PC Drama. Baśń o przemocy

„Za siedmioma morzami, za siedmioma górami…” – takimi typowymi dla baśni słowami rozpoczyna się dramat Ivony Marciuš, poświęcony kobietom przez całe pokolenia tłamszonym, uprzedmiotawianym i sprowadzanym do roli usługujących mężczyznom pomocnic. W końcu żyją one „na twardej ziemi, przesiąkniętej potem i przekleństwami mężczyzn, za każdym razem, gdy kobieta wypowiadała swoje zdanie bez ich pozwolenia” - pisze o czytaniu dramatu „Kwaśna krew" Łukasz Rudziński.

Młoda, 26-letnia autorka nie zamierzała jednak tworzyć kolejnego wściekłego feministycznego moralitetu o krzywdzie kobiet, a podejść do tematu wielowymiarowo i – a może przede wszystkim – międzypokoleniowo. W dramacie „Kwaśna krew” poznajemy trzy bohaterki: Babcię, Matkę i Wnuczkę. Każda z nich musiała zderzyć się z surowością i brutalnością zasad męskiego świata, wobec których kobieta ma pokornie wypełniać wolę ojca lub męża. Na dalekich peryferiach, w wiejskim rytmie dnia i nocy nie ma miejsca na sprzeciw, dyskusję czy jakiekolwiek równouprawnienie. W tym ściśle patriarchalnym porządku świata jest za to dużo łez, siniaków, traum i wstydu, choćby wtedy, gdy trzeba pijanego mężczyznę zaciągnąć z knajpy do domu. Każda kobieta ma jednak inną strategię przetrwania. Babcia, grana przez Jowitę Kropiewnicką, mówi najmniej, ale też najkonkretniej. To przede wszystkim przepis na kaszankę – jeden z symboli świata opisanego przez chorwacką dramatopisarkę. Nestorka recytuje go początkowo neutralnie, ale w jej ustach on szybko upiornieje i staje się świadectwem agresji, przemocy czy złości. Babcia nie potrafi mówić o krzywdzie, jednak emocje zawarte przez aktorkę w kolejnych coraz bardziej emocjonalnych repetycjach przepisu lub wspomnieniach sprowokowanych przez Wnuczkę, zawierają wyraźne echo krzywd, których ta bohaterka nie artykułuje wprost. Matka to najbarwniejsza postać sztuki także z uwagi na język, będący w świetnym tłumaczeniu Gabrieli Abrasowicz zlepkiem różnych polskich gwar i dialektów, a w oryginalne rzadkim i niezbyt zrozumiałym nawet dla Chorwatów zapisem dialektu Međimurja z północy Chorwacji, skąd Ivona Marciuš pochodzi. Bohaterka grana przez Annę Grochowską często  wspomina dzieciństwo i przywołuje traumy, które zawdzięcza ojcu – straciła przez niego długo wyczekiwaną sukienkę komunijną czy rower, którego wszyscy jej zazdrościli. Ta bohaterka nie szczędzi goryczy, o cierpieniu potrafi mówić, a nawet usiłuje się sprzeciwić woli mężczyzn. Z kolei Wnuczka (w tej roli Katarzyna Pałka) to przedstawicielka nowego pokolenia, osoba, która nie chce pogodzić się z rolą pogardzanej, dogadzającej mężczyźnie służącej. To ona najwięcej opowiada o bólu i cierpieniu innych kobiet w rodzinie. I to ona ma moc jednoczącą kobiety, które nieprzypadkowo najszczęśliwsze są w chwilach, gdy w domu nie ma mężczyzn. Bunt wobec zastanego porządku przez Wnuczkę jest wyrażany bardzo organicznie – krzykiem, ucieczką, jawnym sprzeciwem.

 

Autorka konsekwentnie prowadzi ten pozbawiony epatowania przemocą lament, ukazując kobiecą niedolę jako doświadczenie międzypokoleniowe. Trudno przerwać krąg przemocy, zwłaszcza jeśli nasiąka się nią od najmłodszych lat i innego porządku właściwie nie miało okazji poznać. Dlatego też niektóre sceny (m.in. golenie i przycinanie wąsów czy pucowanie na kolanach butów mężczyzny udającego się na świniobicie) urastają do roli symbolu przemocy dziedziczonej z pokolenia na pokolenie, a pełne bólu opowieści Matki i Babci kontynuuje Wnuczka. Reżyserka Zdenka Pszczołowska bardzo konsekwentnie podąża za myślami autorki. Sama bierze aktywny udział w czytaniu, leżąc na scenie i przybliżając didaskalia. Trzy aktorki siedzą na krzesłach przy mikrofonach w pewnym oddaleniu od siebie. Wszystkie cztery ubrane są jednakowo w luźne czarne spodnie i jasne T-shirty z napisem „Spice up your life”. Przy bohaterce Anny Grochowskiej znajduje się jedyny rekwizyt – wielkie wąsy, które w największym akcie sprzeciwu wobec męskiej opresji zostaną obcięte.

 

Co ciekawe, po raz pierwszy cały zestaw twórczyń i realizatorek czytania związany jest z Nowym Teatrem im. Witkacego w Słupsku, gdzie Zdenka Pszczołowska jest dyrektorką. Trio aktorskie dobrze na scenie współpracuje, choć najciekawszą i najbardziej wyrazistą bohaterkę (Matkę) kreuje Anna Grochowska. Reżyserka słusznie zawierza aktorskiej dyscyplinie i ascezie środków. Dzięki temu ten bardzo literacki tekst ma szanse w pełni wybrzmieć. Sztuka „Kwaśna krew” nie jest, niestety, tylko o zacofanej chorwackiej wsi. To bardzo smutny obraz naszych czasów. I co gorsza, przerażająco aktualny, bo przecież przemoc wobec kobiet – nie tylko ta wyrażona pięścią – zdarza się wszędzie i dzieje się to niepokojąco często.

Łukasz Rudziński

Czytanie performatywne współczesnego dramatu chorwackiego „Kwaśna krew" odbyło się w poniedziałek 27 kwietnia.