2. Festiwal Dni Muzyki Nowej

Dni Muzyki Nowej to festiwal nawiązujący do wcześniejszych żakowskich projektów: Art rhythmic depot (2005), Avant Festival (2006) i Dni Nowej Muzyki (2002), spadkobierca idei prezentowania twórców spoza mainstreamu, który bez zagłębiania się w pozorne granice stylistyczne przedstawia artystów umiejących przekuć bogactwo tradycji muzycznych na indywidualny język muzyczny.

O wydarzeniu

Duży potencjał festiwalu mieści się w szerokim zakresie prezentowanych nurtów: bogaty stylistycznie program umożliwia ukazanie dużo pełniejszego kontekstu współczesnej muzyki, zmusza do spojrzenie na zjawisko dźwięku z wielu perspektyw. W 2002 roku w Żaku wystąpił Wim Mertens, co zaowocowało wydaniem płyty z zarejestrowanym koncertem (Wim Mertens, Gdansk 9.11.2002), w 2005 roku gościliśmy Otomo Yoshihide i Musica Genera, w 2006 roku Trio Marca Ribota, pianistę Matthew Shippa, Trio Joe McPhee, a w 2010 roku: Małgorzatę Walentynowicz, Kwartludium, Piotra Kureka, Raphaela Rogińskiego, islandzką wiolonczelistkę Hildur Gudnadottir oraz duet Talibam!

Druga edycja Dni Muzyki Nowej (12.01.2012-15.01.2012) jeszcze wyraźniej buduje pomost między tym, co nazywamy współczesną muzyką klasyczną i „neoklasyczną”, a eksperymentem i alternatywą. Zobrazują to doskonale dominujące podczas tej edycji instrumenty smyczkowe, przez wielu uznawane już za „muzealne”. Artystom goszczącym na festiwalu posłużą do uzmysłowienia nam jak łatwo przełamać stereotypowe postrzeganie pozornie dobrze nam znanych brzmień.

Festiwal otwiera i zamyka najlepsza chyba na świecie reprezentacja otwartych na eksperymenty kwartetów: najbardziej znany polski kwartet - Kwartet Śląski, śmiało konkurujący w opiniach recenzentów z najlepiej chyba rozpoznawanym na świecie - Kronos Quartet. Oba zespoły słyną z nieszablonowego podejścia do tego, co w tym przypadku najlepiej określić mianem materii dźwiękowej, licznych prawykonań utworów pisanych specjalnie dla nich, a także tworzenia nowatorskich technik wykonawczych i - w tym wszystkim - ogromnej wrażliwości. Oba zespoły wprowadzają do repertuaru materiał zupełnie nie kojarzony z klasycznym kwartetem: obok najświeższych kompozycji współczesnych wykonują utwory artystów dla nich intrygujących, a osadzonych nierzadko w popkulturze (Jimi Hendrix, Sigur Ros, Republika). Takie podejście unaocznia jak umowne podziały wewnątrz muzyki tracą na znaczeniu w praktycznym podejściu. Zmusza nas również do spojrzenie na zjawisko dźwięku z wielu perspektyw. Kolejny gość DMN, Johann Johannsson, zanurzony w islandzkiej kulturze muzycznej zaprezentuje ascetyczne podejście do tzw. „nowej klasyki”, okraszone subtelną elektroniką. Małe Instrumenty i Lucky Dragons to składy znane polskiej publiczności z nowatorskiego podejścia do instrumentacji i instrumentów samych w sobie. Zaskakujące aranżacje i jeszcze bardziej zaskakujące źródła dźwięku - w przypadku Małych Instrumentów nadają nowego znaczenia czemuś, co zwykli byliśmy nazywać „zabawkami”. W przypadku Lucky Dragons - performatywne tworzenie instrumentów opierających się na działaniu wspólnoty włącza do gry słuchaczy…

Program 2. Festiwalu Dni Muzyki Nowej

  • 12.01.2012 • Kwartet Śląski

    Szymon Krzeszowiec - skrzypce I Arkadiusz Kubica - skrzypce II Łukasz Syrnicki - altówka Piotr Janosik - wiolonczela

    Program koncertu:
    Aleksander Lasoń - I Kwartet smyczkowy • Paweł Pietruszewski - Quantum (2011) • Grzegorz Ciechowski - Republiqe 

    Osiągający ogromne sukcesy za granicą Kwartet Śląski nagrał utwory Grzegorza Ciechowskiego i „Jego” Republiki w nowatorskich aranżacjach Stefana Sendeckiego, wśród których są takie przeboje jak „Gadające głowy”, „Sexy Doll” czy „Telefony”. Brzmią one zaskakująco i niezwykle pięknie. Mistrzowskie wykonanie, przenikanie dwóch, zdawałoby się odmiennych światów, które tu dają wspólną, nową jakość. 

    Minął rok, podczas którego granie III Kwartetu smyczkowego „Pieśni śpiewają” było zarezerwowane dla Kronos Quartet - i wreszcie Kwartet Śląski mógł nagrać i to dzieło. Mamy więc (…) komplet twórczości Góreckiego w tym gatunku w wykonaniu zespołu, który najlepiej tę muzykę rozumie. Nie ujmując oczywiście niczego wielkości i zasługom zespołu amerykańskiego, trzeba jednak powiedzieć, że muzycy z Katowic interpretują te utwory kongenialnie. Czuje się, że znają dokładnie wszelkie podteksty tej muzyki, korzenie i rozgałęzienia, melodie o ludowym podłożu, cytaty wyraźne i ukryte (…). Nie mówiąc o wirtuozerii w operowaniu brzmieniem i sugestywności w przekazywaniu prawdziwie transowego nastroju. (Dorota Szwarcman • „Polityka”)

    Kwartet Śląski powstał w roku 1978. Doskonalił swe umiejętności na kursach mistrzowskich prowadzonych przez członków Kwartetów LaSalle, Amadeus, Juiliard, Smetana, Berg. Repertuar Kwartetu Śląskiego to ponad 300 pozycji literatury kameralnej, z czego około 200 to literatura XX wieku. Dokonał około 100 prawykonań kwartetów smyczkowych kompozytorów polskich i obcych, z czego część jest im dedykowana.

    Kwartet Śląski był wielokrotnie nagradzany: Złoty Orfeusz - za najlepszą interpretację utworu polskiego kompozytora podczas Festiwalu Warszawska Jesień(2002), Fryderyk za najlepszą płytę z muzyką kameralną 2004 roku (Chausson), Płyta roku 2005 magazynu „Hi-Fi Muzyka” (Republique), Bestenliste der Deutschen Schallplattenkritik 03/2008 Zeitgenössische Musik Helena Tulve: ECM New Series 1955, Medal Zasłużony Kulturze Gloria Artis (2008).

    Kwartet dał ponad 1000 koncertów w większości krajów europejskich oraz USA, Kanadzie, Meksyku, Japonii, Hong Kongu i Korei Południowej. Występował z sukcesami w tak renomowanych salach koncertowych jak: Cocertgebouw w Amsterdamie, Konzerthaus w Wiedniu, Salle Pleyel w Paryżu, Cornegie Hall w Nowym Jorku, Hoam Art Hall w Seulu czy Bellas Artes w Mexico City. Kwartet Śląski zarejestrował na CD dla amerykańsko-holenderskiej firmy Etcetera po raz pierwszy na świecie komplet kwartetów smyczkowych Aleksandra Tansmana, dla firmy holenderskiej Partrige wszystkie utwory na kwartet smyczkowy Karola Szymanowskiego i Igora Strawińskiego, dla Olimpii - utwory kameralne Henryka Mikołaja Góreckiego, dla Wergo utwory kameralne Krzysztofa Pendereckiego, dla EMI Poland muzykę Grzegorza Ciechowskiego w aranżacji Stefana Sendeckiego.

    Więcej
  • 12.01.2012-13.01.2012 • Warsztaty • Wokół dźwięku

    Warsztaty dotyczyć będą postrzegania zjawiska dźwięku we współczesnej kulturze. Posługiwać się będziemy raczej indywidualną potrzebą słyszenia dźwięku i tego, co on dla nas oznacza, niż analizą formalną rozwoju historii muzyki. Korzystając z własnych doświadczeń i perspektyw na uprawianie sztuki dźwięku spróbujemy zastanowić się w jaki sposób przemawiają do nas źródła dźwięku, jak je postrzegamy, gdzie posiadamy indywidualny horyzont „muzyki”, przedefiniujemy znaczenie instrumentu muzycznego jako „narzędzia” do tworzenia muzyki. Spróbujemy własnymi sposobami odkryć dźwięk, skonstruować własne narzędzie do gry posługując się łatwo dostępnymi technikami, komentując fizyczne właściwości dźwięku.

    W działaniach aktywnie uczestniczą wszyscy chętni. Na zajęcia każdy przynosi przedmioty, które: 1 - wydają dźwięki 2 - nie grają, nie dają perspektyw na wykorzystanie w tworzeniu muzyki. Efektem wspólnej pracy będzie wyłoniona w trakcie warsztatów przestrzeń dźwiękowa, którą w zależności od potrzeb potraktujemy jako twór niezależny lub ilustrację dźwiękową. Warsztaty prowadzili: Paweł Romańczuk i Tomasz Orszulak jako Małe Instrumenty.

    Więcej
  • 13.01.2011 • Johann Johannsson z kwartetem smyczkowym

    Póki co Johann Johannsson, 40-letni Islandczyk i z ciała, i z odcienia artystycznego ducha, za jednym zamachem nagrał swoje prywatne magnum opus, muzyczną zapowiedź naciągającej skandynawskiej zimy i bodaj najpiękniejszą w tym roku rzecz pogranicza minimalizmu, muzyki filmowej oraz łagodnej elektroniki. Z kompozytorskimi ciągotami ku temu, co majestatyczne, ale i z szacunkiem dla pojedynczego dźwięku. Z eksperymentalną perspektywą i świadomością trendów, ale wystarczającą samokontrolą, by trzymać się własnych emocjonalnych priorytetów. Idealna muzyka tła, gdyby nie fakt, że ona się z tego tła bez przerwy wyrywa. (Mariusz Herma • ziemianiczyja.pl)

    Jednak to jego płyty solowe, bardzo niezwykłe i hipnotyzujące swą stonowaną, medytacyjną urodą, duchowością i malarską plastycznością brzmieniową stanowią jego przepustkę do grona najwybitniejszych kompozytorów XXI wieku. Tych, którym nie obce są formy kojarzące się z barokiem (…), muzyka oratoryjna, XX-wieczny minimalizm spod znaku Terry'ego Rileya i Steve'a Reicha, ale też wyrastająca już z całkiem innego pnia tradycja elektroniczna, datująca się od lat 60. Swój związek z tą ostatnią Jóhannsson podkreślił na wysoko ocenionym poprzednim albumie „IBM 1401, A User's Manual" z 2006 roku, którego tytułowym bohaterem jest pierwszy komputer, jaki w 1964 roku pojawił się w Islandii. „Fordlândia" to z kolei powrót jakby do wcześniejszych zainteresowań Jóhannssona tak słodkogorzkimi, melodyjnymi miniaturami muzycznymi rozpisanymi na smyczki, instrumenty klawiszowe i elektronikę (…). Jóhannsson w Polsce może być jeszcze mało znany, ale dość posłuchać jego nagrań, by zobaczyć, jak wielki on ma wpływ nie tylko na swych krajan (Sigur Rós, Múm), ale na całą światową ambitną elektronikę (The Hafler Trio, Pan Sonic). (serpent.pl)

    Johann Johannsson jest jednym z najaktywniejszych obecnie artystów Islandii, kompozytorem i producentem, założycielem wydawnictwa Kitchen Motors. Łączy inspiracje wywodzące się z muzyki klasycznej, eksperymentalnegj, elektroakustycznej czy elektronicznej. Współpracował z wieloma znanymi artystami ( m.in. Marc Almond, Barry Adamson, Pan Sonic, Hafler Trio, Jaki Liebezeit czy Magga Stina). Założył też poboczny projekt Apparat Organ Quartet. Choć swoimi ostatnimi albumami zyskał szerokie uznanie i podziw dla uduchowionych i ambitnie zaaranżowanych kompozycji Johannsson wydawał jednak dobrze przyjmowane płyty już od dawna - nakładem 4AD i Touch.

    Więcej
  • 14.01.2012 • Małe Instrumenty • Lucky Dragons

    Małe Instrumenty

    Gdy zaczynają koncert, publiczność zwykle wpada w konsternację (pierwsze pięć minut), potem zaczyna się śmiać (następne pięć). Ale po dziesięciu minutach widok bandy około 30-letnich facetów wydobywających z kolorowych zabawek rozmaite odgłosy przestaje być atrakcyjny sam w sobie. I wtedy zaczyna się prawdziwa muzyka. („Gazeta Wyborcza” • 11 kwietnia 2008)

     - To był surrealistyczny, ale i magiczny wieczór z muzyką graną na dziecięcych zabawkach. Niezwykła fantazja Polaków! - emocjonuje się krytyk „Daily Telegraph” w recenzji z londyńskiego występu wrocławskiej grupy Małe Instrumenty. Można ich zobaczyć na festiwalach filmowych i muzycznych, w galeriach, kinach, teatrach, klubach, księgarniach i domach kultury. Grali w Filharmonii Wrocławskiej i warszawskim Centrum Sztuki Współczesnej. Grali też dla dzieci. Ponad 100 koncertów w ciągu czterech lat. Właśnie zakończyli trasę koncertową po Wielkie Brytanii. (…) Do nagrań i koncertów wykorzystują wyłącznie dziecięce zabawki. Malutkie pianinka, pozytywki, cymbałki, plastikowe fleciki czy miniaturowe zestawy perkusyjne. Ale też grzechotki, roboty na baterie, gumowe misie, które naciskane wydają specyficzny pisk. Bo wrocławska grupa w muzykę potrafi zamienić każdy wydawany przez zabawkę dźwięk.(…) Lider dodaje: „(…) Nie działamy jak zespół rockowy, który gra określony repertuar. My robimy też wycieczki w stronę muzyki ilustracyjnej, filmowej, ale również koncepcyjnej, współczesnej, ludowej i improwizowanej”. (Robert Sankowski • „Gazeta Wyborcza“)

    Instrumentarium określające zakres tych brzmieniowych eksperymentów to wciąż poszerzająca się grupa profesjonalnych instrumentów niewielkich rozmiarów, dźwiękowych zabawek, kuriozalnych wynalazków muzycznych i całej masy drobiazgowych przedmiotów wydających dźwięki. W ten sposób konstruowana muzyka eksponuje niepowtarzalny charakter barw, czasem piękny i kunsztowny, czasem zaskakujący i odkrywczy, a czasem ujawnia ułomności brzmienia i cieszy ograniczeniami. To oznacza, ze zespół zawsze staje przed koniecznością poszukiwania nowych rozwiązań. Małe Instrumenty zostały założone przez Pawła Romańczuka w 2006 roku - kolejno dołączyli: Marcin Ożóg, Maciek Markowski, Tomasz Orszulak, Jędrek Kuziela i Maciek Bączyk. Grupa w pełnym składzie zadebiutowała na Festiwalu Filmowym Era Nowe Horyzonty 2007 i od tego czasu pracuje nad wieloma projektami muzycznymi.


    Lucky Dragons

    Luke Fischbeck i Sarah Rara założyli zespół z potrzeby przedefiniowania pojęcia zespołu muzycznego. Wspólnie, pod nazwą Lucky Dragons tworzą niezwykle organiczną muzykę, pełną folkowych melodii, frapująco połączonych z masą elektronicznych, abstrakcyjnych brzmień i sampli generowanych na żywo. Zespół koncertuje nie tylko w klubach, ale także galeriach sztuki współczesnej czy w nietypowych miejscach w przestrzeniach otwartych. (uwolnijmuzyke.pl)

    Przebieg występów Lucky Dragons ma się nijak do tego, co przeżywa zwykle odbiorca, nawet wielce przyzwyczajony do obcowania z eksperymentami i awangardą w sztuce. (…) Luke i  Sarah zaczęli rozdawać nam swoje instrumenty - dziwne kable, które po potrząśnięciu wydawały niepokojące odgłosy grzechotek; podłączone do prądu kable, które tworzyły dźwięki dopiero po dotknięciu drugiej osoby; puste płyty kompaktowe, które po zetknięciu ze światłem projektora wydawało hałasy przypominające odgłosy laserów z filmów sf; czy wreszcie zwykłe gongi. Tutaj niestety muszę zawiesić narrację, ponieważ zostałem przez zespół wplątany w tok tego hipnotyzującego seansu. (Filip Lech • uwolnijmuzyke.pl)

    Choć publiczność, włączana w tworzenie muzyki, wiedziała, co ją czeka, to zdumienie wywoływały narzędzia współnego tworzenia. (…) Lucky Dragons prowadzili i kontrowali przebieg kolektywnego muzycznego tworu, który krystalizował się do rytmicznej, transowej opowieści. (popupmusic.pl)

    Duet Lucky Dragons można określić mianem eksperymentu społecznego połączonego z muzyką. Ich „koncerty” łączą w sobie elementy warsztatu i improwizacji, budzą zainteresowanie w środowisku muzycznym jak i wśród miłośników szeroko pojętej sztuki współczesnej. Swoją twórczość opisują jako „otwierającą erę post utworową” co stanowi odpowiedź na pisanie muzyki pozbawionej sensu i kierunku. Występowali w najważniejszych muzeach oraz centrach sztuki współczesnej Europy i USA (Moca Los Angeles, The Smell, Smithsonian's Hirshorn Museum and Sculpture Garden, the Whitney Museum of American Art, The Kitchen and PS1 in New York, the Walker Art Center in Minneapolis, Redcat and Lacma in Los Angeles, Frankfurt's Schirn Kunsthalle, ICA London, ICA Philadelphia, and the Centre Georges Pompidou in Paris).

    Więcej
  • 15.01.2012 • Kronos Quartet

    David Harrington - skrzypce John Sherba - skrzypce Hank Dutt - altówka Jeffrey Zeigler - wiolonczela

    Program koncertu: Nicole Lizée - Death to Kosmische* • polska premiera • Ram Narayan (aranżacja: Kronos, transc. Ljova) - Raga Mishra Bhairavi: Alap+ • Alter Yechiel Karniol (aranżacja: Judith Berkson) - Sim Sholom+ • Clint Mansell (aranżacja: David Lang) - Requiem for a Dream Suite (I. Ghosts of a Future Lost, II. Meltdown III. Lux Aeterna)+ • Bryce Dessner - Tenebre* Polska premiera • Omar Souleyman (aranżacja: Jacob Garchik) - La Sidounak Sayyada (I’ll Prevent the Hunters from Hunting You)+ polska premiera • Ramallah Underground (aranżacja: Jacob Garchik) - Tashweesh* • Michael Gordon - Clouded Yellow* • Traditional (aranżacja: Kronos, transc. Ljova) - Tusen Tankar (A Thousand Thoughts)+ • Steve Reich - WTC 9/11 (1. 9/11/01, 2. 2010, 3. WTC)* polska premiera • aranżacja: Kronos

    Smyczkowy fenomen naszych czasów. Powołany do życia w 1973 roku przez Davida Harringtona Kronos Quartet jest bez wątpienia najbardziej znanym kwartetem smyczkowym świata. Specjalizuje się w wykonywaniu muzyki współczesnej. Liczba utworów skomponowanych przez różnych artystów specjalnie dla grupy sięga już około 600, jednak sekret niezwykłej popularności zespołu tkwi w niemal niespotykanej otwartości stylistycznej. Zainteresowania muzyków obejmują niezwykle rozległe obszary muzycznego świata. Wykonywali i wykonują muzykę eksperymentalną, dawną i antyczną, jazz, tango, meksykański folk, muzykę filmową, wreszcie współpracują z licznymi wykonawcami szeroko rozumianej muzyki popularnej (Tom Waits, David Bowie, Björk, Dave Matthews czy Amon Tobin to tylko niektórzy z nich). (szczecin.gazeta.pl)

    Amerykański zespół smyczkowy Kronos Quartet słynie z ciekawych, odważnych i dalekich wycieczek w takie muzyczne regiony, w których zespoły o klasycznym instrumentarium bywają rzadko lub wręcz wcale. Mocny, rockowy utwór Hendrixa „Purple Haze” rozpisany na skrzypce i wiolonczelę swego czasu był dla wielu poważnym wstrząsem, ale dziś już chyba nikt nie uważa muzyków Kronos Quartret ani za dziwaków, ani za hochsztaplerów. W swoich peregrynacjach potrafią bowiem odkryć nowe barwy tam, gdzie dotąd, jak się wydawało, wszystko zostało już powiedziane. (Olaf Szewczyk • „Gazeta Wyborcza”)


    Rozmowa Michała Mendyka z „Polityki” z Davidem Harringtonem, pierwszym skrzypkiem Kronos Quartet

    Naszych czytelników interesuje koncertowe DVD Kronos Quartet pod wiele mówiącym tytułem Polish Quartets. Lokalny, „etniczny" posmak jest w sposób oczywisty wyczuwalny w Waszych nagraniach muzyki tradycyjnej, rockowej oraz jazzowej. Ale czy dotyczy to także dzieł współczesnych kompozytorów? Czy istnieje w nowej muzyce na przykład coś takiego, jak „styl polski"?

    Bez wątpienia, choć trudno mi to wyrazić słowami. Wasz kraj dał światu wyjątkowo wielu wyśmienitych kompozytorów, z których większość stworzyła bardzo indywidualne języki dźwiękowe. Wszystkie kwartety zawarte na DVD mają w sobie tę specyficznie słowiańską nutę, zarazem jednaj każdy stanowi odrębny mikrokosmos.

    Kwartet Smyczkowy Lutosławskiego to wielce oryginalny przykład nowoczesnej ekspresji oraz witalności; kompozycja Pendereckiego fascynuje nieokiełznaną wyobraźnią brzmieniową; dzieło Góreckiego to esencja muzyczności wyrażona przy pomocy najprostszych, acz wstrząsających gestów. Najbardziej zaskoczył nas jednak utwór Pawła Mykietyna, którego muzyki nigdy wcześniej nie słyszeliśmy. Dzięki oryginalnemu wykorzystaniu mikrotonów kompozytor wykreował w Drugim Kwartecie Smyczkowym niespotykaną - oniryczną i hipnotyczną - aurę brzmieniową. Grywamy setki utworów kameralnych, ale, jak dotąd, nie spotkaliśmy niczego podobnego.

    Najbliższa Kronos Quartet pozostaje chyba ascetyczna muzyka Góreckiego, której poświęciliście wcześniej dwa tradycyjne albumy. Wykonujecie bardzo różnorodny repertuar, jednak kojarzeni jesteście właśnie z kompozytorami minimalistycznymi takimi, jak Terry Riley, Steve Reich, Philip Glass, czy Kevin Volans. Można odnieść wrażenie, że nie cenicie szczególnie dzieł modernistycznej awangardy, do których należy przecież Quartetto per Archi Pendereckiego?

    Nie mogę się zgodzić. W naszych poszukiwaniach nie kierujemy się stylistycznymi, estetycznymi czy gatunkowymi uprzedzeniami; wręcz przeciwnie - staramy się je przełamywać. Fakt, że w twórczości z lat 50. i 60. nie znaleźliśmy zbyt wiele interesującego repertuaru, wynika po części z tego, że niewielu ówczesnych kompozytorów sięgało po tak tradycyjny środek wyrazu, jak kwartet smyczkowy. Z drugiej strony tych kilka arcydzieł, do których zaliczam utwory Pendereckiego i Lutosławskiego, stanowi prawdziwe kamienie milowe w rozwoju gatunku.

    Na przykład Quartetto per Archi jest dla kwartetu tym samym, czym legendarne In C Rileya dla minimalizmu. To prawdziwy leksykon nowych, niekonwencjonalnych brzmień smyczkowych. Pomysły Pendereckiego po dziś dzień powracają w utworach zamawianych przez Kronos Quartet u najmłodszych kompozytorów.

    Kariera Kronos Quartet wydaje się jednak niekończącą prowokacją, próbą ciągłego zaskakiwania klasycznej publiczności, a także muzyków zespołu...

    W pewnym sensie nasze poszukiwanie repertuarowe były niemal od początku szczegółowo zaplanowane. W młodości uczyłem się klasycznego repertuaru skrzypcowego, słuchając na co dzień rocka, jazzu oraz nagrań folkloru afrykańskiego. Moim marzeniem stało się odnalezienie wspólnego mianownika dla tych pozornie nieprzystających światów stylistycznych. Gdy w 1973 roku zakładałem Kronos Quartet, w głowie miałem już wizję Pieces of Africa - jednego z naszych najważniejszych albumów, do którego nagrania doszło dokładnie piętnaście lat później. Tyle czasu zajęło nam przełamywanie stereotypów zniewalających wyobraźnie słuchaczy, ale też członków zespołu.

    Z drugiej strony każdy nasz projekt kryje w sobie wielką niewiadomą. Bardzo często bywamy zaskoczeni jego ostatecznym brzmieniem. W pewnym sensie nasze poszukiwania są więc podróżą obfitującą w niespodzianki i olśnienia. Ich źródło stanowić może równie dobrze muzyka do filmów z Bollywood, piosenka islandzkiej kapeli rockowej albo kwartet młodego polskiego kompozytora. (Michał Mendyk • „Polityka” • 19 stycznia 2007)

    Od ponad 30 lat Kronos Quartet realizuje swoją szczególną artystyczną wizję łącząc ducha nieustraszonych poszukiwań z poszerzaniem zakresu technik i możliwości wykonawczych kwartetu smyczkowego. Dzięki temu Kronos stał się jedną z najbardziej znanych i wpływowych grup naszych czasów. W 2011 roku zespół otrzymał zarówno Polar Music jak i Avery Fisher Prize, dwie z najbardziej prestiżowych nagród przyznawanych muzykom, a wcześniej także nagrodę Grammy za najlepsze wykonanie muzyki kameralnej (2004) i Musicians of the Year (2003) prestiżowego magazynu Musical America. Począwszy od legendarnej już interpretacji Black Angels (George Crumb) kwartet buduje swój repertuar w oparciu o mistrzów XX wieku: Bartóka, Szostakowicza, Weberna, kompozytorów współczesnych (Aleksandra Vrebalov, John Adams, Alfred Schnittke), legend jazzu (Ornette Coleman, Charles Mingus, Thelonious Monk), kompozytorów muzyki filmowej (Clint Mansell - Requiem dla snu, Źródło) oraz artystów z odleglejszych pozornie gatunków muzycznych (Jimi Hendrix, Sigur Ros, Meredith Monk). Integralnym elementem funkcjonowania zespołu jest długofalowa współpraca z wieloma z najwybitniejszych kompozytorów (Terry Riley, Philip Glass, Steve Reich, Henryk Mikołaj Górecki, Franghiz Ali-Zadeh, Osvaldo Golijov) i wirtuozów z całego świata (Wu Man, azerski wokalista Alim Qasimov, legendarny śpiewak Bollywood Asha Bhosle, śpiewak gardłowy Tanya Tagaq, meksykański zespół Café Tacuba, Tom Waits i inni). Płyty kwartetu trafiały na szczyt Billboard Classical i innych światowych list.

    Więcej

Recenzje i komentarze

  • Krzysztof Kowalczyk | uwolnijmuzyke.pl

    Relacja z gdańskiego festiwalu Dni Muzyki Nowej. Na styku dwóch światów

    Muzyka współczesna coraz częściej wchodzi w dialog z muzyką alternatywną. To, co jest już dawno znanym zjawiskiem na świecie i u nas w kraju zaczyna mieć miejsce. Pękamy z dumy, kiedy tak wyjątkowi wykonawcy jak Johnny Greenwood, Stars of the Lid czy Aphex Twin powołują się na inspiracje Góreckim i Pendereckim. Co raz częściej dostrzegają to organizatorzy takich imprez jak Sacrum Profanum, zapraszając muzyków obu nurtów do grania koncertów, a nawet wzajemnej współpracy - najlepszym tego przykładem był Europejski Kongres Kultury we Wrocławiu. Efektem takich fuzji jest poszerzenie odbiorców obydwu sfer. Czemu o tym wspominam? Ano dlatego, iż w Trójmieście właśnie rozwija skrzydła kolejny niezwykle obiecujący festiwal działający na styku tych dwóch światów, czyli gdańskie Dni Muzyki Nowej.

    Alternatywę na tej imprezie reprezentowali trzej jakże różni stylistycznie artyści - Johann Johannsson, Małe Instrumenty oraz Lucky Dragons. Ten pierwszy postawił na delikatny ambient tworzony za pomocą laptopa, fortepianu oraz kwartetu smyczkowego. Koncert mógłby być nieco krótszy, ale ogólnie rzecz biorąc Islandczyk wyszedł obronną ręką, udowadniając, że mimo silnych podobieństw do innych wykonawców z jego kraju, jego twórczość nadal potrafi wciągnąć i oczarować.

    Małe Instrumenty wzbudziły chyba największy aplauz publiczności, jeśli chodzi o wykonawców alternatywnych. Ja co prawda nie do końca kupuję ich muzykę - wydaje mi się ona czasem przerostem formy nad treścią - ale przyznam, że mroczniejsze utwory wypadły w wykonaniu kwintetu co najmniej frapująco. Występ Lucky Dragons wywołał mieszane uczucia. Z jednej strony był krótki, interakcja z publicznością niewielka, a sam zespół zrezygnował z transowego charakteru swojej twórczości. Z drugiej strony, trudno obwiniać Amerykanów o zmianę stylistyki, którą uprawiali od dłuższego czasu. Postawienie na ciepły, jednostajny ambient było odwagą.

    Muzykę współczesną na Dniach Muzyki Nowej reprezentowały Kwartet Śląski i Kronos Quartet. Polacy wypadli świetnie w pierwszej części koncertu. Wykonania I Kwartetu smyczkowego Aleksandra Lasonia oraz “Quantum” Pawła Pietruszewskiego zaskakiwały pomysłowością, ciekawymi rozwiązaniami rytmicznymi oraz umiejętnym budowaniem i przerywaniem napięcia. Z kolei druga część koncertu, wypełniona interpretacjami utworów Grzegorza Ciechowskiego i Republiki, wypadła miałko i nijako.

    Kronos Quartet nie zawiódł. Obojętnie, czy grali utwory Bryce’a Dessnera (The National), Omara Souleymana, Steve’a Reicha, czy też główny motyw z Requiem dla snu - w każdej ze stylistyk wypadli świetnie. Dziesiątki lat wspólnego grania dało im sceniczną swobodę oraz niesamowitą technikę i zgranie. Dodam tylko, że zespół został wywołany na dwa bisy, a na sam koniec zagrali utwór Góreckiego w absolutnie mistrzowski sposób.

    Dni Muzyki Nowej organizowane przez gdański Klub Żak imponują zarówno przekrojem stylistycznym, równowagą między poszczególnymi nurtami oraz znakomicie przemyślanym line-upem. Wieści na temat kolejnych edycji powinni śledzić nie tylko mieszkańcy Trójmiasta, ale i osoby mieszkające w innych częściach naszego kraju, ponieważ prawdopodobnie właśnie jesteśmy świadkami narodzin najważniejszego tego typu wydarzenie w północnej Polsce.

    Więcej
  • Kamila Szeniawska | nowamuzyka.pl

    Druga edycja Festiwalu Dni Muzyki Nowej zorganizowana przez gdański Klub Żak dobiegła końca. Cztery dni spotkań z muzyką współczesną i eksperymentalną zaowocowały pełnym pakietem doznań - były łzy wzruszenia, radosne zaskoczenia, nie zabrakło też rozczarowań. Za temat główny obrano instrumenty smyczkowe, co mogło wydawać się pomysłem dość karkołomnym. Okazało się jednak, że publiczność bardzo ciepło przyjęła każdą z propozycji serwowanych w tym, zdawałoby się anachronicznym, anturażu.

    Festiwal otworzył czwartkowy występ Kwartetu Śląskiego. Tym razem nie całkiem męskiego -na altówce zamiast Łukasza Syrnickiego zagrała Elżbieta Mrożek. W pierwszej części wieczoru śląscy muzycy zaprezentowali I Kwartet Smyczkowy (1979-1980) Aleksandra Lasonia, wybitnego kompozytora z grupy Pokolenia’51 oraz Quantum (2011) autorstwa młodego muzyka Pawła Pietruszewskiego, notabene ucznia profesora Lasonia.  Dynamizm tej części koncertu ustąpił miejsca lekkiej zadumie gdy Kwartet wziął na warsztat utwory Grzegorza Ciechowskiego. Było to tym bardziej wzruszające, że kilka tygodni temu obchodzono 10. rocznicę śmierci artysty. Biała flaga, Nie pytaj o Polskę czy Moja krew rozpisane na kwartet smyczkowy brzmiały dostojnie.

    Piątkowe spotkanie z muzyką z Islandii było chyba najbardziej poruszającym ze wszystkich spotkań festiwalowych. Atmosferę podgrzał, a raczej ochłodził fakt, że właśnie w piątek do Trójmiasta zawitała prawdziwa zima. Dzięki śnieżnej aurze można było w pełni poddać się nastrojowi skandynawskiej melancholii.  Jóhann Jóhannsson zasiadł przed fortepianem i laptopem w towarzystwie - a jakże - kwartetu smyczkowego. Muzyka Islandczyków, choć mocno introwertyczna,  wkradała się w najbardziej zmarznięte zakamarki duszy. ­ Nie pozostawało nic innego jak zamknąć oczy i udać się w nordycką podróż.

    Sobotni wieczór rozpoczął pełen energii i zaskakujących zwrotów akcji występ wrocławskich Małych Instrumentów. Panowie przygotowali prawdziwy muzyczny „show” w zupełnie innym tego słowa znaczeniu. Wszak na scenie nie było ani roznegliżowanych tancerek, przyodzianych w złote łańcuchy raperów, fajerwerków i tym podobnych atrakcji.  Pięciu dorosłych facetów wydobywało dźwięki z miniaturowych pianinek, gumowych kaczuszek, robotów na bateryjki, piszczałek, cymbałków i innych dziwacznych przedmiotów. Pieczę nad wszystkim sprawowała machająca łapką, mająca zwiastować pomyślność figurka japońskiego kota Maneki Neko. Scena wyglądała niczym przedszkolna sala zabaw a panowie z Wrocławia korzystali z niej w najlepsze wprawiając w zachwyt publiczność. Zagrali zarówno kompozycje z pierwszego albumu poświęconego muzyce do filmów animowanych Juliana Antonisza, walc Chopina  jak i nowe utwory z mającej ukazać się lada chwila płyty. Warto wspomnieć, że oprócz występu na scenie panowie zaangażowali się także w prowadzenie festiwalowych warsztatów Wokół dźwięku.

    Radosne wrażenia z występu Małych Instrumentów musiały wystarczyć na cały wieczór sobotni. Performance kalifornijskiego duo Lucky Dragons zawiódł na całej linii. Hasło z materiałów prasowych jakoby Fischbeck i Rara założyli zespół „z potrzeby przedefiniowania pojęcia zespołu muzycznego” nabrało nowego charakteru. Do dziś nie jestem w stanie zrozumieć jakim cudem muzycy fatygowali się z drugiego końca świata tylko po to, żeby zagrać około dwudziestominutowy, jednostajny set okraszony wizualizacją wykonaną za pomocą folijki, rzutnika i trzech osób z publiczności. Gdy Amerykanie zakończyli swój występ konsternacja i lekki szok objawiły się na twarzach wszystkich zgromadzonych w Żaku. Jeszcze przez dłuższą chwilę panowało niedowierzanie - może to jakiś artystyczny element przedstawienia, może zaraz wrócą do laptopów i podzielą się energią znaną choćby z występu w Mysłowicach. Nadzieje okazały się płonne, gdyby nie rewelacyjne Małe Instrumenty sobota byłaby wielce niesatysfakcjonująca. Może Lucky Dragons nie czuli się  swobodnie bez towarzystwa smyczków?

    Niedzielny koncert finałowy w gdańskiej Filharmonii był doskonałym zwieńczeniem festiwalu i prawdziwym świętem muzyki. Na występ Kronos Quartet trójmiejscy melomani czekali od dawna. Panowie zdawali sobie z tego w pełni sprawę i przygotowali na ten wieczór wspaniały, pełen różnorodnych kompozycji program. Poruszali się zwinnie między przejmującą muzyką filmową Clinta Mansella, skoczną nutą orientu Omara Souleymana czy pełnym dostojnego niepokoju utworze Steve’a Reicha WTC 9/11.  Po drugim wyjściu na bis i wykonaniu kompozycji Henryka Mikołaja Góreckiego publiczność oklaskiwała Kronos na stojąco. Gdy koncert definitywnie dobiegł końca muzycy pojawili się w foyer filharmonii by spotkać się z fanami i podpisywać płyty.

    Festiwal Dni Muzyki Nowej bez wątpienia nasycił wygłodniałych koneserów szeroko pojętej muzyki współczesnej i był doskonałym preludium dla sezonu kulturalnego 2012. Do Gdańska udało się zaprosić najwyższej klasy artystów i nawet mały zgrzyt w postaci Lucky Dragons nie jest w stanie wpłynąć na ogólny, bardzo pozytywny odbiór wydarzenia. Oby kolejne edycje niosły za sobą jeszcze więcej tego typu muzycznych doznań. Liczę na to bardzo mocno.

    Więcej

Inne wydarzenia archiwalne

  • WOJCIECH JACHNA & ZBIGNIEW CHOJNACKI / RAFAŁ GORZYCKI

    13.03.2019 / 22. Festiwal Jazz Jantar / wiosna

  • DZIŚ UMARŁ PROKOFIEW

    PC Drama / 25.03.2019 /

  • 10.02.2013

    Vijay Iyer Trio

    Accelerando

  • 15.10.2010

    Novika

    Lovefinder

  • KHRA DALIVA / NORMAL ECHO

  • Solo Dance Contest 2019/11.06.2019

    11.GDAŃSKI FESTIWAL TAŃCA/ 11.06.2019 /

  • 28.02.2011

    Ekspozycjoniści • Jean-Michel Ribes

    PC Drama

  • TORTUSA - BREISTEIN

    8.02.2019 / 22. Festiwal Jazz Jantar / zima

  • DZIEŃ / PARASITES

    11. Gdański Festiwal Tańca / Wiosna

  • INNERMEN / NO CHÃO

    11. Gdański Festiwal Tańca

  • 19.01.2015

    Oskar i Ruth

    PC Drama

  • 25.02.2011 -26.12.2015

    Compañía Flamenca

    Los Payos