3. Festiwal Dni Muzyki Nowej • Edycja Wiosenna

DMN to przestrzeń, w której spotykają się artyści poszukujący i współpracujący między gatunkami, poszukujący nowych idei i technik wykonawczych, przestrzeń prezentująca najnowsze trendy i z Polski i ze świata, często w premierowych wykonaniach, przestrzeń, w której miesza się muzyka klasyczna i nieklasyczna.

O wydarzeniu

Klub Żak zaprosił na wiosenną odsłonę III edycji Festiwalu Dni Muzyki Nowej, w dniach 12-13.04.2013 i 1.06.2013 (w trakcie Gdańskiego Festiwalu Tańca 2013). DMN odczarowują stereotypy „niedostępności” muzyki współczesnej dzięki różnorodności gatunkowej, kulturowej i pokoleniowej. O ile ubiegłoroczne DMN upłynęły pod znakiem smyczków (Kronos Quartet, Kwartet Śląski, Johan Johannsson z kwartetem smyczkowym), to rok 2013 należy zdecydowanie do pianistów: w zimowej odsłonie w Sali Suwnicowej Klubu Żak pojawili się Nils Frahn, Hauschka w towarzystwie słynnej skrzypaczki Hilary Hahn, a także Lubomyr Melnyk. W jednym z licznych tekstów podsumowujących zimową edycję DMN, Tomasz Rozwadowski w „Dzienniku Bałtyckim” pisał: tych z internautów, którzy szczególnie chętnie pomstują na imprezy artystyczne organizowane za przysłowiowe „pieniądze podatników”, pragnąłbym zaprosić do Żaka, by zobaczyli pełną salę, całkiem sporą, wypełnioną publicznością spontanicznie reagującą na muzykę nie najłatwiejszą w odbiorze i całkowicie nieobecną w mediach. Nikt tych ludzi do przyjścia i wydania (umiarkowanych zresztą) własnych pieniędzy nie zmuszał.

Wiosenną edycję DMN otworzył koncert Marcina Maseckiego, nominowanego do Paszportów Polityki 2012 za to, że jako błyskotliwy pianista i kompozytor erudyta z humorem, inteligencją i bezczelnym wdziękiem wywraca i przedefiniowuje muzyczne kanony. Marcin Masecki zagrał Kunst der Fuge Bacha. Dorota Szwarcman z „Polityki” recenzując płytę Maseckiego w podsumowaniu napisała: jest jednak próba maksymalnego ogołocenia z emocji w celu pokazania jedynie genialnej konstrukcji. Czy to pomaga w odbiorze? Niektórym być może tak. Na pewno nazwisko Maseckiego, popularne wśród młodego pokolenia, sprawi, że jego odbiorcy sięgną po Bacha i może zatrzymają się przy nim na dłużej. Tego samego dnia młody kompozytor i skrzypek, Stefan Wesołowski, dobrze znany trójmiejskiej publiczności z takich imprez, jak Transvizualia, Sopot Film Festiwal czy Gdańskiego Festiwalu Tańca (autor muzyki do spektaklu Iwony Gilarskiej Z Nieba do Ziemi) przedstawił specjalnie przygotowany na DMN materiał Woodwinds Madrigals. Zdobył główną nagrodę na jednym z najbardziej prestiżowych konkursów jazzowych na świecie - Montreux Jazz Piano Solo Competition 2011, tym samym stając się pierwszym Polakiem, który zwyciężył podczas legendarnego szwajcarskiego Montreux Jazz Festival. Kto? Piotr Orzechowski aka Pianohooligan. O sobie mówi: Pianohooligan to ksywka. Określa sposób gry, ale jest w tym coś więcej. Bunt. Przeciw kopistom, których w polskiej muzyce jest wielu. (…) Jazz poszedł w złym kierunku. (…) Trzeba wszystko ładnie wygrać, są skale, poza które nie wolno wykraczać, akordy, które trzeba ułożyć jak należy. Bzdura. Muzycy w Polsce grają to, co Amerykanie grali kilkadziesiąt lat temu. Koszmar. Ci ludzie pracują w muzeach. Nie mam zamiaru być muzealnikiem. (…)  Chcę ożywić ducha jazzu, odejść od muzyki akademickiej. Czekam na konfrontację. (David Karpiuk / „Newsweek” / 26.01.2013) W Sali Suwnicowej Klubu Żak Piotr Orzechowski zmierzy się nie z jazzem, a kanonem muzyki współczesnej czyli twórczością jednego z najwybitniejszych muzyków naszych czasów, z kompozycjami Krzysztofa Pendereckiego.

Balmorhea, kolektyw muzyków z Austin (Texas) określani przez prasę muzyczną jako mistrzowie post-rockowej melancholii to drugi wykonawca na DMN 13 kwietnia. Balmorhea wyrósł na czołowy skład sceny post-rocka i neoklasyki. Teksańscy mistrzowie zaczynali jako duet, od kilku lat występują w sześcioosobowym składzie, a tradycyjne rockowe instrumentarium wzbogacają o wiolonczelę, skrzypce czy kontrabas. Ich muzyka to unikalna fuzja pianistyczno-smyczkowych pejzaży spod znaku Ólafura Arnaldsa czy Maxa Richtera, eksperymentalnych wycieczek w stylu Godspeed You! Black Emperor oraz nastrojowych fragmentów na modłę Sigur Ros. Materiał z ich najsławniejszej płyty All Is Wild, All Is Silent z 2009 roku doczekał się też doskonałych reinterpretacji - jeden z remiksów Balmorhea stworzył także Jacaszek. To nie jedyny ich związek z Polską, podobno Amerykanie są także miłośnikami poezji Adama Zagajewskiego i Czesława Miłosza. Ich najnowszy album Stranger przynosi dźwięki o nieco jaśniejszych tonach, choć nie mniej intrygujące. Nasyconą emocjami i filmowo sugestywną muzykę grupy z Teksasu dziennikarze renomowanego portal Allmusic porównują do Ennio Morricone i Sigur Rós, upatrując w Balmorhea następców sławnych Islandczyków.

Trzeci dzień (1.06.2013) DMN zagościł na Gdańskim Festiwalu Tańca. Wystąpili Carlos Cipa, pianista, współpracujący z Winged Victory for The Sullen oraz Greg Haines, kompozytor, pianista, wiolonczelista, tworzący muzykę dla choreografów takich jak Meg Stuart, Ina Christel Johannessen czy MD Collective (Kolonia).

Festiwal zrealizowano ze środków Miasta Gdańska i Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Szczegółowy program III Festiwalu Dni Muzyki Nowej 2013

  • Edycja Wiosenna

    12.04.2013 Marcin Masecki / Kunst Der Fuge • Stefan Wesołowski / Woodwinds Madrigals / prapremiera

    13.04.2013 Pianohooligan / Experiment: Penderecki • Balmorhea

    Więcej

Recenzje

  • Piotr Rudnicki | jazzarium.pl

    Dni Muzyki Nowej: Marcin Masecki i Stefan Wesołowski w gdańskim Żaku

    Bardzo osobliwym pomysłem programowym rozpoczęła się wiosenna edycja Dni Muzyki Nowej w gdańskim Żaku. Trzeba mieć spore poczucie humoru, aby na otwarcie wydarzenia o takiej nazwie wybrać koncert muzyki Jana Sebastiana Bacha. Nie jest go pozbawiony także Marcin Masecki, który wykonał Die Kunst Der Fuge z pełną gracją inteligentnego dowcipu, a przy tym - całkiem na serio. Słynna przewrotność warszawskiego pianisty, słyszalna na etapie płyty (o czym nie ma potrzeby pisać po raz kolejny)  nie traci niczego w przełożeniu na sytuację żywego koncertu. Od samego początku w scenicznych poczynaniach Maseckiego: jego gestach, ruchach, sposobie gry było coś bardzo montypythonowskiego. Wyjście z garderoby z filiżanką, groteskowe odchylenie się do tyłu przed pierwszym uderzeniem klawisza, wystudiowana wytworność nonszalanckich ukłonów w zderzeniu z grą na niewielkim, mocno już wysłużonym pianinie (i to w sytuacji, gdy za plecami artysty stał dostojny Steinway) dały efekt zgoła frapujący, zwłaszcza, że gra ta sama w sobie była niezwykle elegancka.

    Die Kunst Der Fuge nie jest grana często - Marcin Masecki przyznał, że jego dotychczasowe wykonania ich na żywo policzyć można na palcach jednej ręki. Nic w tym dziwnego, biorąc pod uwagę stopień skomplikowania wysublimowanej formy jaką jest fuga można być pewnym, że nawet najznakomitsi pianiści miewają z nią kłopot. Tym większą okazją było usłyszenie cyklu w Gdańsku. Dzięki przejrzystej technice Maseckiego stosunkowo łatwo było prześledzić zawiłe ścieżki kontrapunktowych linii melodycznych, choć istotnie wymagało to sporego skupienia, zwłaszcza od tych spośród słuchaczy, którzy z kusztem fugi zetknęli się po raz pierwszy. Dla nich ta muzyka rzeczywiście była nowa, i doświadczenie odpatynowanego dzieła miało z pewnością swoją wagę, dopełniającą się wraz z opadaniem na deski sceny kolejnych partytur. Świeży powiew, którego nabrała Sztuka Fugi w wykonaniu Marcina Maseckiego daje asumpt do twierdzenia, że muzyka w istocie się nie starzeje, a czasami wymaga jedynie wpięcia w inny kontekst.

    Drugi z piątkowych koncertów stanowiła prezentacja studium projektu Woodwinds Madrigals Stefana Wesołowskiego. Materiał zagrany na komputer, fortepian i kwartet dęty już teraz można ocenić jako wysoce obiecujący. Muzyka, znów zderzająca nowoczesną technikę (i, tym razem - współczesną kompozycję) ze starym, klasycznym instrumentarium zbudowana była przez ciepłe, harmoniczne przestrzenie tworzone przez powtarzane frazy klarnetów i (rzadko używanych) fagotów, od których odbijał się elektroniczny bit. Połączenie brzmiało jednak zaskakująco naturalnie i spójnie, refleksyjny, lecz w żaden sposób nie nużący charakter tej muzyki wprowadził urokliwy nastrój, i szkoda tylko, że wszystko trwało nieco ponad pół godziny. Cieszę się, że mogę wam to zagrać, bo wiem, że jesteście bardzo życzliwi - wyznał siedzący za fortepianem lider zespołu, tym razem występujący bardziej jako kompozytor i dyrygent. Oczywiście, że jesteśmy, bo jak można nie być życzliwym twórczości na wysokim poziomie? Czekamy na jeszcze, materiał Woodwinds Madrigals zapowiadany jest dopiero na rok przyszły, ale kolejny z Dni Muzyki Nowej już jutro! 

    Więcej
  • Piotr Rudnicki | jazzarium.pl

    Dni Muzyki Nowej: Pianohooligan i Balmorhea w gdańskim Żaku

    Podczas Dni Muzyki Nowej bywa, że nic nie jest do końca takie, jakim się wydawało w oczekiwaniach. Sobotnie koncerty należały do zupełnie odmiennych muzycznych światów, ale zarówno Pianohooligan, jak i amerykanie z grupy Balmorhea okazali się odbiegać w muzyce i wizerunku od tego, czego mogliśmy się o nich dowiedzieć w festiwalowym folderze.

    Najpierw więc okazało się, że nie taki chuligan straszny, jak go przedstawiają. Podczas gdy z okładki płyty i oficjalnych zdjęć prasowych spogląda na nas twarz wykrzywiona w zaciętym, łobuzerskim grymasie, na żywo Piotr Orzechowski wypada nad wyraz skromnie. Na scenę Sali Suwnicowej gdańskiego Żaka wszedł odziany w swój niemal już firmowy dres stonowany młody człowiek, który do publiczności odezwał się dopiero przed ostatnim utworem, w dodatku w pierwszym słowie przepraszając za... nieprzedstawienie się wcześniej. Wybryk, przyznają państwo, mało chuligański - niemniej, w najbardziej tu chyba istotnej warstwie muzycznej zawadiactwa było już dużo więcej. Do gry przystąpił bardzo skoncentrowany, świadom rangi materiału który wziął na warsztat, a jednocześnie - ideowo niezależny, zagrał go ze swadą, i po swojemu - nie uznając kompromisów. Obok oszczędnej acz odważnej interpretacji Stabat Mater, można było usłyszeć mainstreamowe wręcz jazzowe improwizacje, po Wariacjach Sonorystycznych imponującą, pełną grozy Polymorphię lub piękną Arię Da Capo zagraną nie na Rhodesie, (jak na płycie), lecz na koncertowym fortepianie: muzyka klasyczna i jazzowa to gatunki, które staram się połączyć a jednocześnie trwać w nich obu - mogliśmy przeczytać w zamieszczonym w folderze wywiadzie z Orzechowskim. Mariaż ten w takim wydaniu połączył je idealnie, tak że podczas godzinnego występu usłyszeć można było rzeczy skrajnie się od siebie różniące naturalnie zespojone w jedno,  ogromnie zajmujące dzieło.

    Zaszczyt zamknięcia wiosennej edycji Dni Muzyki Nowej przypadł formacji, której zaproszenie było chyba najbardziej intrygującym ruchem organizatorów festiwalu. Teksański sekstet Balmorhea z tak zwanym „contemporary classical” czy tym bardziej muzyką eksperymentalną, (które są domeną DMN)  niewiele ma wspólnego, a jednak w ten weekend to właśnie oni najszczelniej zapełnili salę koncertową Żaka. Amerykanie nie od dziś biorą się za etniczny repertuar różnych obszarów Europy (kilka lat temu panowała na przykład moda na Bałkany „Made in USA”), więc niespecjalnie dziwiły porównania ich stylu do charakterystycznego soundu grup islandzkich,  jednakże zestawienie takie zostało poczynione cokolwiek na wyrost. W istocie sekstet jest raczej typowym przedstawicielem nurtu americana tudzież ambitnego (okropny termin!) indie folku. Nie oznacza to jednak, że występ nie był interesujący. Wręcz przeciwnie, było co oglądać oraz czego słuchać. Wielowarstwowe przestrzenie zespół tworzył przy użyciu elementów czysto rockowych (prawie każdy z muzyków zagrał choć w jednym utworze na gitarze, normą była gra na dwóch-trzech naraz) jak i właściwych dla emploi muzyki poważnej wiolonczeli i skrzypiec, a także ponadgatunkowego króla instrumentów jakim jest fortepian. Możliwość gry na dumnie stojącym na deskach sceny Steinwayu sprowokowała zresztą grupę do przedłużenia koncertu: zazwyczaj podczas obecnej trasy dostajemy do dyspozycji jedynie Hammonda, który brzmi jak „sami wiecie co”, ale skoro już mamy fortepian, to zagramy jeszcze dwa numery, jeśli nie macie nic przeciwko temu - z rozbrajającą szczerością stwierdził Rob Lowe już podczas bisu.

    W rozbudowanych, rozległych kompozycjach pojawiły się poza tym także różnego rodzaju przeszkadzajki a nawet ukulele. Tak szerokie instrumentarium wykorzystane zostało w sposób pełny i jedną z ciekawostek za każdym razem stawała się kwestia który z muzyków dany instrument wybierze. Dzięki temu też właściwie każdy z utworów miał nieco inny wydźwięk. Orkestrowy fajerwerk smyczków w The Settler, rockowe przebiegi gitar w Artifact, czy etniczne grzechotki w miłym, z afrykańska brzmiącym Pyrakantha ukazały spory potencjał Balmorhei w eksplorowaniu swojego języka (jedynym elementem drażniącym były w mojej opinii nieco pretensjonalne partie wokali) i oby tak dalej! A nam pozostaje czekać na kolejne koncerty.

    Więcej

Inne wydarzenia archiwalne

  • 16.01.2014 -17.01.2014

    4. Festiwal Dni Muzyki Nowej

    Edycja Zimowa

  • PUSTKI

    pożegnalna trasa

  • 15.10.2010

    Novika

    Lovefinder

  • Solo Dance Contest 2019/12.06.2019

    11.GDAŃSKI FESTIWAL TAŃCA/ 12.06.2019 /

  • POST ANIMA / Opinion Public

    11.GDAŃSKI FESTIWAL TAŃCA/ 9.06.2019 /

  • Solo Dance Contest 2019/14.06.2019

    11.GDAŃSKI FESTIWAL TAŃCA/ 14.06.2019 /

  • Neena / MaJLo

  • 03.02.2014

    Glasvegas

    Later… When The TV Turns To Static

  • Bartosz Kołata

    Momenty

  • LOUNGE RYSZARDS / DOMINIK BUKOWSKI QUARTET

    17.03.2019 / 22. Festiwal Jazz Jantar / wiosna

  • BAJKOWE ŻYCIE ROSYJSKICH DZIEWCZĄT

    PC Drama / 27.05.2019 /

  • ŁUKASZ OJDANA SOLO / SILBERMAN QUARTET

    14.03.2019 / 22. Festiwal Jazz Jantar / wiosna