Aktualności
Łukasz Rudziński ocenia PC Dramę
PC Drama: Plecak Amora
Ostatnia w 2025 roku PC Drama przeniosła nas w realia zamachu terrorystycznego. Gdzieś w mieście eksplodował samochód-pułpaka, a Amor – imigrant arabskiego pochodzenia – czuje się obserwowany, ścigany i podejrzewany. Słowo „terroryzm” w tekście „Dzwonię do moich braci” Jonasa Hassena Khemiriego (Szweda, który sam ma imigranckie, tunezyjskie korzenie) nie pada jednak ani razu. Za każdym razem, gdy powinno zostać wypowiedziane, zdanie urywane jest w trakcie, jakby ktoś w ostatniej chwili powstrzymał się przed wypowiedzeniem na głos tego, co i tak wszyscy myślą. Bo przecież postawny śniady muzułmanin w arafatce, nerwowo poprawiający plecak, musi stanowić zagrożenie. Każdy widzi w nim terrorystę. Przynajmniej tak myśli Amor, któremu towarzyszymy w męczącej, lunatycznej wędrówce przez Sztokholm. Z bliska obserwujemy jego szaloną gonitwę myśli, jakbyśmy wprost siedzieli w jego głowie – fakty mieszają się tutaj z fikcją, realne zdarzenia z wyobrażeniami, a część sytuacji natychmiast doczeka się alternatywnych scenariuszy. Autor „Dzwonię do swoich braci” wprowadza dzięki temu nietypową, pełną chaosu narrację, opartą na rwanym, synkopowym rytmie. Reżyserka listopadowej PC Dramy, Magdalena Bochan-Jachimek, zaufała zaproponowanej przez autora tekstu formie. Na scenie Sali Suwnicowej Klubu Żak królował więc trzymany w ryzach chaos, w którym bardzo dobrze odnalazła się czwórka aktorów.
Maciej Konopiński w roli Shaviego jest pocieszny, nachalny i irytujący jednocześnie – bohater w jednej chwili tarza się po podłodze, by w drugiej energicznie wyściskać przyjaciela, a zaraz później wrócić do nękania go kolejnymi, nieodbieranymi przez Amora telefonami. Olga Barbara Długońska wnosi mnóstwo ciepła w scenę z babcią – to bodaj jedyny moment, gdy napięcie i nerwowość opuszczają Amora i właśnie nieżyjąca babcia Tyra jest tego katalizatorem. Z kolei Justyna Kacprzycka z wyczuciem odgrywa epizody z niespełnioną miłością Amora Valerią oraz wolontariuszką Karoliną z organizacji ochrony praw zwierząt. Setki chaotycznych myśli, przypadkowe zdarzenia i lęki podszyte chorobliwymi próbami niewyróżniania się z tłumu, sprawiają, że w głowie Amora wręcz kipi. Niełatwo oddać to na scenie, ale Dariuszowi Czanieckiemu się to udaje. Jego bohater często porusza się niczym zwierzę w klatce – jest w stałym napięciu, nastawiony konfrontacyjnie, jakby zaraz miał się bić i z każdej strony spodziewał ciosu. To wokół niego orbitują wszyscy inni. Amor płynie na fali zdarzeń, które sam kreuje. Wielokrotnie też koryguje zaproponowaną wersję wydarzeń, dzięki czemu wręcz słyszymy jego myśli. Dariusz Czarniecki w tej chaotycznej podróży przez miasto i wyobrażenia zestresowanego, wściekłego na rzeczywistość imigranta pozostaje bardzo wiarygodny. Stawia na minimalizm – raczej nerwowo potarga fryzurę niż krzyknie. Amor w jego wykonaniu sprawia wrażenie choleryka, który panuje nad sobą ostatkiem sił. Wyczuwamy, że zaraz eksploduje i właśnie na tej granicy Czarniecki balansuje od początku do końca czytania. W ten sposób każde działanie głównego bohatera wydaje się zrozumiałe, a czyn, który popełnił, co wynika wprost z kontekstu i zakończenia sztuki, nikogo nie dziwi.
Magdalena Bochan-Jachimek umiejętnie wyłuskała rytm sztuki – całą tę podskórną nerwowość, która niejako mimochodem udziela się przy odbiorze „Dzwonię do swoich braci”. Samą przestrzeń czytania performatywnego reżyserka mocno ukonkretniła, „dekorując” ją kartkami z pierwiastkami z tablicy Mendelejewa, którymi Amor zaczyna opisywać rzeczywistość w szkole średniej (co sprawiło, że nazwany zostaje w pewnym momencie „chemicznym świrem”). Wokół sceny ustawione zostają też butle z gazem, które wprost kojarzyć można z zamachem i eksplozją. Z kolei aktorzy znajdują się praktycznie pustej przestrzeni, w której od czasu do czasu „zagrają” tylko krzesła. Wagę postaci Amora podkreślają też kostiumy – Dariusz Czarniecki ubrany jest w szaro-beżowy dres, a pozostali na czarno, bez jakichkolwiek kolorystycznych akcentów. Długońska, Kacprzycka i Konopiński często stoją w półokręgu dookoła Czarnieckiego, co też jest aluzją do jego poczucia osaczenia i duszącej bohatera domniemanej inwigilacji. W montażu scen pomaga też ustawienie świateł, wyznaczające niemal filmowe „cięcia” kolejnych ujęć. Wszystko to sprawia, że sytuacja bohaterów wypada wiarygodnie. Historia Amora pomimo narracyjnego chaosu, podszyta jest humorem i opowiedziana została bardzo precyzyjnie. Dlatego wciąga niczym dobre kino akcji i zasłużenie spotkała się bardzo dobrym odbiorem, co potwierdzili widzowie podczas późniejszej rozmowy moderowanej przez dr Annę Jazgarską. Czytanie sztuki Jonasa Hassena Khemiriego okazało się udaną puentą tego ciekawego i niejednorodnego sezonu PC Dramy. Oby kolejny był równie emocjonujący.