy klient” to ciekawy temat (tajemniczy klienci są wśród nas). Trafiłem w internecie na artykuł Chcemy obalić wszystkie mity dotyczące tajemniczego klienta. Od razu pomyślałem, że to fajny pomysł na zrobienie spektaklu, który mówi coś o mieście, w którym żyjemy, o tym, co jest tu i teraz. Ponieważ jestem odpowiedzialny za konstruowanie repertuaru dla Studia Teatralnego Koło, staram się trochę ten repertuar równoważyć. Są zatem rzeczy bardziej ambitne, czerpiące inspiracje z literatury, ale staramy się też mieć tytuł, który jest lżejszy. Taka była dla nas Taksówka, którą gramy już od ośmiu lat. Zagraliśmy ten spektakl dwadzieścia razy. Wciąż mamy dużą przyjemność podczas grania, ale czujemy, że kiedyś przyjdzie taki moment, że trzeba będzie...

    Sławomir Pacek: Pojechać na przegląd... (śmiech)

    Igor Gorzkowski: Do Muzeum Techniki (śmiech). Szukałem odpowiedniego tematu i wydawało mi się, że go znalazłem. Chodziłem koło niego koło dwóch lat. Skompletowałem aktorów i zaczęliśmy pracę. Opowiecie coś o improwizacjach? To są doświadczeni improwizatorzy.

    Wiktor Korzeniewski: Improwizacje polegają na tym, że najpierw budujemy szkic postaci, próbujemy sobie coś o tej figurze opowiedzieć, potem Igor wpuszcza na scenę dwójkę aktorów, którzy mają te postaci jakoś zarysowane i daje im zadania. Nawzajem aktorzy o tych zadaniach nie wiedzą nic i chodzi o to, żeby myśleć już nie sobą, lecz postacią. Najczęściej jest kłopot z realizacją zadania, ponieważ osoba współ-improwizująca ma zadanie wprost przeciwne. Tego zadania nie da się łatwo zrealizować i improwizacja może trwać bardzo, bardzo długo. Potem kończymy ją, omawiamy, robimy ponownie, Igor wszystko notuje. 

    Igor Gorzkowski: Improwizacja do pierwszej sceny, czyli do sceny w sklepie z bielizną trwała około dwóch, dwóch i pół godziny. Potem jeszcze ją powtarzaliśmy. Dużo materiału z tej improwizacji weszło do samej sceny. Kiedy mam już materiał, staram się jak najszybciej na jego podstawie napisać tekst.

    Anna Gajewska: Nie miałam świadomości, że ta scena pierwotnie tyle trwała. Dowiedziałam się, że jestem sprzedawczynią w sklepie z bielizną, nie wiedziałam, jakie zadanie otrzymał mój partner. Improwizacja polega na tym, że mówimy swoimi słowami. W improwizacji mówi się czasem, że ona „idzie”, „dzieje się”. Czasem jest jednak jakiś moment krytyczny, zdarza się, że Igor nam przerwie, powie jakąś uwagę, przekieruje wektory, ponieważ zna swój cel, wie, co chce osiągnąć finalnie. 

    Izabela Gwizdak: Albo zwraca uwagę, że na przykład aktor nie wykorzystał impulsów, których mógł użyć, na których mu zależało. 

    Igor Gorzkowski: Wyznaczyliśmy kilka strategii zachowań, jak badać relacje usługodawca - klient. Czyli na przykład zadanie w pierwszej scenie było takie, że Ania Gajewska grająca Jolkę, musi koniecznie sprzedać towar i nie dać wyprowadzić się z równowagi, a Wesoły (Sławomir Pacek) wszelkimi możliwymi sposobami, korzystając z techniki bycia niezdecydowanym, ma dokonać zakupu. Wydaje się, że to jest prosta metoda, że zapisuje się improwizacje, ale do właściwego scenariusza wchodzi zaledwie dwa procent samych dialogów. Dlatego, że improwizacja nie służy szukaniu ścieżek dialogu, lecz przede wszystkim temu, żeby zbadać, czy zakładana sytuacja dramaturgiczna jest wytrzymała. To znaczy, czy na podstawie tego, jak improwizują aktorzy, można napisać scenę, która będzie trzymała w napięciu. I ewentualnie szukać różnych możliwości rozwiązań dramaturgicznych. Czyli to nie jest sposób, by pisać na scenie, ponieważ dialogi trzeba napisać właściwie od nowa. Zwłaszcza, że akurat w tym spektaklu zdecydowałem się na język bardzo literacki. 

    Dr Barbara Świąder-Puchowska: Właśnie na to chciałam zwrócić uwagę, ponieważ w tekście często występują figury poetyckie i szyk przestawny. 

    Igor Gorzkowski: Długo o tym rozmawialiśmy i uznaliśmy, że to jest walor, to znaczy, że jest to jakiś sposób silenia się postaci na mowę piękną, a wydaje mi się, że sytuacja, w której jest klient, sprzedawca, usługodawca, wytwarza rodzaj mowy ozdobnej. 

    Sławomir Pacek: Bardzo się to sprawdza, mamy tutaj żywy dowód na to, że to działa. 

    Dr Barbara Świąder-Puchowska: Słyszałam Państwa tuż po czytaniu. Byliście zaskoczeni tak żywiołową reakcją publiczności. 

    Anna Gajewska: Bo to było nasze pierwsze czytanie przed widownią. To, jak Państwo słuchali, jak reagowali, było budujące. W marcu zaczynamy próby do spektaklu bazującego na tym tekście i dzięki temu czytaniu, my też dużo więcej wiemy. Co z tym tekstem robić, jak nad nim pracować, co się sprawdza, to buduje pewność siebie.

    Dr Barbara Świąder-Puchowska: A Pan nie mógł robić notatek! (śmiech)

    Igor Gorzkowski: No właśnie, to było dla mnie nowe doświadczenie - obecność po drugiej stronie, na scenie. 

    Głos z publiczności: Mam pytanie odnośnie fabuły: czy Basia jest androidem? (śmiech)

    Igor Gorzkowski: Wie pan, za dwadzieścia lat będziemy mogli odpowiedzieć, jak Ridley Scott.

    Dr Barbara Świąder-Puchowska: Chameleon na pewno wie... (śmiech)

    Głos z publiczności: Czy ta humorystyczna, komiksowa otoczka to też wynik improwizacji, czy raczej przemyślana strategia?

    Bartosz Mazur: Komiks był później.

    Dr Barbara Świąder-Puchowska: W tekście jest parę popkulturowych tropów.

    Igor Gorzkowski: W pewnym momencie pojawiło się pytanie: kim jest superbohater? Ponieważ w jakimś stopniu nasz tajemniczy klient jest superbohaterem, więc jest postacią czerpiącą z kalek popkultury. Koniecznością stało się wymyślenie mitologii dla niego. Jego idealizm musi mieć jakąś podstawę. Opisujemy człowieka tuż przed czterdziestką lub tuż po czterdziestce. Naturalnie zaczęły nam przychodzić takie skojarzenia jak Gwiezdne wojny, ale to znowu było zbyt osobiste, stąd padło na Spidermana i Chameleona - to jest postać z szóstego planu. Wydaje mi się, że udało się stworzyć wrażenie, że bohater wybrał sobie postać z n-tego planu i uczynił z niej superbohatera, ponieważ częściowo się z nim identyfikuje. 

    Głos z publiczności: Mnie się wydawało, że to jest przejaw kryzysu wieku średniego. (śmiech)

    Dr Barbara Świąder-Puchowska: To jest niewątpliwie trop do wielu poszukiwań, ponieważ postać Wesołego, którego metaforycznym ujęciem jest Chameleon, jest bardzo pojemną przenośnią. Tę postać można czytać rozmaicie. Staje się rodzajem lustra, przed którym stawia bohaterów, z którymi się spotyka. Staje się prowokatorem i w tę figurę możemy wpisać sporo odczytań. Jestem ciekawa, jak Państwo myśleliście o tej postaci podczas pracy. 

    Sławomir Pacek: Powiem Państwu tak: nie lubię improwizacji. I szczęśliwie się dla mnie złożyło, że pojawiłem się w obsadzie już po etapie improwizacyjnym, miałem gotowy tekst. Zatem zmagam się z tekstem już bez bagażu, który mają moi koledzy. Mam łatwiej, ale może i trudniej. To są takie tropy, którymi podążam i na przykład Pan mówi o kryzysie wieku średniego, tak, bardzo możliwe, że można czegoś takiego się doszukiwać, to jest bardzo ciekawy moment w życiu człowieka. Wszelkie skojarzenia są cenne, jeszcze jest czas, żeby się pomocować z tekstem w samotności. Dzisiejsze spotkanie też bardzo wiele mi dało. Nie to, że będę teraz schlebiał Państwa gustom i szedł na łatwą wymianę ripost. To są cenne doświadczenia i cieszę się, że miałem szansę je zdobyć. A postać jest niezwykle pojemna, oczywiście pierwsza warstwa „skeczowa” to tylko naskórek. Wydaje mi się, że dużo ważniejsze jest to, co dzieje się pod spodem. 

    Dr Barbara Świąder-Puchowska: Czy możemy mówić wobec tej postaci o momencie prawdy jego jako jego. Czy ta relacja jest też kreacją? Mamy w tekście moment, gdy bohater staje ze sobą twarzą w twarz. Ale może niekoniecznie, może to jest kolejne piętro masek?

    Sławomir Pacek: Pewnie maski, które zakłada, stają się jego naturą. 

    Igor Gorzkowski: Ale rytm serca pozostaje. 

    Dr Barbara Świąder-Puchowska: Właśnie miałam zapytać, czy już tylko po tym możemy go poznać?

    Sławomir Pacek: Nie, szukamy tej relacji, żeby to było jak najbardziej prawdziwe.

    Izabela Gwizdak: Jeszcze wracając do improwizacji, mieliśmy takie założenie, że poprowadzimy postać Wesołego przez dwa wątki. Wątek jego misji i wątek fabularny. Dla mnie ważna była informacja, że pojawiam się jako wektor, jako oś fabularna. 

    Sławomir Pacek: Kotwica rzeczywistości (śmiech).

    Izabela Gwizdak: Bardzo ładne skojarzenie, dziękuję... Byłam pierwszym momentem rzeczywistości dla widza, nasza postać też ma swoje życie prywatne a to, jaka w tym życiu jest, czy zakłada maski...

    Igor Gorzkowski: Wydaje mi się, że jest w spektaklu moment, w którym Wesoły się odsłania emocjonalnie. I myślę, że będziemy tego szukać.

    Anna Gajewska: Relacje, które Wesoły buduje ze wszystkimi usługodawcami, są jednak dość powierzchowne. My też, budując postaci, szukamy androidalnej kreski, w chodzeniu, w sposobie mówienia, jakby to byli ludzie. To jest tak, jak podczas rozmowy z panią z infolinii, która przyjmuje sztuczną konwencję. 

    Dr Barbara Świąder-Puchowska: A czy to będzie szło w kierunku groteski?

    Anna Gajewska: Myślę, że groteska nie jest właściwym słowem. 

    Sławomir Pacek: Ale nie będziemy unikać śmieszności. 

    Głos z publiczności: Jeżeli chodzi o androidy, to ja to odebrałem bardziej dosłownie. Wyobrażam sobie, że to jest Warszawa przyszłości, w której Wesoły jest tajemniczym klientem. Klientem w świecie, w którym ludzie są obsługiwani przez humanoidalne androidy. Jego zadaniem jest wyprowadzić je z równowagi, tak jak na przykład HAL 9000 został wyprowadzony z równowagi przez sprzeczne rozkazy i zamordował całą załogę statku Discovery. 

    Bartosz Mazur: Wszystko zaczyna się od brzucha, przy jedzeniu, w restauracji, moment buntu szefa kuchni powoduje, że wszyscy nagle zaczynają dostrzegać to, że tajemniczy klient staje się zarzewiem, wybawicielem od chaosu, którym są po prostu wszystkie formułki, nakazy, melodie, narracje, kostiumy. 

    Anna Gajewska: Uderza w czułe punkty, jest doskonałym obserwatorem i wrażliwcem. Nie chodzi mu tylko o sprawdzenie kompetencji na linii usługodawca-klient, ale zależy mu na tym, by pękła zbroja androida i by z niej uwolnił się człowiek. 

    Igor Gorzkowski: Z resztą szef kuchni, który jest wyższym modelem Lexusa, przeczuwa nawet, co się stanie z nimi, ale mówi, że było warto i ten moment ludzki jest dla nich istotny. 

    Dr Barbara Świąder-Puchowska: Czyli tak naprawdę nie ma się z czego śmiać. Jest zabawnie, ale w gruncie rzeczy to bardzo pesymistyczny obraz, diagnoza społeczeństwa. Jestem ciekawa, w którą stronę pójdzie ostatecznie realizacja. 

    Igor Gorzkowski: Zaczyna się od czegoś realistycznego a im dalej, tym bardziej się wszystko wykrzywia.

    Publikacja zapis drugiej rozmowy o dramacie współczesnym, która odbyła się w ramach PC Dramy. Gościem panelu był: Jacek Poniedziałek - autor tłumaczenia autobiografii Justin Viviany Bonda Tango. Powrót do dzieciństwa, w szpilkach, reżyser i aktor. Gospodarzem wieczoru i moderatorem dyskusji był prof. dr hab. Jan Ciechowicz. Rozmowa odbyła się 22 kwietnia 2013.

    Prof. dr hab. Ciechowicz: „Tango. Powrót do dzieciństwa, w szpilkach” w przekładzie Jacka Poniedziałka, tekst ponad pięćdziesiąt stronic, dostałem do przeczytania wcześniej, więc byłem bogatszy od Państwa o pierwszą lekturę. Nie wiedziałem, że to jest fragment powieści, myślałem, że to może być również tekst monodramatyczny. Trochę spowiedź życia, trochę powrót do dzieciństwa, obracający się w najtrudniejszych kwestiach seksualności, narrator ma czterdzieści lat. Zastanawiam się, czy film na koniec czytania był potrzebny?

    Jacek Poniedziałek: Film Shortbus w ogóle jest bardzo mocny. Nie jest może moją wielką miłością, nie jest doskonały, ale po pierwsze chciałem Państwu pokazać, jak Justin śpiewa, jaką jest osobą, jaki rodzaj energii, ekspresji, jakie esprit mu towarzyszy. Z tą produkcją wiąże się nieco skandaliczna aura, są w niej śmiałe sceny aktów seksualnych. Nie jest to jednak pornografia, lecz film fabularny, mówiący o utopijnej zonie, miejscu, które jest po trosze kabaretem, po trosze seksklubem, gdzie przychodzą różni odmieńcy i szukają wolności w Nowym Jorku, po 11 września, wobec katastrofy, która coś w ludziach wyzwoliła. Pamiętam, jak kilka lat po wojnach bałkańskich byliśmy w Belgradzie z „Oczyszczonymi” Krzysztofa Warlikowskiego, młodzi ludzie, Serbowie opowiadali nam, że najwięcej zbliżeń pomiędzy ludźmi miało miejsce podczas bombardowań NATO-wskich, na początku lat dziewięćdziesiątych. Może jest coś takiego jak w „Czarodziejskiej górze” Mana, że gruźlicy chcą być blisko.

    Shortbus to film o seksuolożce, która w finale przeżywała orgazm a podczas projekcji dowiadywaliśmy się, że cierpiała na preorgazmię. To, o czym mówi i śpiewa Justin w piosence: We All Get It In the End jest symboliczne, również orgazm urasta do rangi symbolu erupcji wolności czy emanacji, poruszeń ludzkiego serca. Czy to jest wyłącznie fizyczne, czy ma to związek z miłością? Mimo że pod względem warsztatowym czy artystycznym ten film nie jest wybitny, porusza pewne obszary w człowieku. Nie bez powodu Warlikowski wziął go na warsztat, pracując nad Kabaretem warszawskim. Shortbus dotyka potrzeby wspólnoty w odwadze, w wolności, w odmienności i w tym wszystkim, co jest zakazane przez sztywny garnitur społeczeństwa, w którym żyjemy. Zwłaszcza społeczeństwa, jakie tworzą dziś Polacy. I myślę, że to sprawa utopii wolności, zupełnego uwolnienia instynktów, które w nas bardzo głęboko tkwią. Dlatego pozwoliłem sobie na ten fragment, a przy okazji Państwo zobaczyliście, jak Justin śpiewa. 

    Głos publiczności: Jak powstało tłumaczenie?

    Jacek Poniedziałek: To jest autobiografia, opowieść o dzieciństwie, autentyczne fakty i stosunkowo szczera opowieść.

    Głos z publiczności: Jaka jest wizja kontynuacji tego tekstu, co chciałby z nim Pan zrobić w przyszłości?

    Jacek Poniedziałek: Dla mnie najciekawszą kontynuacją będzie przedstawienie Krzysztofa Warlikowskiego, w którym gram ją - Justin Vivian Bond. Mówię „ją”. Dlaczego? Równolegle z pracą nad Kabaretem warszawskim wydawnictwo W.A.B. zwróciło się do mnie z prośbą o tłumaczenie autobiografii. Wtedy nie wiedziałem jeszcze, że będę grał Justin. Polska wersja książki ma wyjść równolegle z naszą premierą w Nowym Teatrze, czyli w maju. Mam nadzieję, że rozpęta się dyskusja o transseksualizmie, który jest nowym zjawiskiem, nawet dla mnie, homoseksualisty, dla którego otchłań transpłciowości była zawsze rodzajem tabu, czymś obcym. W Polsce dyskusja o transseksualizmie była związana z Anną Grodzką. Transpłciowość to urodzenie się kompletnie nie w swoim ciele. Dlatego myślę, że ta książka pojawia się w bardzo dobrym momencie, kiedy dialog możemy pociągnąć trochę dalej. Pewne reakcje i stanowcze opinie biorą się z niewiedzy; z tego, że nawet ludzie wykształceni, otwarci, wrażliwi, uważają to za kaprys. 

    Głos z publiczności: Może wynika to stąd, że każdy człowiek ma jakąś granicę tolerancji, której nie chce przekroczyć?

    Jacek Poniedziałek: A gdzie jest ta granica?

    Głos z publiczności: Wydaje mi się, że ciężko nam zaakceptować coś, czego nie rozumiemy i nigdy nie doświadczyliśmy. W tej książce historia transseksualisty była pokazana pięknie. 

    Jacek Poniedziałek: Wydaje mi się, że wydanie jej w Polsce jest ważne dlatego, że nie jest fikcją, tylko jest pewnego rodzaju świadectwem, własnego doświadczenia z czasu dzieciństwa i dojrzewania, czyli z najtrudniejszego okresu w życiu, kiedy zmienia się nasza cielesność. Ten okres nie jest łatwy nawet dla osób, które chcą konwencjonalnie kochać, być. A co dopiero dla kogoś, kto czuje się kompletnie inny.

    Głos z publiczności: To może zapytajmy się, co to znaczy „normalnie” kochać dla transseksualisty. Kochać mężczyznę czy kobietę?

    Jacek Poniedziałek: Ona ma akurat duży wybór. (śmiech)

    Głos z publiczności: Mam pytanie, czy fragment, który usłyszeliśmy jest z początku czy końca autobiografii?

    Jacek Poniedziałek: To jest całość, ale z bardzo wieloma skrótami. 

    Głos z publiczności: Mnie interesuje, w jakim ujęciu ta postać będzie ukazana w spektaklu, bo w filmie jest jednak dosyć epizodyczna. 

    Jacek Poniedziałek: Chcemy poruszyć ten problem w specyficzny sposób. Krzysiek Warlikowski nie lubi plakatowości, publicystyki w teatrze, takiej 1:1. Rozmawialiśmy o tym nawet wczoraj, że nie możemy być zupełnie głusi i ślepi na to, co dzieje się w Polsce. Pokazanie takiej osoby na scenie będzie wyzwaniem. Nie będę wyglądał jak ona, ponieważ mam inne physis, ale chcemy, żeby widz odczuł kontekst zagrożenia.

    Nie wiem, czy Państwo znacie teledysk zespołu The Knive Pass this on, gdzie transseksualista, będąc w jakimś klubie, w którym siedzą „dresy”, klasa pracująca, śpiewa: I'm in love in your brother. Panuje tam specyficzna atmosfera, czuć pewne napięcie, zagrożenie i w końcu chłopak, do którego on - ona śpiewa, zaczyna tańczyć. Muzyka, erotyka, miłość, seksualność, flow, przełamują lody, wszyscy zaczynają cudownie się bawić. To jest nieco hollywoodzka wizja, trochę sentymentalna, ale dużo mówi o problemie tożsamości płciowej. Ten teledysk mnie zainspirował i pobudził do refleksji. Chciałbym, żebyśmy poczuli, jak strasznie do polskiej ulicy, do polskiego centrum handlowego nie pasuje postać, którą mam zagrać. Nawet ja, otwarty homoseksualista, patrząc na transseksualistów, czuję pewną nieporadność czy zmieszanie. To jest w nas wszystkich, bez względu na orientację i poglądy. Głęboko tkwi w naszym systemie, boimy się i nie rozumiemy obcości i inności, ponieważ są czymś, co w przedziwny i tajemniczy sposób nam zagraża. Nikt przecież nie postuluje, że taki ma być cały świat czy społeczeństwo.

    Tłumacząc autobiografię, założyłem, że gdy Justin wspomina dzieciństwo, mówi w rodzaju męskim, a kiedy nabiera większego dystansu, mówi z dzisiejszej perspektywy, zawsze używa rodzaju żeńskiego. Do tego agent Justin napisał do wydawnictwa W.A.B. e-mail, w którym bardzo prosił, że jeżeli w polskim języku nie ma innej możliwości, to żeby używać rodzaju żeńskiego. Justin stworzył własne zaimki i rodzaje gramatyczne, on nie jest ani Ms ani Mr, lecz Mx i zaimek Vi, od Vivian. Książka ukazała się, ponieważ transseksualizm nadal stanowi gigantyczny problem. Pewne kłopoty narastają w życiu, kumulują się, ale wszystkie powstają w dzieciństwie. Głównie w domu i na poziomie języka. Justin mówi, że miał sześć lat, gdy pomalował się szminką. Mając sześć lat, rozumiał, że nie chce, by do niego mówić, jako o chłopcu i czuł się tym bardzo głęboko, po ludzku dotknięty. Nie zgadzał się na to i nie rozumiał, dlaczego matka miała z tym problem, dlaczego wpadała w histerię. Bagaż złych emocji i doświadczeń niesiemy przez całe życie, dopóki nie zdołamy tego przepracować. Życie takiej osoby w Polsce, w dodatku w małej miejscowości, to musi być dopiero problem, piekło. To nie kaprys, to nie jest drag queen, to kwestia bardzo głęboko zakorzenionej tożsamości. Każdy ma inne problemy. Te dotyczą bardzo poważnej, elementarnej kwestii jak seksualność, płeć, które nas określają. Moim zdaniem książka jest pięknie napisana i jest bardzo szczera, ludzka, ale też mocna. Występuje w niej bardzo dużo opisów zbliżeń. Nie przeczytałem najmocniejszych. Moim zdaniem one czemuś służą, zdejmują maskę lub swego rodzaju konwencję uników. Justin mówi wprost. Jak jest Państwa zdaniem, czy to ludzi zszokuje i zaciekawi? To nie jest fikcja, tylko historia z życia wzięta. Czy nagromadzenie tej seksualności spowoduje odrzucenie większości czytelników, z góry, z samej definicji?

    Głos z publiczności: Ja to odebrałam jako manifest tolerancji. 

    Inny głos z publiczności: Moim zdaniem książka jest doskonała dla młodych ludzi, którzy wchodzą w nowe życie. Daje sporo do myślenia, do zrozumienia.

    Jacek Poniedziałek: Ale czy jest wulgarna?

    Głos z publiczności: Nie, nie jest wulgarna, ale jest dosadna. To narracja bez zasłony, ukazuje homoseksualizm dzieci od jedenastego roku życia. Może zmusi rodziców do myślenia nie tylko o ubranku, nie tylko o ocenach, ale również o przeżyciach. 

    Inny głos z publiczności: Nawet, jeżeli ten tekst szokuje, to dobrze, że powstał. 

    Kolejny głos z publiczności: Chciałem powiedzieć, że czuję się trochę zaniepokojony wątkiem politycznym tej książki. Jeśli ona ma misję, to moim zdaniem Justin Vivian Bond jest dosyć ryzykownym pomysłem, bo definiuje się nie jako biseksualista, homoseksualista, ale właściwie jako postać queer, z bardzo płynną genderową tożsamością. I na to, wydaje mi się, nie jesteśmy jeszcze w Polsce gotowi. Dzisiejsze czytanie zainteresowało wielu ludzi, ale czy książka trafi raczej do odbiorców branżowych, czy do zwykłego, masowego czytelnika? 

    Jacek Poniedziałek: W Polsce polityczne jest prawie wszystko, ponieważ żyjemy w takim momencie, w jakim żyjemy. 

    Głos z publiczności: Wydaje mi się, że taka postać, jak Justin Vivian Bond jest bardzo niewygodna. 

    Jacek Poniedziałek: Właśnie dlatego jest potrzebna, żebyśmy wiecznie nie spychali tego problemu pod dywan lub próbowali go przemilczeć. Ci ludzie są wśród nas i jest ich naprawdę sporo.

    Więcej
  • e-teatr.pl

    Gdańsk. Czytanie Gorzkowskiego w Żaku

    25 listopada o godzinie 19 w Klubie Żak odbyło się kolejna odsłona PC Dramy. Aktorzy Studia Teatralnego Koło z Warszawy przeczytali sztukę Igora Gorzkowskiego Tajemniczy klient w reżyserii autora. Dobry sprzedawca powinien być jak aktor w najlepszym teatrze - twierdzi Mary Portas, brytyjska gwiazda telewizyjna i guru handlu detalicznego. Podobnego zdania jest Wesoły (Sławomir Pacek), bohater spektaklu Tajemniczy klient Igora Gorzkowskiego. Mężczyzna specjalizuje się w testowaniu jakości obsługi w branży usługowo-handlowej. Rzadko się zdarza, aby Wesoły napotkał na swojej drodze równego sobie przeciwnika. Jego codzienność to kontakt ze znudzoną panią w sklepie obuwniczym, która nie ma zamiaru pomóc klientowi w wyciągnięciu pudełka z jego rozmiarem; doradcą bankowym pochłoniętym rozmową z kolegą, podczas gdy kolejka petentów przestępuje z nogi na nogę; z instruktorem fitness, który nie zwraca uwagi na podopiecznych, bo w trakcie zajęć flirtuje z jedną z uczestniczek; z fotografem, który zamiast zadbać o to, żebyśmy ładnie wyszli na zdjęciu, paraliżuje nas swoją arogancją.

    U Gorzkowskiego tajemniczy klient to człowiek „z misją”. Wie, że brak profesjonalnego podejścia i arogancja ze strony obsługi nie są normą i należy z takimi przejawami patologii walczyć. Bycie tajemniczym klientem, to nie tylko praca, to także styl życia. Bywa, że działania tajemniczego klienta nie znajdują uznania w oczach społeczeństwa. Nazywany tajniakiem, szpiclem albo mieszaczem, zawodowy tester nie rzadko narażony jest na wyobcowanie i niezrozumienie. A przecież wykonuje swoją pracę za cenę wyrzeczenia się życia osobistego...

    Więcej

Inne wydarzenia archiwalne

  • 29.10.2011

    Nosowska

    8

  • 21.11.2014

    Voo Voo

    Dobry Wieczór

  • Solo Dance Contest 2019/13.06.2019

    11.GDAŃSKI FESTIWAL TAŃCA/ 13.06.2019 /

  • 28.02.2011

    Ekspozycjoniści • Jean-Michel Ribes

    PC Drama

  • 24.04.2015

    Król • Syny

    Wij • Orient

  • KARUZEJA / Kon Temporary Project

    11.GDAŃSKI FESTIWAL TAŃCA/ 7.06.2019 /

  • 29.03.2010

    Czekając na Romea • Sarah Grochala

    PC Drama

  • JAKI NARKOTYK DLA MNIE?

    PC Drama / 25.02.2019 /

  • 22.02.2010

    Taniec Delhi • Iwan Wyrypajew

    PC Drama

  • 16.01.2014 -17.01.2014

    4. Festiwal Dni Muzyki Nowej

    Edycja Zimowa

  • JOANNA DUDA / Keen

    10.02.2019 / 22. Festiwal Jazz Jantar / zima

  • Patryk Różycki

    Lubię wracać tam, gdzie byłem