Aktualności
PC Drama. Złuszczona pamięć
Gmach się łuszczy, wręcz pulsuje od traum, bólu i niezabliźnionych ran Żydów, którzy zginęli w tym miejscu kilkadziesiąt lat temu. Cała czwórka bohaterów szybko się o tym przekonuje, bo w ich ustach nieoczekiwanie pojawiają się cudze słowa, a oni sami zaczynają somatycznie odczuwać ból, strach czy lęk dawnych ofiar. Jako widzowie jesteśmy świadkami osobliwego mrocznego seansu spirytystycznego w konwencji horroru. Chociaż sam przypominający żywy organizm gmach synagogi staje się dla bohaterów formą pułapki bez wyjścia, to bezpośrednimi łącznikami z przeszłością okazują się telefon bez kabla i ciężka, mokra kołdra. Historia pomordowanych zapisana jest w zalegającej dawną świątynię ziemi, gruzie i murach. To przeważnie historia niechciana, niesłuchana, bagatelizowana. Przecież miejsc, gdzie pod nowymi fasadami, chodnikami i ulicami „pogrzebano” dramaty ludzi, którzy mieszkali tu kilkadziesiąt lat temu, jest w naszym kraju bardzo dużo. Cały czas stąpamy po ziemi naznaczonej śmiercią i cierpieniem, sygnalizuje autor, który dla pewności z bohaterów „Łuszczenia” czyni dybuki przywołujące strzępy swojej przeszłości. Duchy umarłych domagają się uwagi i obecności w zbiorowej świadomości, z której zostały skutecznie wyparte. Akcję dynamizuje konfrontacyjne zestawienie postaw bohaterów. Alicja, Gośka i Krzysztof wchodzą w role medium żydowskich duchów, wykazują się empatią i zrozumieniem wobec dramatu, który ich spotkał. Z kolei Marcin w opozycji do nich stoi na straży racjonalizmu, kwestionuje metafizyczny kontakt ze zmarłymi i o jakiejkolwiek winie za dawne zbrodnie nie chce słyszeć - „Ja chcę tylko normalnie żyć” mówi w pewnym momencie. Abyśmy nie mieli wątpliwości czyja postawa jest słuszna, autor w część wypowiedzi Marcina wplata niemieckie zwroty (raus, hände hoch, schnell), które reżyserka czytania czyni nazistowskimi komendami. Ten czarno-biały podział na właściwą i niewłaściwą postawę wobec dramatu ofiar od początku razi dosłownością. Zresztą, podobnie jak to często zdarza się w filmowych horrorach, groza w niezamierzony sposób miesza się tutaj z groteską.
Reżyserka Dorota Abbe-Kuźmińska wraz z aktorami znajduje się na scenie, przybliża didaskalia i imituje dźwięki przywoływane przez dramatopisarza (m.in. spadające krople wody, płacz dziecka). W centrum sceny umieszczony jest telefon tarczowy bez kabla i koc skrywający ziemię oraz dwa szeregi krzeseł: bliżej widzów krzesła te – początkowo puste – zajmują duchy umarłych, zaś te umieszczone w drugim kręgu przynależą do świata żywych, współczesnych ludzi. Aktorzy przemieszczają się pomiędzy nimi, co w prosty sposób sygnalizuje z jakim bytem mamy do czynienia. Bardziej wyraziste role kreują Olga Lisiecka jako Alicja (to ona również wieńczy czytanie przejmującą pieśnią „Oyfn Pripetchik” Esther Ofarim w jidysz) oraz Adam Machalica w roli negującego i kwestionującego metafizyczne spotkania z duszami umarłych Marcina. Stronę Alicji, najbardziej podatną na głosy i racje ofiar, biorą Gośka (Martyna Zaremba-Maćkowska) oraz Krzysztof (Tomasz Mycan). Wszyscy oni z koncentrują się przede wszystkim na wiernym oddaniu tekstu Marcina Teodorczyka, który reżyserka przybliża sumiennie, podążając za tropami zaproponowanymi przez autora, nie stroniąc od naiwności obecnej w tej podszytej dreszczykiem historii. Przekaz sztuki jest jasny – pamięć historyczna jest wyjątkowo wybiórcza i zmanipulowana, bo kreślą ją ci, którzy pozostali. Getto, Holokaust czy pogromy żydowskie znalazły się w mroku wygodnej niepamięci. Amnezja ta dotyczy miejsc kultu, kamienic, sklepów, domów i wszelkich innych przejawów kultury żydowskiej, bo dużo łatwiej się funkcjonuje odcinając się od przeszłości i pozbywając bagażu trudnych doświadczeń z nią związanych. Być może dziś, w dobie ludobójstwa w Strefie Gazy, jeszcze łatwiej jest nie pamiętać o dramacie ofiar (sam autor nawiązuje do tego wprost, gdy Gośka mówi: „Co ma mordowanie Palestyńczyków do dziecka, które płakało tu osiemdziesiąt lat temu? Chcesz je zabić jeszcze raz bezczeszczeniem pamięci?”). Historia, jak tytułowa choroba skóry, nie daje o sobie zapomnieć.
Autor: Łukasz Rudziński
Performatywne czytanie dramatu „Łuszczenie” Marcina Teodorczyka odbyło się 25 maja w Sali Suwnicowej Klubu Żak.