8.04.2022

ALAMEDA 5 / Spectra. Vol. 1

08 Kwi 20:00

Premiera

Jacek Buhl - perkusja, perkusjonalia / Rafał Iwański - kongi, darabukki, djembe, perkusjonalia / Łukasz Jędrzejczak - elektronika, organy elektryczne, wokal / Piotr Michalski - gitara basowa / Jakub Ziołek - gitara, elektronika, wokal

Miejsce

Sala Suwnicowa
Miejsce

Sala Suwnicowa

Bilety

Bilety na koncert

25 zł – ulgowe*

35 zł – zniżka* Karta do Kultury 
40 zł – bez zniżek 

Kup bilet

Uwaga: zmiana terminu koncertu ! 

Z przyczyn niezależnych od Klubu nowy termin to 8.04.2022

Bilety zachowują ważność lub można zwrócić bilety w kasie Żaka w terminie do 8.04.2022

Kontakt: kasa@klubzak.com.pl

 

Alameda 5 wraca z premierowym materiałem, który będzie można usłyszeć już 8 kwietnia  w Klubie  Żak!

 

„Zrezygnowaliśmy niemal zupełnie z ekspresji rockowej” – rozmowa z Kubą Ziołkiem i Rafałem Iwańskim, członkami kolektywu Alameda 5. 

Zespół Alemeda 5 zrodził się na scenie bydgosko-toruńsko-poznańskiej, a jego powstanie zainicjował Kuba Ziołek – laureat Paszportu Polityki i artysta o wielu twarzach muzycznych: Stara Rzeka, Kapital, Innercity Ensemble, Alameda, Hokei, Ed Wood, T’ien Lai, Jantar czy Clinamen. Jakiś czas temu Ziołek wcielił się także w rolę wydawcy powołując własną wytwórnię Brutality Garden. Rafała Iwańskiego z kolei należy kojarzyć nie tylko z Alamedą 5, a przede wszystkim z projektem HATI, a także z duetem Voices of the Cosmos, KAPITAL, Innercity Ensemble czy solowym przedsięwzięciem X-NAVI:ET. W Alamadzie 5 Rafał Iwański posługuje się rozmaitymi bębnami afrykańskimi i perkusjonaliami. Grupa zbliża się do wydania nowego albumu pt. „Spectra. Vol. 1”. W rozmowie z artystami wędrujemy przez wszystkie wcielenia Alamedy, docierając do najnowszego. Dowiecie się również po jakie książki, płyty i gry komputerowe lubi sięgać Kuba Ziołek, a także co obecnie go fascynuje w muzyce. Rafał Iwański z kolei wspomina swoje początki w Almendzie, opowiada jak wygląda praca sekcji rytmicznej i gdzie podąża Alameda jako jeden muzyczny organizm.  

 

Łukasz Komła: Wychodzi na to, że w tym roku projekt Alameda obchodzi swoje  dziewiąte urodziny. Więc proszę cofnijmy się do początków. Opowiedz jak powstała Alameda i skąd się wzięła nazwa?

Kuba Ziołek: Thomas Pynchon „49 idzie pod młotek”. Zachęcam do lektury. Alameda zaczęła się jako mój solowy projekt. Nagrałem nawet minialbum solowy pod tym szyldem, jednak był zbyt słaby, aby go wydać, choć jakieś szczątki po nim da się chyba znaleźć w internecie. Z czasem projekt rozrósł się do tria w składzie z Mikołajem Zielińskim i Tomkiem Popowskim.

Imponująca jest ewolucja Alamedy. Sięgając pamięcią do „Późnego królestwa” (2013) nagranego jako Alameda 3 - frywolnie przeszliście przez gatunkowy gąszcz wynikający z połączeń ambientu, black metalu, space rocka, folku, muzyki improwizowanej czy jazzu, doprawiając całość indie-rockiem. Jak wspominasz tamtą sesję?

Kuba Ziołek: Pamiętam to jak przez mgłę. Nagrywaliśmy ten album na strychu Biblioteki Miejskiej w Bydgoszczy, było wówczas dużo alkoholu i jakiegoś takiego totalnego sprucia życiowego. Wszyscy wówczas byliśmy jeszcze bezrobotnymi mieszkańcami Bydgoszczy, nagraliśmy 25 minut hałasu i zastanawialiśmy się, kto w ogóle będzie chciał tego słuchać. Następnie zmiksowałem te 25 minut hałasu w domu na głośnikach od starej wieży tak, że nie słychać perkusji na tym albumie, dograłem kolejnych 20 minut przeróżnych ambientów i folków, udało się ogarnąć featuringi Wojtka Jachny i Tomka Pawlickiego, i tak powstała płyta, którą, ku naszemu zaskoczeniu, zainteresowała się wytwórnia Instant Classic. Do dziś jest to moja ulubiona płyta Alamedy.

 

Łukasz Komła: Moją ulubioną płytą Alamedy z kolei pozostaje wciąż „Duch tornada”, którą nagraliście już w kwintecie: Kuba Ziołek, Rafał Iwański, Jacek Buhl, Łukasz Jędrzejczak, Mikołaj Zieliński. Pojawili się też zaprzyjaźnieni muzycy m.in. z Dwutysięczny, Innercity Ensemble, Kult czy Glabulator. Na tym podwójnym wydawnictwie doszło do prawdziwej erupcji świeżości na polskiej scenie eksperymentalnej. Weszliście w jeszcze inne rejony muzycznych fascynacji, choćby związanych z muzyką afrykańską. Ale głównymi czynnikami modelującymi „Ducha tornada” była inspiracja kinem i literaturą science-fiction. Wymieniałeś wówczas takie tytuły jak „Blade Runner”, „Odyseja Kosmiczna” czy „Ghost in the Shell”, które zachwycały cię w dzieciństwie. Z kolei odnośnie literatury w utworze Farmakopea” wszystkie tropy prowadzą do „Kongresu Futurologicznego” Lema. Przewija się jeszcze Kraftwerk i Vangelis. A jak to jest po latach, czy nadal „Jesteśmy żywymi korzeniami anten”?

Kuba Ziołek: Nadal lubię science fiction (jednym tchem przeczytałem trylogię „Wspomnienia o przeszłości ziemi” Cixina Liu), aczkolwiek od czasu „Ducha tornada” moje zainteresowania przesunęły się nieco bardziej w stronę weird fiction, czyli powieści Jeffa Vandermeera, China Mieville’a, Marka Z. Danielewskiego, komiksów Alana Moore’a i Granta Morrisona, czy gry Control. Lubię, gdy opowieść próbuje sięgać do rzeczywistości absolutnie obcej ludzkiemu poznaniu i rozumieniu, a w ostatnich latach mam wrażenie, że opowieści weird fiction lepiej są w stanie to realizować niż science fiction, może właśnie dlatego, że nie są ograniczone przez „science”. Fascynuje mnie też idea ludzkości patrzącej na własny koniec w obliczu katastrofy klimatycznej jako ostateczną granicę poznania, koniec myślenia jako takiego, do czego nawiązuje Eugene Thacker w swojej książce poświęconej analizie horrorów „In the Dust of This Planet”. Jeśli chcesz się naprawdę przestraszyć, to odpuść sobie „Hereditary” czy „Get Out” i przemyśl do końca Kapitałocen.

 

Łukasz Komła: Do składu Alamedy dołączyłeś na etapie formowania się nowego, powiększonego składu zespołu w momencie tworzenia płyty „Duch tornada”. Twoją domeną są wszelakie perkusjonalia, ale w sekcji rytmicznej jest też wyjątkowy perkusista Jacek Buhl. Spaja was znakomita synergia. Wraz z basistą Mikołajem Zielińskim staliście się wielką pompą wtłaczającą w muzykę Alamedy niepowtarzalną charyzmę i nieoczywistą energię. Jak wyglądała wtedy wasza praca nad rytmem „Ducha tornada”? I jak postrzegasz rytm na tle innych warstw dźwiękowych w strukturach Alamedy?

Rafał Iwański: Do zespołu dołączyłem kiedy spora część materiału na album „Duch tornada” była już skomponowana. Podczas kilku prób tuż przed sesją nagraniową oraz w studiu nagrań, jesienią 2014 roku, wymyślałem moje partie na bębnach afrykańskich i kongach. Kilka rytmów do utworów takich jak „Ono Sendai”, „Duch tornada” czy „Sierść Płomienia” powstało w studiu podczas improwizacji w duecie Buhl/Iwański, potem Kuba, Łukasz Jędrzejczak, Mikołaj Zieliński czy Tomek Glazik dogrywali swoje partie. Z  Jackiem momentalnie załapałem intuicyjny kontakt rytmiczny, z całością grupy porozumienie muzyczne – od początku granie w tym zespole sprawiało mi dużo radości. W następnych latach również wychodziliśmy często od improwizacji rytmicznych, a z roku na rok coraz częściej zalążki nagrań powstawały z pomysłów wygenerowanych z godzin prób jakie odbywałem z Jackiem w duecie. Zgrywamy się już jakieś 7 lat, sprawiając, że sekcja rytmiczna - wraz ze świetnym basistą Piotrem Michalskim, który gra z nami od początku 2019 roku - jest coraz silniejsza. Muszę przyznać, że na obecnym etapie na próbach w kwintecie wszyscy musimy coraz ciężej pracować, aby dobrze radzić sobie na koncertach, które wymagają dość dużej wytrzymałości fizycznej i sprawności ruchowej. Poza tym z Alamedą 5 doszliśmy do etapu, w którym nie ma wiele miejsca na improwizację – co swoją drogą jest zaprzeczeniem tego jak powstawała muzyka np. w Innercity Ensemble. Bardzo mi ta sytuacja odpowiada, pozostałym kolegom chyba też. 

 

Łukasz Komła: Po dwóch latach od „Ducha Tornada” ku zaskoczeniu ukazało się nowe wcielenie Alameda Duo, gdzie obok ciebie wystąpił Mikołaj Zieliński. Płyta „The Luminous Guitar Craft of Alameda Duo” powstała na kanwie twórczości Christodoulosa Halarisa „Music of Ancient Greece”, którą podrzucił wam na kasecie Rafał Iwański (X-Navi:et, Voices Of The Cosmos, Innercity Ensemble, Alameda 5). Jak dziś brzmi muzyka Halarisa i jaki miała wpływ na wasz proces tworzenia? I dlaczego doszło wówczas do zredukowania – wydało się mocnego składu - Alamedy do formy duetu z udziałem gościń (Joanna Bielawska, Jaśmina Polak)?

Kuba Ziołek: Wszystkie Alamedy - przynajmniej w założeniu - miały funkcjonować równocześnie, więc zdarzało się tak, że graliśmy koncerty w jednym miesiącu z trzema różnymi Alamedami. Nic tu więc nie podlegało redukcji, raczej komplikacji. Szczerze mówiąc, od momentu zakończenia prac nad płytą Alameda Duo nie wróciłem do Halarisa i muzyki starożytnej Grecji. Była to po prostu kolejna chwilowa zajawka warta muzycznego opracowania. Tak czy inaczej, polski rynek muzyczny nie był gotowy na cztery Alamedy, obecnie funkcjonuje już tylko Alameda 5 i nie sądzę, żeby to się miało zmienić w najbliższej przyszłości.

 

Łukasz Komła: Na nowe nagrania i oblicze Alamedy nie trzeba było długo czekać. W 2018 roku niespodziewanie duet rozrósł się do kwartetu przybierając inicjały Alameda 4. Do ciebie i Mikołaja Zielińskiego dołączyli Tomek Popowski i Krzysztof Kaliski. Wiem, że w rolę gitarzysty miał wcielić się Raphael Rogiński. Jestem ciekaw w jaką stronę wówczas popłynęłaby „Czarna woda”? No i co skrywa sam tytuł albumu?

Kuba Ziołek: Czarna Woda to bodajże inna nazwa rzeki Wdy w Borach Tucholskich. Akurat tak się złożyło, że „Czarna woda” pojawia się w kluczowym momencie jednej z powieści Jeffa Vandermeera, o którym wspomniałem wcześniej. Muzyka na tym albumie była niemal w całości od samego początku skomponowana w trio, potrzebowaliśmy tylko charyzmatycznego tzw. „gitarzysty prowadzącego”, który pomógłby nieco ożywić te kompozycje. Raphael po kilku próbach zrezygnował z powodu braku czasu. Nie lubię myśleć „co by było gdyby…”. Nagraliśmy ten album z Krzysztofem Kaliskim, który wniósł swoje brzmienie i swoje pomysły. Bez niego nie byłby to ten sam album.

 

Łukasz Komła: Kolejny rozdział w historii Alamedy 5 otworzył album „Eurodrome” z 2019 roku. Powraca też większy skład: Jacek Buhl, Rafał Iwański, Łukasz Jędrzejczak, Mikołaj Zieliński oraz Jakub Ziołek. „Eurodrome” poleciał w stronę fascynacji krautrockiem oraz anglosaską sceną rocka awangardowo-progresywnego z okolic King Crimson, a z drugiej strony nie zabrakło współczesnej elektroniki i piosenek. Pamiętam, że widziałem Alamedę na żywo z tym materiałem i poczułem też znaczącą różnicę między wersją płytową a koncertową. Chodzi mi o energię, ucieczkę od sztywnych ram (np. w warstwie perkusyjnej) i po prostu większy luz na scenie niż w studiu. Wiem, że podczas prac nad tą płytą przeprowadziliście ciekawy zabieg językowy (śmiech). Zdradzisz więcej szczegółów komu zadawaliście pytanie: z jakim jedzeniem kojarzy ci się Europa? I jak wspominasz okres związany z nagrywaniem „Eurodrome”?

Kuba Ziołek: Zadawaliśmy różne mniej lub bardziej absurdalne pytania o Europę zaprzyjaźnionym ludziom, a oni odpowiadali w swoich językach (greckim, katalońskim, tetum, wietnamskim, rosyjskim), a my następnie wplataliśmy te wypowiedzi w utwory. Nie posługuję się tymi językami, więc często nie wiem o czym te wypowiedzi traktują, ale wiem, że np. Greczynka porównała Europę do sałatki (nie wiem czy do greckiej sałatki). „Eurodrome” to taki nasz „punkowy” album, powstawał  trochę w pośpiechu, mieliśmy może 30 minut gotowego, dość jednorodnego materiału, potem reszta została wyimprowizowana w studiu lub dorobiona w domu. Podobnie było z „Duchem tornada” i „Późnym królestwem”. To były albumy, które w znacznej mierze powstawały poza studiem nagraniowym lub wynikały z improwizowania w nim. Obecnie jestem raczej zwolennikiem większego dopracowywania materiału zanim się wejdzie do studia.

Łukasz Komła: „Eurodrome” poprowadził Alamadę, co mnie bardzo ucieszyło, w stronę głębszej eksploracji m.in. rytmiki afrykańskiej i latynoamerykańskiej. Jak wiemy, od wielu lat z HATI sięgasz po cały arsenał instrumentów reprezentujących rozmaite kultury z całego świata. Jak to było w przypadku pracy nad „Eurodrome”?

Rafał Iwański: Na instrumentach perkusyjnych gram od ponad 20 lat – przez prawie dwie dekady z HATI eksplorowałem gongi, etniczne instrumenty dęte, obiekty znalezione, niezliczone perkusjonalia. Posiadam naprawdę sporą kolekcję instrumentów etnicznych. A w zespole Alameda 5 moje instrumenty to bębny conga, doumbek, darabukka, djembe oraz drobne perkusjonalia. Z wykształceniem jestem etnologiem – z pasją etnomuzykologiczną, która narodziła się we mnie zanim jeszcze poszedłem na studia na UMK, pod koniec lat 90. Świat muzyki etnicznej oraz rozmaitych hybryd z tym związanych był mi zawsze bardzo bliski. Upraszczając sprawę – w HATI ciągnęło nas bardziej w kierunku prehistorii muzyki, kultur neolitycznych, pogańskich czy animistycznych oraz szeroko pojętej muzyki Azji – jednak zawsze w duchu postindustrialnym, idąc tropem naszego przyjaciela Z'EV-a (1951-2017). W ostatnich latach koncerty HATI reklamowaliśmy jako „rytuały dźwięku i rytmu”. Natomiast Alameda 5 sprawiła, że w 2014 roku po prawie 15-letniej przerwie musiałem znowu sporo grać na bębnach afrykańskich i karaibskich, pracując też nad własnymi technikami adekwatnymi do nowoczesnej muzyki granej przez kwintet. Oznacza to, że często gram w sposób nietradycyjny –  co się przejawia chociażby przez łączenie bębnów conga z djembe i darabukką w obrębie jednego zestawu czy w graniu ręką i pałką na congach (a nie tylko rękoma – co wedle ortodoksów jest po prostu niedopuszczalne). Muzykę z całej Afryki (nie tylko tzw. „czarnej”), Kuby, Brazylii czy Haiti pokochałem odkąd poznałem ją prawie 30 lat temu. Biorąc to wszystko pod uwagę, oraz 10 lat grania z Kubą i pozostałymi kolegami w Innercity Ensemble – dojście do etapu „Eurodrome” oraz obecnego z albumem „Spectra” można chyba określić jako konieczną drogę rozwoju.

 

Łukasz Komła: Od momentu ukazania się „Eurodromu” minęło niecałe trzy lata, byliśmy wtedy jeszcze przed erą covidu. Niesamowite jest to, że przez tak krótki okresu czasu zaszło tak dużo zmian jeśli chodzi funkcjonowanie artystów. Odbyło się to na wielu poziomach. Jak ty przeszedłeś przez pierwsze fale pandemii? Jak pandemia wpłynęła na ciebie jako artystę, człowieka?

Kuba Ziołek: Jestem zdrowy, zaszczepiony, nikt z moich bliskich nie zmarł, ani nie zachorował poważnie, nie mam powodów do narzekań. Moja działalność artystyczna jest bez znaczenia w porównaniu z ogromem cierpienia, jakie przyniósł covid innym ludziom. Przykro mi, że podobnie jak w przypadku kryzysu klimatycznego, pandemia obnażyła ignorancję ludzi, brak wyobraźni, empatii i solidarności. Ciężko zbudować pozytywny obraz siebie samego, gdy weźmie się pod uwagę do jak strasznego gatunku się przynależy.

 

Łukasz Komła: Jesteście przed wydaniem nowego materiału pod szyldem Alameda 5 „Spectra. Vol.”. proszę opowiedzcie więcej o tym, gdzie tym razem zabiera nas Alameda 5 od strony rytmu, przekazu i emocji?

Rafał Iwański: Przez cały okres pandemii z kwintetem Alameda 5 ciężko pracowaliśmy nad materiałem na nowy album. Stylistycznie sporo się w naszej muzyce pozmieniało - chyba już definitywnie pożegnaliśmy się z idiomem muzyki post- czy krautrockowej, wycieczek w kierunku psychodelicznej improwizacji. Pochłonęła nas kompletnie, wcześniej już rozwijana, eksploracja rytmu w zderzeniu z nowoczesną elektroniką i strukturalnym myśleniem o poszczególnych elementach utworów, z naciskiem na aspekty brzmieniowe.

Kuba Ziołek: Zrezygnowaliśmy niemal zupełnie z ekspresji rockowej. Nasi perkusiści Rafał i Jacek, poza tym, że od lat są fanami nowoczesnej impro-tribalowej awangardy spod znaku Billy Martina, Jakiego Liebezeita, Juliana Sartoriusa czy Valentiny Magaletti, to jeszcze do tego inspirują się między innymi muzyką wschodnioafrykańską (Nihiloxica), czy batidą (HHY & the Macumbas, DJ Nigga Fox). Pozostała trójka, czyli Łukasz, Piotr i ja z kolei eksploruje intensywnie afrykańskie i południowoamerykańskie sceny klubowe, z których wywodzą się artyści wydający w takich labelach jak Hakuna Kulala, Nyege Nyege, Principe, Quintavant czy Gqom Oh! Oczywiście staramy się te inspiracje przekładać na język Alamedy, czyli dalej jest to żywa muzyka transowa i psychodeliczna, lecz ten trans i psychodelia biorą się już z innego źródła niż to miało miejsce w przypadku wcześniejszych płyt. Zależy nam na tym, aby odejść od psychodelii jako skostniałego gatunku muzycznego, posługującego się od lat ustalonym zestawem narzędzi, co sprawia, że 99% współczesnej muzyki psychodelicznej jest tak nudne i pójść w stronę psychodelii rozumianej bardziej pierwotnie, jako wrażliwość, empatia i euforia.

 

Łukasz Komła: Domyślam się, że jesteś już daleko mentalnie, artystycznie i emocjonalnie od tego, co dajmy na to pulsowało w tobie kiedy zaczynałeś z Alamedą. Jakie są dzisiaj twoje inspiracje, po jaką muzykę, książki i filmy sięgasz w wolnych chwilach? Może też pokusisz się o wymienienie pięciu ulubionych albumów z 2021 roku?

Kuba Ziołek: Jak już wspominałem bardzo mnie inspiruje nurt weird fiction w literaturze. Czytam  też dużo z post-humanistyki: Eduardo Viveiros de Castro, Timothy Morton, Eduardo Kohn, Quentin Meillassoux. Uwielbiam komiksy Alana Moore’a, Brechta Evensa, Charlesa Burnsa, Chrisa Ware’a. Oglądanie filmów i seriali zastąpiłem graniem na PS4: „Control”, „Soma”, „Ghost of Tsushima”, „Disco Elysium”. Staram się być na bieżąco ze współczesną muzyką z Afryki i Ameryki Łacińskiej, więc dużo muzyki z Zachodu mi umyka, bo nie mam czasu jej słuchać. A jeśli idzie o płyty, to nie mam ulubionych, ale najczęściej w zeszłym roku leciały u mnie w domu: Indio da Cuica „Malandro 5 Estrelas”, Loraine James „Reflection”, DJ Nigga Fox „Live Nigginha Fox”, Young Leosia „Hulanki”, Ostrowski „WoKa. Vol.1”

 

Łukasz Komła: Jak oceniasz obecny stan polskiej sceny tak zwanej eksperymentalnej?

Kuba Ziołek: Nie śledzę tej sceny na tyle, aby móc ją oceniać. Przyznam też, że brakuje mi koncentracji i cierpliwości, żeby wgryzać się w muzykę, która wymaga jakiejś głębszej rozkminy. Nie ma też we mnie zbyt wiele muzykologicznej ciekawości. Traktuję muzykę w sposób użytkowy, jako ścieżkę dźwiękową do codziennych zajęć, więc szukam raczej rzeczy, które od razu mnie zainteresują jakimś ciekawym rytmem, brzmieniem czy emocją.

 

Łukasz Komła: Opowiesz o swoich artystycznych planach na przyszłość?

Kuba Ziołek: Inwestuję w rozwój mojego małego labelu Brutality Garden, chciałbym, aby się pomalutku rozrastał, podobnie jak wszystkie projekty z nim związane (Alameda, T’ien Lai, Clinamen). Gram też ładne, smutne piosenki w zespole Jantar. Pół żartem, pół serio myślę o swojej przyszłej działalności muzycznej nieco w kategoriach „muzycznej emerytury”. Muzyka jest dla mnie sportem, zabawą i terapią, i chciałbym, aby tak pozostało.

 

Łukasz Komła: Alameda 5 wystąpi z nowym materiałem w Klubie Żak. Gdzie będzie można was jeszcze usłyszeć?

Rafał Iwański: W związku z premierą płyty pojawimy się w tym roku w najlepszych możliwych miejscach w Polsce. W pandemicznych latach 2020–2021 zagraliśmy razem 10 koncertów, czyli mało. W samym roku premiery „Eurodrome” (2019 r.) prawie 20 koncertów. Jeśli w tym roku uda się nam zagrać tyle samo to będzie to wielki sukces. Mamy nadzieję, że pojawi się kilka samoistnych zaproszeń, może na jakieś dobre festiwale, jak to bywało przed pandemią...

 

Relacje z koncertów: facebook.com/KlubZak

Informacje

Zakupione bilety i karnety nie podlegają zwrotom.

Bilety ulgowe i zniżkowe są w sprzedaży wyłącznie w kasie Klubu Żak za okazaniem przed zakupem biletu ważnej legitymacji, Karty, Karnetu (1 bilet na 1 legitymację / 1 Kartę / 1 Karnet). Ulgowe bilety przysługują wyłącznie studentom studiów stacjonarnych i niestacjonarnych (licencjackich i magisterskich, do 26 roku życia), uczniom oraz emerytom i rencistom – za okazaniem aktualnej, właściwej legitymacji. 

Niewykorzystane limity wejść na dany karnet po upływie terminu ważności przepadają. Wszystkie ceny zawierają podatek VAT.

Zasady rezerwacji
Rezerwacje: kasa@klubzak.com.pl. Potwierdzone rezerwacje na koncerty, spektakle, filmy należy odebrać w ciągu 3 dni od dnia potwierdzenia rezerwacji (nieopłacone w terminie rezerwacje są anulowane). Nie przyjmujemy rezerwacji na ostatnie 20 miejsc na dany koncert/przedstawienie/ seans filmowy.
Zarezerwowane bilety są sprzedawane w cenie obowiązującej w dniu faktycznego wykupienia zarezerwowanych biletów.

Kasa biletowa

Kasa czynna od 15:00 do 21:00, w soboty i niedziele od 16:00 lub 30 minut przed pierwszym seansem.
Kontakt: tel. 58 344 05 73 w.117 (w godz. pracy kasy), kasa@klubzak.com.pl

Alameda 5 foto: materiały prasowe
Informacje

Zakupione bilety i karnety nie podlegają zwrotom.

Bilety ulgowe i zniżkowe są w sprzedaży wyłącznie w kasie Klubu Żak za okazaniem przed zakupem biletu ważnej legitymacji, Karty, Karnetu (1 bilet na 1 legitymację / 1 Kartę / 1 Karnet). Ulgowe bilety przysługują wyłącznie studentom studiów stacjonarnych i niestacjonarnych (licencjackich i magisterskich, do 26 roku życia), uczniom oraz emerytom i rencistom – za okazaniem aktualnej, właściwej legitymacji. 

Niewykorzystane limity wejść na dany karnet po upływie terminu ważności przepadają. Wszystkie ceny zawierają podatek VAT.

Zasady rezerwacji
Rezerwacje: kasa@klubzak.com.pl. Potwierdzone rezerwacje na koncerty, spektakle, filmy należy odebrać w ciągu 3 dni od dnia potwierdzenia rezerwacji (nieopłacone w terminie rezerwacje są anulowane). Nie przyjmujemy rezerwacji na ostatnie 20 miejsc na dany koncert/przedstawienie/ seans filmowy.
Zarezerwowane bilety są sprzedawane w cenie obowiązującej w dniu faktycznego wykupienia zarezerwowanych biletów.

Kasa biletowa

Kasa czynna od 15:00 do 21:00, w soboty i niedziele od 16:00 lub 30 minut przed pierwszym seansem.
Kontakt: tel. 58 344 05 73 w.117 (w godz. pracy kasy), kasa@klubzak.com.pl