Vijay Iyer • fortepiano, Stephan Crump • kontrabas, Marcus Gilmore • perkusja • Polska premiera!

Koncert zrealizowano w ramach projektu Festiwal Jazz Jantar 2013

O wydarzeniu

Solowy koncert Vijaya Iyera, który zagrał 12 listopada 2011 roku w ramach Festiwalu Jazz Jantar kompletnie nas rozwalił i zaczarował. Na finiszu 2012 roku ta płyta przez wielu została uznana za najważniejszą, najlepszą płytę mijającego roku. Materiał z płyty Accelerando i trio Vijaya Iyera po raz pierwszy w Polsce usłyszycie pod żółtymi szynami Sali Suwnicowej Klubu Żak. Portal jazzarium.pl donosił: Vijay bierze wszystko! Znamy wyniki ankiety krytyków DownBeatu. Pianista Vijay Iyer triumfuje w aż 5 kategoriach w tegorocznej 60. ankiecie krytyków magazynu „DownBeat”. Artystę wyróżniono w kategorii muzyk roku, pianista roku, płyta roku („Accelerando”), grupa roku (Vijay Iyer Trio) oraz wschodzące gwiazda kompozycji. Tyle wyróżnień na raz w tak prestiżowych kategoriach to ewenement w długiej historii rankingu DownBeatu. Dodatkowo Marcus Gilmore, perkusista trio, uznany został za wschodzącą gwiazdę tego instrumentu.

Najlepsza Płyta Jazzowa 2012 roku według Willa Laymana (popmatters.com): „Accelerando” jest najlepszą płytą, jaką pamiętam. W tym materiale, weteran pianistyki - Iyer na pianinie, Stephen Crump na basie i Marcus Gilmore na bębnach, grają na niezwykłym poziomie integralności, brzmiąc jakby przepracowali tysiące idei i pomysłów na temat: jak w dzisiejszym jazzie powinien radzić sobie zespół z rytmem i dynamiką interakcji. Muzyka jest niezwykle elastyczna, ale nie luźna. Skład gra ogłuszającym, wspólnym frontem dźwięków, spośród którego bogactwo tradycji jazzowej przebija się iskrzącymi dialogami. Mistrzowska aranżacja „Human Nature” Michaela Jacksona zaczyna się rozpoznawalnym motywem na pianinie, by od razu przejść do synkopowanej melodii o charakterystycznym, zblokowanym wzorze tkanym przez Gilmora i Crumpa miksujących rytmy funk z nagłymi tchnieniami ciszy. Improwizacje idą daleko poza wyznaczone oryginałem pole. Pozostałe utwory to covery Ellingtona, Henryego Threadgilla i Roda Tempertona, oraz kilka oryginalnych kompozycji, które ukazują genialną jedność założeń, gdy kolejne rundy popisów członków tria kręcą się wokół pozostałych w ekscytującej choreografii.

Kim jest Vijay Iyer? Człowiekiem renesansu. Dosłownie z pantałyku zbija lista kręgów artystycznych, w jakich działa i tworzy nowojorski pianista. Mamy tu wszystko, do czego można wykorzystać zmysł słuchu, a więc próby grania i komponowania w stylistyce pełnej orkiestry („Interventions” z 2007), kameralnego kwartetu smyczkowego („Mutations I-X” z 2005), tria jazzowe (kilka płyt, w tym „Accelerando”, w ramach Vijay Iyer Trio), duetu klawiszowego (z Gregiem Tate’em); w międzyczasie Iyer równie sprawnie porusza się w klimatach hip-hopu (Mike Ladd, „In What Language?”), czy wreszcie kreując fuzję jazzu z muzyką południowoafrykańską (debiutancka „Memorophilia”). Możliwie kompletny poliglota muzyczny, do tego umysł ścisły, z nieodłączną potrzebą architektonicznego dopracowania swych kompozycji. Aha, nie wspomniałem jeszcze o związkach ze światem tańca, teatru, kinematografii… Intensywna czerwień bijąca z okładki celnie oddaje ładunek emocjonalny zawarty w muzyce na albumie, mimo że rozpoczyna się on kaskadami cichych, niepokojących akordów fortepianu, przywodzących na myśl solowe projekty Anthony’ego Davisa, zwłaszcza opening track „Lady Of The Mirrors”. Jednak to tylko dwuminutowe intro, po którym powoli zanurzamy się w powolnie rozwijane konstrukcje komponowane na bazie klarownych melodii, podbijanych gdzieniegdzie ciemnymi plamami lekkostrawnych dysonansów.

Stosunkowo dużo zdradza słuchaczowi spojrzenie na informacje o autorach poszczególnych utworów zebranych na płycie. Zatrzymajmy się tu na chwilę, bo jest o czym pisać. Pomijając na razie te skomponowane przez Iyera, warto rozdzielić resztę na dwie grupy: pierwszą tworzą figury inspiracji, wśród nich legendarny (lecz obskurny) pianista jazzowy Herbie Nichols („Wildflower”), eklektyczny kompozytor Henry Threadgill („Little Pocket Size Devils”) czy Duke Ellington („The Village Of The Virgins”). Ich kompozycje wykonane są poprawnie, jednak przeważnie nie wnoszą wiele do oryginałów. Niestety, np. Nicholsa stosunkowo trudno jest przeskoczyć. Drugą grupę tworzą wariacje na temat popularnych utworów, wyselekcjonowanych z pewnością ze względu na atrakcyjne i wpadające w ucho tematy. W tej szufladce mieści się m.in. znakomicie rozegrane odczytanie „Human Nature” - pościelówy Michaela Jacksona, samplowanej swego czasu przez Nasa. W miarę rozwoju znanej melodii Iyer stopniowo dekonstruuje i transponuje wybijające się akcenty w niższą tonacje, w błyskotliwy sposób gubiąc po drodze części mniej istotne. Efekt jest taki, że przy użyciu odrobiny wyobraźni przez cały czas słyszymy melodię wyjściową, a wszystko w przyśpieszeniu, z nawałnicą basu i perkusji.

Również interpretacja „Mmmhmmm” Flying Lotusa pokazuje z jak inteligentnym kompozytorem mamy do czynienia. W oryginale utwór to wielokrotnie zapętlona nostalgiczna fraza, która „jako oliwka mała pod wysokim sadem” zostaje bezlitośnie ucięta, „jeszcze ani gałązek, ani listków rodząc”, niczym przez skwapliwego sadownika. U Iyera zaś nasza młoda latorośl otrzymuję drugą szansę i zaczyna się dużo dziać. Świeży powiew wyczuwamy już w momencie wejścia niezwykle pomyślanej linii kontrabasu, granej smyczkiem, jak gdyby muzyk piłował drzewo na różnych wysokościach dźwięku. Kompozycje własne Iyera zdradzają fascynację motywem rytmu, zabawą i niekonwencjonalnymi manewrami w tej dziedzinie. Tytułowy track „Accelerando” to niekończący się łańcuch fortepianowego (de)crescendo, nagłe zrywy i spowolnienia, które wprawiłyby wzory fizyczne na przyśpieszenie wektorowe w swoisty stan egzystencjalnego zakłopotania. Jak słusznie zauważył redakcyjny kolega Piotr Wojdat, któremu należą się podziękowania (za inspirujące uwagi), na muzykę tkaną przez Iyera można spojrzeć z dwóch stron. Bo dwustronne, janusowe oblicze to dobry metaforyczny sposób ujęcia tego niezwykłego fenomenu, kiedy to z jednej strony większość utworów wydaje się lekkim, easy-going jazzem spod znaku skandynawskich grajków, może nieco podrasowanym powierzchowną free-jazzową swawolą, podczas gdy właśnie nie, zdaje się wołać druga strona, definitywnie tak nie jest i każde ponowne odsłuchanie coraz bardziej nas w tym utwierdza. Muzyka Iyera posiada kilka poziomów komplikacji, najlepiej uchwytna jest w szerokiej perspektywie, a bogactwo rytmiczne samo w sobie stanowi dobry powód, by do płyty ponownie wracać. Jak dotąd najlepszy jazz w tym roku. (Michał Pudło • 12 kwietnia 2012)

Pianista Vijay Iyer jest od ponad 15 lat pionierem w szerokim tego słowa znaczeniu, szczególnie gdy chodzi o eksperymenty rytmiczne. Biorąc to pod uwagę trudno byłoby nazwać „Accelerando” najbardziej radykalną lub fantazyjną z jego płyt. To, co w niej fascynuje, to dające się usłyszeć przejście na większą scenę. Iyer jest bardzo zajętym, znanym na całym świecie muzykiem, wydaje się, że jego gra pulsuje poruszeniem artysty, który już niejedno osiągnął. Chociaż wciąż słychać tak charakterystyczne dla Iyera, niemal matematyczne sztuczki, „Accelerando” wydaje się mniej naukowa niż niektóre z jego poprzednich nagrań. Trio z basistą Stephenem Crumpem oraz perkusistą Marcusem Gilmorem jest mocno ugruntowane i czuć w nim potężną, podskórną chemię. Pomimo akademickiego zacięcia Iyera (doktorat z filozofii „Mikrostruktury uczucia, makrostruktury dźwięku: immanentna percepcja we wschodnioafrykańskiej i afro-amerykańskiej muzyce”), to potrafi napełnić on swoją muzykę wewnętrznym dreszczem, nagłością i nerwem. Jak sugeruje tytuł, „Accelerando” zapewnia dużą prędkość i niemalże namacalny napływ adrenaliny.

Krótkie, dudniące „Bode” uderza w ostrzegawcze nuty, po nich następuje radość, pasja i entuzjazm. Optymizm przynoszą pierwsze dźwięki, które po fragmentach melodycznej, beztroskiej improwizacji eksplodują w coś niemalże ekstatycznego. W triumfującym finale panuje surowy, niemal punkowy duch, ukazujący mistrzostwo tria w łączeniu jazzowego podejścia z dynamiką rocka. Iyer, podobnie jak Brad Mehldau, poszukuje wspólnych obszarów dla różnorodnych gatunków muzycznych. W ostatnich latach zrobił prawdopodobnie więcej, niż jakikolwiek inny muzyk, aby otworzyć muzykę na żądne przygód uszy, do tej pory wychowywane na trochę bardziej wyrafinowanym popie, czy elektronice. Najpierw zreinterpretował „Human Nature” Michaela Jacksona (kawałek, z którym tak wprawnie zmierzył się także Miles Davis). Wersja tria jest jeszcze bardziej uduchowiona i pełna wyobraźni. Iyer poprzez improwizację odnalazł nowe pokłady detali w tym zwodniczo prostym utworze. Ekscytujące wzajemne oddziaływanie członków tria pomaga odczuć świeżość i pogodę tej trudnej rytmicznie nowej aranżacji. Pomaga też to, że muzyka Iyera jest bardziej skomplikowana w swoich założeniach i podejściu niż w jest w praktyce - jego gra jest czysta, ekspresyjna i nierzadko poruszająca. Jego technika podporządkowana jest szerszym, ważniejszym założeniom o mocy odczucia i silnym wpływie emocjonalnym. (…) Żadna ocena „Accelerando” nie byłaby pełna bez wyceny wzrastającego mistrzostwa Iyera w kompozycji, ani wskazania jego szerokiej wiedzy z zakresu tradycji jazzu. Rozważny wybór utworów światowego popu jest dla niego fascynującą i skuteczną odskocznią do radykalnych reinterpretacji i improwizacji, podczas gdy jego własne kompozycje dają triu argument, by czynili swe cuda. Uporczywe powtórzenia „Little Pocket Size Demons” pozwalają Stephenowi Crumpowi grać z niekonwencjonalną żywiołowością eksplorując techniki gry smyczkiem, tam, gdzie spodziewamy się tendencyjnej linii basów. „Lude” okazuje się być jednocześnie łagodny i intensywny (…). Tytułowy utwór żongluje tempem i czasem. Jak zwykle, precyzja grupy zaskakuje, a poświęcenie i obecność Iyera są niezmienne. Po godzinie głębokiej i ciężkiej intensywności zamykająca interpretacja „The  Village Of The Virgins” Duke'a Ellingtona jest odświeżająca w swej duchowości i czystym pięknie.” (Daniel Patton • musicomh.com)

Recenzje

  • Jakub Knera | noweidzieodmorza.com

    Vijay Iyer Trio w Klubie Żak

    Dwie godziny rzadko kiedy mijają na koncercie niepostrzeżenie. Chyba że na scenie gra Vijay Iyer Trio. Warto było na ten koncert czekać tak długo. Mimo, że Amerykanin ze swoim zespołem zawitał do Polski dopiero rok po premierze Accelerando, jego koncert, podobnie jak dwa poprzednie w tym miejscu, był niezapomnianym przeżyciem. Niesamowita jest swoboda, z jaką całe trio wspólnie grało podczas występu - nie pozwalali sobie na improwizację i szaleństwa, jedynie czasem każdy z muzyków tworzył oszczędne solówki, w obrębie granych utworów. Ale ten zespół to przede wszystkim dobrze naoliwiona maszyna - grająca sprawnie, z werwą, porozumiewająca się intuicyjnie w każdym detalu.

    Bardziej surowe i szybsze niż na płycie The Star of Story z hałaśliwą perkusją Marcusa Gilmore’a (który ma zaledwie 26 lat!), nastrojowy Little Pocket Size Demons czy świetnie wyłaniający się niemal z ciszy Optimism który zakończył koncert. Do tego rewelacyjnie odegrany The Human Nature Jacksona czy fantastyczny, przypominający niemalże Brant Brauer Frick cover Hood, pochodzącego z Detroit jednego z pionierów techno, Roberta Hooda. To kilka utworów, które najbardziej utkwiły mi w pamięci, a które świetnie pokazały, jak lekko Vijay Iyer Trio porusza się po tych wszystkich kompozycjach i stylistykach; grają bardzo sprawnie, ujawniając swoją muzyczną erudycję. Niezależnie czy muzycy wykonywali utwory swoje czy cudze - chociaż te drugie nie brzmiały jako covery, ale jako kompozycje opowiadane własnym językiem, w pełni ekspresyjne i wymowne. Dobitnie zaświadczył o tym wykonany na bis Big Brother Stevie Wondera Big Brother - świeży, pomysłowy i bardzo frapujący, pokazujący geniusz zespołu. Rewelacyjne wydarzenie.

    Więcej
  • jazzarium.pl

    Vijay Iyer Trio

    Vijay Iyer jest pianistą o rzadko spotykanym talencie, za sprawą którego wzbudza zainteresowanie wśród różnorodnej publiczności, a także wśród mediów o bardzo odmiennych zakresach zainteresowań. John Fordham z The Guardian napisał: "Świat pełen jest wspaniałych jazzowych triów, ale Iyer jest na szczycie listy A". Z kolei Joe Tangari z portalu Pitchfork uznał Vijaya za jednego z najbardziej interesujących i najważniejszych młodych pianistów współczesnego jazzu. 20 marca Vijay Iyer Trio wystąpi w gdańskim klubie Żak na jedynym koncercie w Polsce. Na powszechne uznanie, niezliczone nagrody (w tym między innymi nominacja do Grammy oraz tytuł pianisty roku 2012 oraz 2013 przyznawany przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Jazzowych), stypendia (na przykład fundacji Rockefellera) i grono oddanych wielbicieli Vijay zaczął pracować już w wieku czterech lat. To właśnie wtedy pierwszy raz zainteresował się pianinem, ale jego historia nie jest jedną z tych, gdzie talent młodego człowieka zostaje dostrzeżony przez grono nauczycieli, którzy następnie wyrywają go sobie z rąk. Vijay, syn naukowców z Indii, obrał inną drogę - studiował matematykę i fizykę na uniwersytecie Yale oraz na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley, edukację muzyczną pozostawił swojej własnej intuicji. Do osiemnastego roku życia jego głównym instrumentem były skrzypce, z czasem odkrył jednak pasję do pianina i jego rozległych możliwości. Nigdy nie było żadnych granic pomiędzy improwizowaniem a graniem utworu. Dla mnie to było dokładnie to samo. W ten sposób nauczyłem się grać. Tak naprawdę w ten właśnie sposób my, jako ludzie uczymy się robić niemal wszystko - opowiadał o swoich wczesnych doświadczeniach.

    Poszukiwania wzbudziły w Vijayu fascynację muzyką karnatacką - tradycyjnym brzmieniem południowych Indii. Przetłumaczył je na język jazzu, w czym pomógł mu Rudresh Mahanthappa, saksofonista indyjskiego pochodzenia. Na etapie uzyskiwania tytułu doktora nowojorski muzyk zdołał połączyć pasję do muzyki z zamiłowaniem naukowym. Pracę dyplomową zatytułował Mikrostruktury odczuć, makrostruktury dźwięku, a jej ideę zawarł w pytaniu: Muzycy pokroju Theloniousa Monka mają coś, co określa się jako ich brzmienie, ale co to właściwie oznacza?

    Vijay Iyer zarejestrował jako lider blisko dwadzieścia albumów, ponadto gościł na wydawnictwach taki artystów jak Rez Abbasi, Steve Coleman, Das Racist czy Steve Lehman. Jego najnowszy materiał - Break Stuff - jest z kolei studyjnym powrotem tria, które funkcjonuje od jedenastu lat. Stephan Crump (kontrabas, aktywny twórca nowojorskiej sceny jazzowej) i Marcus Gilmore (perkusja, współpracownik Chicka Corei, Gonzalo Rubalcaba, Flying Lotus i wielu innych) po raz kolejny udowadniają, że właściciel nazwiska z okładki nie musi być jedynym bohaterem każdej z kompozycji. W ich muzyce można usłyszeć wiele skrajnie odmiennych inspiracji - od Jamesa Browna po Duke'a Ellingtona, od Hendrixa po Charliego Parkera. Zakres fascynacji i umiejętności wszystkich trzech muzyków pozwolił im zarejestrować pod szyldem Break Stuff szereg utworów, które Iyer wykonywał już wcześniej, lecz w kompletnie odmiennych aranżacjach. Część materiału nawiązuje do suity również noszącej tytuł Break Stuff, którą odegrano po raz pierwszy w Nowojorskim Muzeum Sztuki Nowoczesnej; inne fragmenty wykonywane były przez dwudziestoosobowy ensemble w ramach projektu Open City; a jeszcze inne to cudze kompozycje w niemalże niemożliwych do zidentyfikowania wersjach (na przykład Work autorstwa Theloniousa Monka).

    Więcej
  • uwolnijmuzyke.pl

    Vijay Iyer Trio zagra w lutym w Gdańsku

    Trio wraca do Trójmiasta, aby promować swój album Accelerando. Solowy koncert Vijaya Iyera, który zagrał 12 listopada 2011 roku w ramach Festiwalu Jazz Jantar kompletnie nas rozwalił i zaczarował. Na finiszu 2012 roku płyta, którą przyjedzie promować przez wielu została uznana za najważniejszą, najlepszą mijającego roku. Materiał z albumu Accelerando i trio Vijaya Iyera po raz pierwszy w Polsce usłyszycie pod żółtymi szynami Sali Suwnicowej Klubu Żak w Gdańsku 10 lutego.

    Vijay Iyer jest jednym z najciekawszych i najważniejszych młodych pianistów jazzowych dzisiejszych czasów. Piętnastoletnia praktyka w nagrywaniu płyt sprawiła, że świetnie czuje się zarówno w roli lidera jak i współtwórcy projektu. Został wybrany jednym z 50 najbardziej wpływowych Hindusów świata przez GQ India. Jeden z najważniejszych współczesnych pianistów… fantastycznie utalentowany, błyskotliwy, eklektyczny („New Yorker”). Niezwykle ważna młoda gwiazda o wyobraźni bez granic. („Los Angeles Weekly”).

    Więcej

Inne wydarzenia archiwalne

  • 23.03.2012

    Ania Rusowicz

    Mój Big-Bit

  • 14+

    Kino Żak

  • Reinert / Faleńczyk

    Ilustracje

  • 25.03.2011

    Spięty

    Antyszanty

  • 09.10.2010

    Młynarski plays Młynarski Feat • Gaba Kulka

    Jesienna nuda pod nóż!

  • Solo Dance Contest 2019/12.06.2019

    11.GDAŃSKI FESTIWAL TAŃCA/ 12.06.2019 /

  • Bartosz Kołata

    Momenty

  • Paulina Jackowska

    Plany

  • Solo Dance Contest 2019/10.06.2019

    11.GDAŃSKI FESTIWAL TAŃCA/ 10.06.2019 /

  • JERRY AND THE PELICAN SYSTEM / HENRYK MIŚKIEWICZ TRIO

    16.03.2019 / 22. Festiwal Jazz Jantar / wiosna

  • Solo Dance Contest 2019/14.06.2019

    11.GDAŃSKI FESTIWAL TAŃCA/ 14.06.2019 /

  • Solo Dance Contest 2019/13.06.2019

    11.GDAŃSKI FESTIWAL TAŃCA/ 13.06.2019 /