Historia Klubu Żak

Gdański Klub Żak obchodził swoje 50 urodziny w 2007 roku. Nadal magnetyczny i niepowtarzalny, choć już bez kultowych schodów, Żak nie przestaje przyciągać młodych oraz starych. Archiwum Żaka nie istnieje. Nie istnieje jako pewna uporządkowana całość. Prywatne archiwa byłych Żakowców są rozproszone. Zachowało się trochę wycinków prasowych, trochę starych programów i zdjęć, jest książka Andrzeja Cybulskiego „Pokolenie kataryniarzy”. Sporo informacji przekazano nam w rozmowach i listach. Z tych okruchów zbudowana jest poniższa historia Żaka.

W połowie lat 50. studenci w Politechniki Gdańskiej i sopockiej Wyższej Szkoły Ekonomicznej (Uniwersytet Gdański) tworzyli liczne teatrzyki i kabarety, wystawiając potem swoje przedstawienia w stołówce studenckiej Politechniki. Tam, na początku 1954 roku grupa satyryków przygotowała pierwszy program zwany dziś zerowym programem Bim-Bomu, a następnie kolejny Ahaaa (w Teatrze Miniatura). Po czym, jak grzyby po deszczu, pojawiają się Teatrzyk Rąk Co to (występuje w filmie Do widzenia, do jutra - ten film to kawałek Żaka - nie budynku Żak, ale ludzi, idei), Kabaret To-tu, Cyrk Rodziny Afanasjeff Tralabomba, a trochę później Teatr Galeria Jerzego Krechowicza. Ten ruch teatralno-kabaretowy uaktywnił fanatyków kina, którzy w grudniu 1955 roku powołali Dyskusyjny Klub Filmowy Studentów i Młodej Inteligencji. Pierwsza projekcją był pokaz Cudu w Mediolanie (reżyseria: Vittorio de Sica). Prelekcję wygłosił Bobek Kobiela, dyskusję poprowadził Zbyszek Cybulski. Klub Filmowy, w poszukiwaniu tanich sal kinowych trafił do siedziby Miejskiego Komitetu PZPR, czyli przedwojennej siedziby Wysokiego Komisarza Ligi Narodów przy Wałach Jagiellońskich, do dzisiaj zwanego Żakiem (budynek wzniesiony w latach 1898-1901 jako siedziba Generalnej Komendantury Pruskiego Garnizonu, w czasie wojny siedziba Wehrkreiskommando i gauleitera Forstera). W grudniu 1956 roku studenci zanieśli do władz apel o przekazanie budynku studentom. Partia przekazała XIX-wieczny pałacyk Zrzeszeniu Studentów Polskich (umowa z dnia 6 maja 1957), które stało się formalnym opiekunem powołanego we wrześniu 1957 roku Klubu Studentów Wybrzeża Żak. Do 1978 roku Żak działał przy Wałach Jagiellońskich, nie sam, bo i innych lokatorów było sporo: Rada Okręgowa ZSP (później SZSP), Almatur, ZMS, grupa pielęgniarek. Klub korzystał z kawiarni (parter), kina (I piętro, nad kawiarnią), sali teatralnej, kanciapy w wieży, sali konferencyjnej (z okrągłym stołem, bohaterem wielu zdjęć z tamtych czasów) i dwóch pomieszczeń w piwnicach, z których jedno zajmował Amatorski Klub Filmowy, a drugie było magazynem dekoracji teatralnych. Kawiarnię prowadziła Studencka Spółdzielnia Techno Service. KSW Żak utrzymywał się z własnych dochodów i różnych dotacji. Pieniędzy ciągle brakowało. Ogrzanie pałacu było niemal syzyfową pracą: dziewczyny pracujące w tamtych czasach w Żaku przy okazji 40-lecia klubu wspominały mrożące krew w żyłach historie o zdobywaniu opału. Niestety, do dziś nie wiemy, kto napalił w piecu żakowskiej kotłowni dekoracjami teatrów i klubowym archiwum. Żak był wówczas jak barwna wyspa w morzu szarości: ludzie walili drzwiami i oknami na wszystkie imprezy, bez względu na to, co to było. To właśnie wtedy powstała legenda Żaka.

Obok wspomnianych teatrów w Żaku działał wówczas Jazz Klub, Klub Tańca Towarzyskiego, Klub Dobrej Książki, Studencki Salon Wystawowy, Publicum - Klub Wiedzy Politycznej, a DKF prowadził Kino Dobrych Filmów. Pierwszy monograficzny przegląd filmowy poświęcony był twórczości Rene Claira, a pierwsze ogólnopolskie seminarium włoskiemu neorealizmowi. Seminaria stały się szybko znakiem rozpoznawczym DKF-u. W 1958 roku był pokaz premierowy Popiołu i diamentu z udziałem Andrzeja Wajdy i Zbyszka Cybulskiego. Właśnie wtedy zrobiono zdjęcie-ikonę Żaka - Wajda i Cybulski otoczeni tłumem fanów. W 1959 roku Norman McLaren pokazywał gdańskiej publiczności swoje filmy eksperymentalne, a Lucjan Bokiniec pokazywał McLarenowi Gdańsk. W 1962 wystartowało Wakacyjne Studium Wiedzy o Filmie (miało 9 edycji), poświęcone Znaczeniu tradycji filmowej dla współczesnej kinematografii i Legendzie Dzikiego Zachodu na ekranie. Już w październiku 1957 roku odbyły się pierwsze Spotkania Jesienne, impreza, która stała się znakiem firmowym Klubu do końca lat 80. Od 1961 roku Żak organizował Festiwal Młodzieży i Studentów. Andrzej Cybulski w swojej książce wspomina: Jakby dla podkreślenie secesyjnego charakteru budynku Alina i Jerzy Afanasjewowie własnoręcznie pomalowali ściany kawiarni w złote paski, powiesili kryształowe lustra (...). Na ścianach pełno staroświeckich meloników, pistoletów i rękawiczek, które pozostały stałymi rekwizytami we wszystkich programach To Tu. Ostatnią salę - zaplecze - żartami rysunkowymi ozdobiła spółka grafików: Jacek Fedorowicz i Włodzimierz Łajming. Na jednej ze ścian pozostało miejsce na autografy gości i przyjaciół Żaka. Złożyli je między innymi: Lubow Orłowa, Barbara Kwiatkowska-Lass, Jerzy Toeplitz, Emil Zatopek, MacLaren, Władysław Broniewski (...) Eryk Lipiński, Henryk Tomaszewski, Andrzej Munk, Andrzej Wajda. W starej kronice Hot Clubu Alikwoty wśród licznych zdjęć z żakowskich jam session znajdują się zdjęcia z koncertu bardzo młodego Zbigniewa Namysłowskiego (1959), program jazzowego karnawału (1959) zapowiada występy Birdland Combo z Holandii oraz All Stars pod kierownictwem Krzysztofa Komedy (bilety za 20 zł), a prasowa notatka pod zdjęciem roześmianej i ślicznej Mitsou Fontaine z Haiti informuje, że muzycy rewelacyjnego zespołu murzyńskiego The Delta Rhytm Boys zagrali na jam session. Lata mijały, jedni odchodzili, na ich miejsce przychodzili nowi ludzie. Na Spotkaniach Jesiennych'71 wystąpiła między innymi: Wanda Warska i Kabaret Elita. W 1973 roku KSW Żak obchodził 15 urodziny. W programie obok przedstawień ówczesnego żakowskiego Teatru „Ą”, filmów Godarda, Skolimowskiego, Jana Troella i Wajdy, koncertu węgierskiego kwartetu Kruzy znalazły się... VIII Kongres ZSP (w ramach uroczystego pożegnania delegatów kongresu pokazano im Intruza Wellesa) i Wieczór przy samowarze z okazji obchodów 50-lecia ZSRR. „Ą” był uważany wówczas za jeden z najciekawszych teatrów w kraju. Uczestniczył we wszystkich najważniejszych festiwalach studenckich; powstał w 1970, szefem był Włodzimierz Wieczorkiewicz, najważniejsze realizacje to Biel, Litery, Węzeł i Dążenie. Trzeba przyznać, że rok 1973 był programowo dość urozmaicony: w kwietniu wystąpiła Irena Jarocka, a Magda Umer i Elżbieta Jodłowska „po raz drugi na wyraźne życzenie panów”. Grupa „ą” otworzyła swój salon ekspozycją rzeźby Leszka Marchlewskiego. Życie teatralne kwitło: trwają nieustanne próby nowego teatru. Może dojdzie do premiery Oby. Obok klasyka (Sokół maltański) kino grało Niebieskiego żołnierza, który tytuł klasyka osiągnął dobre kilkanaście lat później. Wtedy był super kolorową amerykańską szmirą graną tylko do 15 kwietnia. Niestety. W kawiarni na „tradycyjnym spotkaniu z jazzem” ciągle koncertuje grupa Stanisława Cieślaka, co na początku miesiąca witane jest z entuzjazmem, ale pod koniec ogłaszane z lekką rezygnacją. W maju koncertował Michał Urbaniak Constelation (w składzie obok leadera i Urszuli Dudziak Adam Makowicz, Wojciech Karolak i Czesław Bartkowiak).

Rok 1973 to narodziny Festiwalu Jazz Jantar. Od trzeciej edycji Jazz Jantar Polskie Stowarzyszenie Jazzowe włączyło go w cykl objazdowych koncertów Pomorskiej Jesieni Jazzowowej (do końca lat 70. Żak „odzyskał” Jazz Jantar w 1981 roku). W 1976 seminarium Legenda i sztuka poświęcone było Zbyszkowi Cybulskiemu. Miejsce Niebiesko-Czarnych i Niemena zajęła Baszta, a latem 1977 roku lokalna prasa pisała: w gdańskich klubach martwy sezon - króluje kultura dyskotekowa. (...) Żak żyje wspomnieniami dawnej świetności, można zamiast emblematu SZSP powiesić szyld Knajpa Pod Studentem. Dziennikarz chyba był słabo zorientowany. Po latach nieobecności koncert w Żaku dał Czesław Niemen. W październiku 1977 wszystkie filmy żakowskiego Amatorskiego Klubu Filmowego, które zgłoszono na ogólnopolski konkurs zdobyły nagrody. W listopadzie tegoż roku, na 20. Klubu zaproszono Piwnicę Pod Baranami i Marka Grechutę. Pod Żakiem kotłował się dziki tłum ludzi, którzy chcieli wejść, a skrupulatny dziennikarz odnotował rozpaczliwy komentarz pracownika klubu: Więcej was matka nie miała! Owszem, miała. Na parkingu od tyłu. Drugie tyle. Miesiąc później zdumionych mieszkańców Gdańska przed Żakiem witał wyfraczony jegomość grający na pomalowanym na biało fortepianie: to tylko miły, nieszkodliwy wariat Tomasz Martysz grając standardy jazzowe zapraszał na właśnie otwartą wystawę Roberta Knutha, inaugurującą działalność Galerii Plastyki Studenckiej. Na ten kulturalny wieczorek złożył się jeszcze koncert Jana Wołka, recytacje poezji Zbigniewa Śmigielskiego i stosowna do sytuacji balanga. Wspomniany wyżej Robert Knuth był autorem logo KSW Żak (słynnego wąsatego „dziadka”), które potem po kolei ulepszali Jerzy Janiszewski i Darek Korytkowski. W marcu 1978 roku koncert w Żaku dał Adam Makowicz, a jesienią odbyły się I Gdańskie Prezentacje Teatralne (we współpracy z WOK) będące konfrontacją tego, co w światowym i polskim teatrze żywe, inspirujące, ważkie. Pokazano Wilgoć Teatru Akademickiego z KUL-u, Apocalypsis cum figuris Teatru Laboratorium Jerzego Grotowskiego, Spór Pantomimy Wrocławskiej Henryka Tomaszewskiego, Przecenę dla wszystkich Teatru 8 Dnia, przyjechały teatry w Mediolanu, a na deser, zimą 1979 roku pokazano Umarłą klasę Kantora. Przedstawienia odbywały się w Wielkim Młynie i hali Stoczni.

W listopadzie 1978 roku Helmut Nadolski z zespołem zainaugurował Jazz w nowym Żaku, czyli w Kawiarni Kameralnej. To właśnie w tym roku KSW Żak musiał opuścić pałacyk przy Wałach Jagiellońskich. Budynek Żaka rozpaczliwie wymagał generalnego remontu. Lata remontu (1978-1987) to okres działalności klubu w niewielkim biurze, Kinie Kameralne, Klubie Helikon (do 1982) i Kawiarni Kameralnej na Długiej, zamiennie nazywanej Żakiem (nad kinem Leningrad, dzisiaj Neptun). W Helikonie organizowane były koncerty i spotkania. Właściciel kamienic, OPRF szybko odebrał Klubowi Helikon, by zorganizować tam centrum kultury filmowej, ale jak donosił „Dziennik Bałtycki”: ładnie je wyremontowano, lecz nic właściwie tam się nie dzieje. W kinie Kameralne-Żak DKF prowadził kino studyjne, choć w wakacje nie stronił od lżejszego repertuaru. Niestety, tylko do czerwca 1985, bo OPRF wypowiedział umowę najmu. W Kameralnym-Żak i filii DKF-u na UG dominowało kino polityczne i zakazane (pierwszy pokaz w Gdańsku Blaszanego bębenka). W kawiarni Kameralnej królował jazz, rock, blues i kabaret, a w soboty dyskoteki. Brak pomieszczeń spowodował ograniczenie działalności teatralnej. Koncerty i występy kabaretów odbywały się w innych klubach studenckich, w hali Olivii i Stoczni, w auli UG w Sopocie, a nawet w Operze Leśnej. Koncerty Festiwalu Jazz Jantar organizowane były na katamaranach, w Wielkim Młynie, w klubie Kwadratowa i Teatrze Wybrzeże. W tamtych czasach Żak utrzymywał się przede wszystkim z dochodów z kina i dyskotek. W 1979 roku Spotkania Jesienne to kawiarniane koncerty między innymi: Staszka Sojki, grup Krzak, Antiquintet, Sun Ship. W sali kinowej śpiewali Jacek Kaczmarski i Przemysław Gintrowski, a DKF-owicze oglądali filmy Antonioniego, Godarda i Filipa Bajona. Dzikie tłumy waliły na filmy karate wyświetlane z taśmy 8 mm!!! i na pokazy walk.

W 1980 roku Spotkania Jesienne przebiegały pod hasłem Wobec współczesności. Była to pierwsza żakowska impreza wsparta przez sponsorów. W programie Wobec współczesności znalazł się nocny koncert poezji śpiewanej. W małej salce Helikonu tłum fanów słuchał Elżbiety Wojnowskiej i Marka Grechuty. W sali kina Kameralne-Żak wystąpił Air Condition Zbigniewa Namysłowskiego, drugi koncert zagrali w Auli UG w Sopocie, razem ze Staszkiem Sojką. W sesji literackiej Poezja wobec współczesności uczestniczył profesor Artur Sandauer, który wygłosił wykład Nadsztuka i antysztuka, a w kawiarni spotkali się działacze Ruchu Twórców Robotniczych. DKF pokazywał etiudy studenckie z łódzkiej Filmówki, „Czarną serię” polskiego dokumentu z lat 1955-1959, filmy muzyczne o gwiazdach jazzu, filmy Instytutu Laboratorium i „półkowniki”, między innymi Pielgrzyma Trzosa-Rastawieckiego. W sympozjum Myśl polityczna i tradycje wzięli udział między innymi Stefan Kisielewski i Marcin Król. Jakimś cudem Teatr Kana zmieścił się w malutkiej i niskiej salce Helikonu, gdzie pokazał Abadon. Toczyło się wiele dyskusji z udziałem członków Solidarności, między innymi: Polska lat 80. Stefan Chwin i Stanisław Rosiek wygłosili wykład o Kulturotwórczej roli konkursu Czerwonej Róży, który oczywiście miał swój finał. Z lżejszych rzeczy zorganizowano Kabareton, a na Wielkim Balu Jesiennym przygrywały Asocjacja Hagaw i Sea Side Dixieland. Bez wątpienia były to najważniejsze Spotkania Jesienne w historii Żaka. Logo imprezy pisane jak logo Solidarności zaprojektował Jurek Janiszewski, który w tym okresie współpracował z klubem, co widać w różnych drukach i materiałach reklamowych. W ogóle Żak miał szczęście do utalentowanych grafików, bo przed Janiszewskim dla Żaka pracował wspominany już Robert Knuth, a po Janiszewskim Darek Korytkowski, jeszcze później Jadzia Charzyńska, obecnie szefowa CSW Łaźnia, Grażyna Tomaszewska (dzisiaj prowadzi Galerię Żak). Drugie logo Żaka (dynamiczne sylwetki w kwadracie, układające się w napis Żak) zaprojektował Marian Hoffman. Autorem obecnego „tramwajowego” loga jest Robert Bąk od dwunastu lat dbający o unikalny styl żakowskich materiałów reklamowych.

Wracając do lat 80. Rok 1981 także był udany, na 25-lecie DKF otrzymał Nagrodę Specjalną Antoniego Bohdziewicza, przyznawaną najstarszym, nieprzerwanie działającym klubom-założycielom Polskiej Federacji DKF. Odbyły się wielkie retrospektywy kina niemieckiego Młode kino RFN i Szkoły Polskiej oraz seminarium filmowe Robotnicy. W stanie wojennym Żak nie działał, a prezesowi polecono zwolnić wszystkich z pracy. Klub wznowił działalność późną wiosną. Problemy z cenzurą były od zawsze i trwały do 1989 roku, ale to, co działo się w 1982 roku przechodziło wszelkie pojęcie. Jednak Żak szybko złapał oddech i po raz pierwszy pokazał Gdańszczanom film Blaszany bębenek w październiku 1983 (ponad 4.000 widzów obejrzało go w kinie Kameralne-Żak i Auli Wydziału Humanistycznego UG). Pierwsza połowa lat 80. upływa pod znakiem jazzu. Częstymi gośćmi są: Antiquintet, String Connection, Tie Break, Tomasz Stańko w różnych składach, Extra Ball, Andrzej Zaucha, Stanisław Sojka. Od 1983 działa Żakowska Klinika Jazzu promująca młodych muzyków, a od 1984 Klub Bluesowy Alexisa Kornera. „Odzyskany” Jazz Jantar odzyskiwał blask.

W lutym 1985 OPRF chciał eksmitować klub z pomieszczeń na ulicy Długiej (ostatecznie DKF stracił salę Kina Kameralnego, zachowując prawo do jednego dnia w tygodniu na stałe pokazy i na przeglądy). Na łamach trójmiejskiej prasy toczyła się dyskusja o przyszłości klubu. Remont Żaka ciągnął się niemiłosiernie. Brakowało pieniędzy. Nagłówki w prasie Czarne chmury na Żakiem, plotki o przeznaczeniu budynku Żaka na inne cele (między innymi Akademię Muzyczną), o połączeniu Żaka z WOK (dzisiejsze NCK) zmobilizowały ZSP do powołania honorowego komitetu odbudowy Żaka. Zorganizowano koncerty, żeby zebrać pieniądze na dokończenie remontu. Jakieś pieniądze na remont dachu znalazły się w budżecie miasta. Remont budynku skończył się wreszcie w 1987 roku. W styczniu 1988, w jeszcze nie zagospodarowanym Żaku odbyła się pierwsza impreza. Miała nazywać się Skandal w Żaku, działacze ZSP polecili zmienić nazwę. Oficjalne otwarcie było w lutym, zorganizowało je ZSP, jak donosił „Wieczór Wybrzeża” dla Andrzeja Cybulskiego zabrakło krzesła. Skandal w filmie i tak zgromadził tłumy, a jeden z pierwszych koncertów - wystąpił Sztywny Pal Azji - potwierdził trafność wyboru pierwotnej nazwy imprezy. Budynek Żaka był przez 10 lat „remontowany”, ponieważ zbyt ciężkie stropy groziły zawaleniem. Pierwszy duży koncert i tańczący fani Sztywnego Palu Azji zweryfikowali jakość „remontu” wprawiając stropy w drgania o takiej amplitudzie, że część pracowników uciekła z budynku. Ten epizod spowodował, że pod koniec lat 80. koncerty rockowe dalej były organizowane poza siedzibą klubu. Ale tamten Żak to także coroczne otrzęsiny, Andrzejki, „halloweeny”, wybory Mistera Żaka, imprezy typu Żarnowiec Stop (gwóźdź programu: występ Grupy Bezpieczny Reaktor). Balów sylwestrowych jakoś nie organizowano lub rzadko, a jedyne bale przebierańców odbywały się w gościnnych wnętrzach Auli ASP. Może dlatego, że ten odremontowany Żak był zimny, jakby nie nasz, choć jeden z ówczesnych decydentów nazywał go bombonierką.

Od końca 1989 roku zaczęły pojawiać się w prasie trójmiejskiej nagłówki: Żak walczy o przetrwanie. W 1991 roku władze miasta postanowiły wypowiedzieć umowę dzierżawy Żaka ZSP, a ono, nie dogadawszy się z NZS-em na temat nowej formuły dla klubu, rozwiązało Klub Studentów Wybrzeża Żak. Kilku przytomnych radnych przygotowało projekt nowego klubu. 1 kwietnia 1991 roku powstał Klub Studentów Żak (później skrócono nazwę do Klubu Żak), miejska instytucja kultury. Nowy Żak po raz pierwszy, i jak z czasem się okazało, na swoje nieszczęście był jedynym gospodarzem budynku. Bez złotówki dotacji. Przez całe lata świetność Żaka była podtrzymywana przez liczne dotacje - to dzięki nim Bim-Bom mógł wystawiać swoje przedstawienia. Teraz klub miał radzić sobie sam i jeszcze utrzymywać najkosztowniejszy w mieście, jak twierdzą wtajemniczeni, budynek. Bez pomocy ze strony miasta, bez dotacji klub nie był w stanie dać sobie rady. Efektem były długi, wymiana ciosów i wzajemnych pretensji między szefami klubu a władzami miasta i w końcu odebranie klubowi budynku przez Radę Miasta (1995), która postanowiła przeznaczyć go na własną siedzibę.

Pierwsza połowa lat 90. to bardzo zróżnicowany program: sporo jazzu - w Żaku koncertują Adam Pierończyk, For Dee Krysi Stańko, Jarek Śmietana, Wojciech Staroniewicz, Rama 111, Olo Walicki, Krzysztof Ścierański, Miłość, Niebieski Lotnik, a w ramach Niedziel Jazzowych (1994-1995) Maciej Sikała, Adam Wendt, Zbigniew Namysłowski, Camerata Jazz Trio, Leszek Możdżer. Żak organizował sporo koncertów piosenki aktorskiej czy poetyckiej: Antonina Krzysztoń i Stare Dobre Małżeństwo występowali niemal co sezon. Inni to między innymi: Agnieszka Fotyga, Wojciech Młynarski, Jacek Kaczmarski, Anna Chodakowska, Alosza Awdiejew, Świetliki. Przez jeden sezon (1995) Żak mierzył się z Beethovenem i Bachem w cyklu koncertów Musica Nostra Amor, a przez kolejny z klasyczną muzyką gitarową. Sala teatralna pękała w szwach na występach Cezarego Pazury, Stanisława Tyma i Mariana Opanii, świeciła pustkami na monodramach Edwarda Żentary, co dało pretekst do kolejnych jeremiad o „upadku legendy Żaka”. Nowi idole młodych niekoniecznie zachwycali „ojców założycieli”: tłumy waliły na koncerty Lecha Janerki i Johna Portera, na występy Kabaretu Potem, na taneczne imprezy z muzyką Nirvany, Doorsów i Franka Zappy. Ówczesny rezydent Żaka Teatr Tako zdobył nagrodę na Festiwalu w Edynburgu, w klubie występowały teatry z Seattle, z Nowego Jorku, z Francji i Hiszpanii oraz Anglii, a w 1992 roku uruchomiono Galerię Żak promującą młodych artystów. W pamięci bywalców zapadły odlotowe meble i naczynia na wystawie wzornictwa Start oraz niebieski pokój Joanny Frydrychowicz.

Te lata to także gorączkowe poszukiwania nowej siedziby. Pod uwagę brano: stołówkę stoczni, Kino Piast, starą pralnię na Orunii, liczne magazyny i fabryczki na Łąkowej, budynki po Hydrosterze, dzisiejszą siedzibę „Dziennika Bałtyckiego”, opuszczone osiedlowe kotłownie, magazyny na Chmielnej. Idealna okazała się stara zajezdnia tramwajowa przy Grunwaldzkiej (budynek z charakterystycznym malowidłem: Krew darem życia). 31 marca 1999 roku zagrano ostatni raz na Wałach Jagiellońskich: Amarcord i Do widzenia, do jutra, 15 kwietnia przeniesiono klub na Straganiarską, na III piętro w narożnej kamienicy, z pięknym widokiem na dachy Starego Miasta, w sąsiedztwo kościoła Świętego Jana, który stał się dla Żaka domem: salą kinową, koncertową, teatrem. Stał się nim dużo wcześniej. Bywalcy żakowskich imprez przychodzili do Jana z własnym kocem (Stalker i Rublow Tarkowskiego w listopadową noc w Świętym Janie to było coś!). W Świętym Janie grali Leszek Możdżer, Legendary Pink Dots (1997), holenderski pianista Jasper Van't Hof, bluesmani Keith Dunn, Dave Kelly i Nick Katzman, a także Martyna Jakubowicz, Lech Janerka, Osjan, Drum Freaks, Grzegorz Turnau. Gwiazdy Festiwalu Jazz Jantar ze zdumieniem oglądały „sale koncertowe”: Bill Evans Audytorium Novum Politechniki, a Gary Thomas kościół Świętej Brygidy. DKF wyświetlał filmy w Kameralnym, Bajce, w Świętym Janie i urokliwej salce kinowej Rosyjskiego Ośrodka Kultury. W międzyczasie odbywały się kolejne przetargi: na projekt adaptacji zajezdni i na wykonawców robót budowlanych. Z końcem lipca 2001 roku ze Straganiarskiej klub przeprowadził się do nowego Żaka trochę na wariackich papierach (budynek był wykończony w dwóch trzecich). 11 listopada 2001 roku na otwarcie nowej siedziby koncert dał Tomasz Stańko. Koncert był bezpłatny, w budynku ponad tysiąc osób ciekawych nowego Żaka. Wentylacja „zdechła” po kilku godzinach. Nowy dom, Żak-Zajezdnia, „szklany pałac”, jak nazywają go zazdrośnicy, ma to wszystko, co było na Wałach Jagiellońskich: kameralne kino z czerwonymi fotelami, ale nowocześnie wyposażone, salę teatralno-koncertową zwaną Suwnicową (zachowano żółte szyny starej suwnicy), czarną jak Pan Bóg przykazał, z „pancerną” podłogą, z teatralnymi kotarami, podestami, rampą do świateł i... włoskimi „żyrandolami”, najpiękniejsze pomieszczenie w szklanej piramidzie czyli galerię oraz kawiarnię (naprawdę nieźle zaopatrzoną).

Przez ostatnie lata na żakowskiej scenie grali między innymi: Tomasz Stańko, Leszek Możdżer, Nils Petter Molvaer, Esbjorn Svenson Trio, Piotr Wojtasik, Joachim Kuehn, Simple Acoustic Trio, RGG Trio+ Thomas Gustaffson. Jazz Jantar jest największa żakowską imprezą jazzową, ale jazz obecny w Klubie jest przez cały rok, a gwiazdorskie koncerty nie należą do rzadkości: w 2005 roku to Eliott Sharp's Terraplane, North Quartet - skandynawskie trio Mikołaja Trzaski z udziałem jednego z najsłynniejszych awangardowych saksofonistów Petera Brotzmana, legenda sceny new-jazzowej, wirtuoz saksofonu - Trevor Watts, trio Marca Ducreta, francuskiego gitarzysty, mistrza muzyki improwizowanej, a w 2006 roku Gilad Atzmon And Orient House Ensamble. Koncert Dave Holland Quintet w 2006 został uznany przez dziennikarzy za jedno z najważniejszych wydarzeń artystycznych roku na Pomorzu. Wydarzeniem roku 2003 był koncert pianisty i kompozytora Wima Mertensa. W latach 2002-2004 w Żaku grali: Noel Akchote, Adam Pierończyk, Robotobibok (dwukrotnie), Sonny Simmons & Cosmosomatic, AlasNoAxis.

Kolejna wizyta Teatru Witkacego w Żaku w 2002 roku była niezapomnianym przeżyciem. Z bogatej oferty teatralnej warto wspomnieć Gdańską Korporację Tańca (od 2002), Festiwal Best Off, cykle teatralne Poza Granice i Minifestiwal Butoh (prezentacja artystów japońskich to teatralna wizytówka Żaka), działalność Alternatywnej Szkoły Teatralnej, rezydencje trójmiejskich teatrów (Stajnia Pegaza do 2003 roku, Teatr Dada von Bzdülow i Teatr Snów obecnie). W kinie królują obrazy z Azji, Ameryki Południowej i Europy (w tym filmy Bergmana), a w DKF-ie historia światowego kina w odcinkach. Działalność galerii to przede wszystkim promocja absolwentów gdańskiej ASP.

Kiedy czyta się pożółkłe wycinki prasowe i przypominają się wszystkie dramatyczne zwroty w dziejach klubu to zawsze pojawiał się on... Żak, pałacyk, „bombonierka”. Ale te same wycinki tak naprawdę mówią inną ważną rzecz: Żak był i jest tam, gdzie byli Żakowcy, artyści i publiczność. Jaka była siła Żaka? Dla pewnego Krakusa i nauczyciela akademickiego Politechniki w najgorętszym okresie 70. roku ważny był film Antonioniego, który koniecznie chciał obejrzeć. Wiec nie zważając na to, co dzieje się na ulicach po prostu szedł przez Wrzeszcz, minął Plac Zebrań Ludowych, Błędnik, dworzec... by dotrzeć do żakowskiego kina, gdzie grano Blow Up. Historia powtórzyła się 10 lat później. W sierpniu 1980 codziennie przemierzałam niemalże tę samą trasę, żeby obejrzeć filmy w Letniej Akademii DKF-u...

Opracowanie: Magdalena Renk-Grabowska

Rozmowa Henryka Tronowicza z Mieczysławem Vogtem • „Dziennik Bałtycki”

Henryk Tronowicz: Czym tamte spektakle zdobywały serca publiczności?
Mieczysław Vogt: To był artystyczny manifest pokolenia. Głównie programy „Ahaa” i „Radość poważna” znakomicie wpisały się w czas przedpaździernikowej odwilży i październikowego przełomu. Wyrażały w humorystycznych formach tęsknotę za humanizmem, liryzmem, ciepłem i posłannictwem inteligencji. Oryginalny kształt artystyczny tych programów zapewnił Bim-Bomowi trwałe miejsce w dziejach polskiego teatru, szerzej nawet, w historii kultury polskiej.
Henryk Tronowicz: Powszechnie wiadomo, że pierwsze skrzypce w Bim-Bomie grali Zbyszek Cybulski i Bobek Kobiela.
Mieczysław Vogt: Obaj mieli profesjonalne przygotowanie. Ukończyli krakowską szkołę teatralną, po czym wraz z grupą kolegów trafili do teatru Wybrzeże. Bim-Bom zrodził się, gdy do Zbyszka Cybulskiego dołączyła grupa studentów z gdańskiej Państwowej Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych, z Wowo Bielickim i Jackiem Fedorowiczem. Dopiero po nich doszedł Bobek Kobiela, który wcześniej organizował życie teatralne studentów Wyższej Szkoły Ekonomicznej w Sopocie. Współpracę z Bim-Bomem nawiązali także piosenkarz Tadeusz Chyła, reżyser i poeta Jerzy Afanasjew, aktor Tadeusz Wojtych, kompozytorzy - Janusz Hajdun i Edward Pałłasz, a także II reżyser wielu filmów fabularnych, absolwent łódzkiej Filmówki - Jerzy Karwowski. Do ostatniego programu Bim-Bomu zostali zaangażowani piosenkarka Barbara Michałowska oraz aktorzy Leszek Kowalski i Andrzej Szaciłło.

Festiwal Polskie Debiuty Filmowe

W latach 1971-1972 odbyły się pierwsze edycje Festiwalu Polskie Debiuty Filmowe, które w 1974 roku przekształcono w Festiwal Polskich Filmów Fabularnych. Dyrektorem I edycji FPFF był Lucjan Bokiniec, pomysłodawca PDF. Nie była to jedyna żakowska impreza „przejęta” przez innych. 

Piwnica u Kuzynów

Słynna piwnica jazzowa U Kuzynów była prawdziwą wylęgarnią muzycznych talentów. Obok grup teatralnych, kabaretowych i DKF-u, który po śmierci Zbyszka Cybulskiego przybrał jego imię, w klubie działali plastycy, muzycy, filmowcy amatorzy (żakowski AKF należał do polskiej czołówki, zdobywając nagrody na licznych w tamtych czasach festiwalach). Sensacją staje się nikomu dotychczas nie znany gdański teatr studencki Uwaga 61. W 1959 roku zorganizowano I Ogólnopolski Turniej Poezji Społecznie Zaangażowanej o nagrodę Czerwonej Róży (konkurs w zmienionej formie istnieje do dziś). To tutaj pierwsze kroki stawiał niejaki Czesiek Wydrzycki śpiewając wysokim dyszkantem piosenki rosyjskie i południowo-amerykańskie ballady, który z paryskiej Olimpii wrócił jako Czesław Niemen. Sam Niemen w wywiadzie dla magazynu „Jazz” 1967 roku tak wspomina te czasy: Jak zaczynałem śpiewać? W gdańskim klubie Żak, w kabarecie To-tu śpiewałem w duecie, później w tercecie piosenki ludowe Ameryki Łacińskiej i dosyć szybko przejąłem nowy kierunek w tej muzyce - jazz-sambę, zwaną później bossa-novą. (...) Jesienią 1962 skorzystałem z propozycji redaktora Walickiego i przystąpiłem do zespołu Niebiesko-Czarnych. Podczas koncertów, kiedy zespół odpoczywał za kulisami - wychodziłem na scenę i śpiewałem swoje bossa-novy akompaniując sobie na gitarze. Po prostu byłem takim przerywnikiem. Później śpiewałem z chórkiem Niebiesko-Czarnych jakieś twistowe przeboje. Nagrałem melodię z „Czarnego Orfeusza”, chciałem ją oryginalnie zaśpiewać - nie najlepiej to wyszło. Po roku urzeczywistniłem dawne marzenia i skomponowałem pierwszą piosenkę „Wiem, że nie wrócisz”. Szczerze się zdziwiłem, kiedy chwyciła podczas moich występów w sopockim Non-stopie w lecie 1963. No właśnie, i Niemen i Niebiesko-Czarni występowali latem w Non-stopie czyli sopockiej, letniej scenie... Żaka. Tak, tak, podwaliny legendy Non-stopu to też robota Żakowców.

Festiwal Jazz Jantar (1981)

Jazz Jantar'81 (lipiec) był pierwszym festiwalem po latach wypisanym z objazdowej formuły Pomorskiej Jesieni Jazzowej: na statku (rejs z Sopotu do Gdańska) grały trójmiejskie zespoły, w Wielkim Młynie między innymi: Tomasz Stańko, Trio Jana Ptaszyna Wróblewskiego, Helmut Nadolski z Supergrupą Bez Fałszywej Skromności, a w hali Stoczni Ewa Bem, Stanisław Sojka, Trio Wojciecha Karolaka, Novi Singers, Tomasz Szukalski, Józef Skrzek. W 1986 roku gwiazdą festiwalu był saksofonista Phil Woods z zespołem (z niesamowity trębaczem Tomem Harrellem), obok niego wystąpił Walk Away, Artur Dutkiewicz i żakowskie „dziecko” Zu-Zu. W następnym roku na scenie szalał Young Power, Trio Ścierańscy - Surzyn oraz Big Band Gdański pod kierownictwem Jerzego Partyki. No i Zu-Zu. Spotkania Jesienne'86 to Tania Jatka Piosenki z Tadeuszem Chyłą, Mirosławem Czyżykiewiczem, Tomkiem Olszewskim, grupami Bez Jacka i Starym Dobrym Małżeństwem, przeglądami filmowymi Jazz na celuloidzie i Zapomniany ląd lat 50. Rok później wystąpili: Dżem, Martyna Jakubowicz, Olek Grotowski, Bez Jacka, Leszek Dranicki, Mietek Blues Band.

Kawiarnia Klubu Żak

Kawiarnia Żak była dziwną knajpą, na pierwszy rzut oka bez klimatu, z masywnym ciemnym barem, mieszaniną mebli, ciasną sceną umieszczoną pod schodami, złotymi kandelabrami na ścianach. To w niej rodził się jass (ajent kawiarni ze łzami w oczach błagał, żeby organizować "normalne" koncerty), na częstych koncertach Lecha Janerki publika szczelnie wypełniała każdy kawałek podłogi, podobnie było na legendarnych Flower Power Party prowadzonych przez „Kozmica”, czyli Roberta Burnsa. Na małej scence pod schodami śpiewano poezję, szanty, ogłaszano laureatów kolejnych edycji poetyckiego konkursu O czerwoną różę. W głównej sali częstym gościem był Dżem, Staszek Sojka, Jan Ptaszyn Wróblewski, bracia Ścierańscy, Antonina Krzysztoń, Stanisław Tym, pod koniec lat 90. Czesław Niemen, przyjeżdżały najbardziej liczące się wówczas teatry niezależne. Wtedy też odrodził się teatr (żakowski Teatr Tako zdobył nagrodę w Edynburgu).

Festiwal Młode Kino Polskie

Od 1984 DKF we współpracy z Kołem Młodych PSF organizował Festiwal Młode Kino Polskie (do 1990 roku), który miał formułę otwartego konkursu, z czego skorzystał w 1985 roku Krzysztof Krauze przywożąc w plecaku swój dokument Jest o pielgrzymce papieskiej. Zgłosił go do konkursu niemalże na godzinę przed projekcją. Film zdobył nagrodę, a szef DKF, Jurek Dziąba „zdobył” grzywnę za nie uzgodniony z cenzurą pokaz. Jury w kolejnych edycjach festiwalu było zacne: Feliks Falk, Janusz Zaorski (dwukrotnie), Andrzej Kołodyński, Marcel Łoziński (dwukrotnie), Bolesław Michałek, Jacek Łaszcz (dwukrotnie), Lucjan Bokiniec, Ernest Bryll, Stanisław Różewicz, Janusz Kijowski. Średnio na festiwalu pokazywano ponad 60 filmów, a widzowie setnie bawili się na nagrodzonym filmie Krzysztofa Jasińskiego Kury są bardzo zdrowe czy Marii Zmarz-Koczanowicz Jestem mężczyzną.

Żak na walizkach...

W latach 1996-1999 Żak „siedział na walizkach” prowadząc w budynku Żaka DKF i kino studyjne oraz organizując w pubie w piwnicach koncerty jazzowo-bluesowe. Działalność galerii była zawieszona, duże koncerty organizowane były w najbardziej czadowym miejscu w Gdańsku, w zrujnowanym kościele Św. Jana, przedstawienia teatralne i kabaretowe w auli Akademii Sztuk Pięknych i Teatrze Miniatura, salę na warsztaty taneczne udostępnił życzliwy dyrektor jednej z gdańskich podstawówek. Jesienią 1997 Żak obchodził swoje 40 urodziny - Teatr im. Stanisława Witkacego z Zakopanego obdarował go (i Gdańszczan) 6 spektaklami (w Auli ASP i w kawiarni Casablanca, dawniej... Kameralna). Te lata to rozkwit żakowskiej Sceny Teatralnej (Derevo pierwszy raz w Gdańsku w 1997, przeglądy Off-daleko od centrum, Postindustria, festiwal Dance Explosions, Teatry wiejskie - ścieżki tradycji, te ostatnie w kościele św. Jana, spektakle były niezwykłej urody i dzięki Bogu, bo i widzowie i aktorzy musieli okazać hart ducha - był listopad i padał śnieg). Reaktywowano Festiwal Jazz Jantar (na początek w gościnnym Teatrze Wybrzeże). 40-lecie klubu było dobrą okazją do odbudowania tej imprezy. W 1997 na Festiwalu wystąpili: Walk Away, Orange Trane (Sławek Jaskułke, Piotr Lemańczyk, Tomek Łosowski), Adam Pierończyk, Sidney „Guitar Crusher” Selby i Havana Sax, a rok później Tomasz Stańko, Pilich und Funk i Funky Grove Marka Napiórkowskiego. Choć nie było pomieszczeń, w Klubie swoje siedziby miały teatry: Gdański Teatr Tańca i Teatr Improwizacji. W budynku Żaka urzędował wówczas Lech Wałęsa. Wygarniturowani goście Biura Obchodów 1000-lecia Gdańska mijali się w holu z bywalcami kina, którzy w tamtym czasach preferowali styl militarno-budowlany. Znaleźli oni wspólny język z anarchistą Lindsayem Andersonem, który był gościem DKF, w skupieniu oglądali wstrząsający dokument Usłyszcie mój krzyk Macieja Drygasa, ale nie mogli się dogadać ze śmietanką przedstawicieli kina moralnego niepokoju, kiedy naprzeciwko nich usiedli Andrzej Wajda, Janusz Kijowski, Wacław Saniewski, Daniel Olbrychski. To nie było tak sielankowe spotkanie jak to w 1958.

Festiwal Muzyki Improwizowanej

W 2005 i 2006 roku odbyły się dwie edycje Festiwalu Muzyki Improwizowanej, pierwszy pod nazwą Art Rhythmic Depot, a drugi pod nazwą Avant Festival. Wystąpili na nich między innymi śpiewaczka operowa Olga Szwagier, Gendos z Tuwy, Mazzoll, Pulsarus, Musica Genera, Otomo Yoshihide, Marc Ribot (gitarzysta na co dzień współpracujący z Tomem Waitsem), pianista Matthew Shipp. Trzy żakowskie koncerty zostały wydane na płytach: Wima Mertensa, Transylvaniana Maurice de Martin Berlin Composers Ensemble i North Quartet Mikołaja Trzaski z Peterem Brotzmanem. Chociaż wiodącym nurtem na Scenie Muzycznej Żaka jest muzyka jazzowa, to prezentuje ona również aktualne trendy w obrębie szeroko pojętej muzyki alternatywnej. Niemalże stałymi gośćmi są zespoły i muzycy: Ścianka, Wojtek Mazolewski, Mikołaj Trzaska czy Tymon w różnych składach. W ciągu ostatnich lat w Żaku grali także Zion Trian, Swayzak, Sweet Noise, Pogodno, Uz Jsme Doma, Cool Kids of Death, Chumbawamba, Skalpel, Maciej Maleńczuk, Świetliki.

Fragmenty wspomnień Żakowców

  • Lucjan Bokiniec

    Studenci rozpoczęli swoje gospodarowanie już we wrześniu 1957 roku od remontów i porządków i od samego początku klub staje się centrum zainteresowania całego miasta. W pierwszej radzie klubu znaleźli się: Wowo Bielicki, Lucjan Bokiniec, Zbyszek Cybulski, Andrzej Cybulski, Jerzy Jaroszka, Andrzej Konopacki, Bogusław Sakowicz. Organizowany w lipcu 1957 II Festiwal Jazzowy w Sopocie zgromadził czołówkę zespołów polskich i wiele zespołów zagranicznych, a obok profesjonalistów zespoły studenckie. Nocna muzyka festiwalowa przenosiła się do Żaka jeszcze przed „oficjalnym” otwarciem. Z jazzmanami i ich publicznością przeniosło się do klubu wydawane przez nich pismo „Jazz”. Miesięcznik, wraz ze swoim redaktorem, Józefem Balcerakiem, przez wiele lat korzystał z gościnności klubu. (...) Dla wielu stałych bywalców Żaka stał się on domem, gdzie o każdej godzinie dnia i nocy zawsze było do wyboru kilka propozycji artystycznych i rozrywkowych. Byli oni bardzo ze sobą związani, mówiono o nich, że są obywatelami Wolnej Republiki Żakowskiej. Następowała naturalna w środowisku studenckim rotacja.

    Więcej
  • Wowo Bielicki

    Jednym z gospodarzy Żaka był nieżyjący już Andrzej Cybulski. Był dobrym prezesem. Potem przewinęło się kilku prezesów z różnym skutkiem, ale na ogół robiliśmy to na co mieliśmy ochotę. Wtedy nikt nie pytał o pieniądze. Pieniędzy było zawsze mało. Nikt ich nie miał, więc nie było podziału na zamożnych i niezamożnych. A młodzi ludzie byli wtedy bezinteresowni. Po prostu chcieli tworzyć, występować i działać. (...) Później nie przypominam sobie żadnego miejsca na świecie gdzie można było spotkać tyle ślicznych dziewcząt na raz. Był to poważny problem, bo chłopaki traciły głowę i zawsze było ich pełno. Pamiętam jak staliśmy przy barze z „zazdrosnym” Zbyszkiem Cybulskim, któremu wyrwał się złowrogi szept: „ona nie odrywa wzroku od ciebie” i dyskretnie pokazał śliczną młodszą siostrę Ali Boniuszko. Ale ja byłem już zajęty. Nic z tego. Ale ani Zbyszek, ani Bobek nie mogli narzekać na brak powodzenia. Byli bardzo popularni. Tyle, że Zbyszek był nieśmiały i jego podchody polegały na wieczornych, romantycznych spacerach i spotkaniach, często z marnym skutkiem. Za to Bobek rwał, co popadnie byle szybko i na krótko. Zresztą ciągle byliśmy bardzo zajęci. Jak zacząłem spisywać moje dziesięciolecia, okazało się, że lata pięćdziesiąte były okresem mojej największej aktywności twórczej i wszystkich moich współtwórców i współpracowników. Boże żebym mógł jeszcze choć raz pójść do Żaka i spotkać tam wszystkich tych świetnych chłopaków, z których tak wielu odeszło już na zawsze. Kłóciliśmy się walczyli, ale nie mogliśmy żyć bez siebie. Ileż cudownych chwil przeżyliśmy razem, wśród szaleńczych wybuchów niepohamowanego śmiechu. Robiliśmy sobie kawały, o których nie będę pisał, bo najpierw cisną się w pamięci te całkiem niecenzuralne, które bywały piekielnie śmieszne. (...) Był to taki czas, kiedy słabości ludzkie mieszały się z bezprzykładnym męstwem. Ale studenci w tamtych latach byli jeszcze niezbyt liczną mniejszością. Nie stanowili żadnej siły politycznej. Natomiast wyżywaliśmy się w młodzieżowych domenach twórczych. A ponieważ nie mieliśmy dostępu do środków masowego przekazu więc trochę patrzano na nasze poczynania przez palce. To też w każdym programie studenckich kabaretów pełno było aluzji, w których doszliśmy prawie do perfekcji mówienia w zakamuflowany sposób o cieniach naszej rzeczywistości. Nie zapomnę głowy pierwszego sekretarza KPZR wśród główek kapusty zmontowanej przez Lucka Bokińca z reportażu o pobycie I sekretarza u kołchoźników ukraińskich. (...) Mieliśmy niewyparzone gęby i na ogół mówiliśmy o wszystkim „bez owijania w bawełnę”. Ale wydaje mi się, że w tamtych latach nikt na nikogo nie donosił. W każdym razie nigdy w Gdańsku nie byłem przez nikogo wzywany, żeby tłumaczyć się z tego, co mówiłem, ani z tego co mówili lub śpiewali moi wykonawcy. Wszyscy mówili sobie per ty. Przyjaźniliśmy się z naszymi profesorami, wśród których byli fantastyczni ludzie. Wielcy sojusznicy naszej twórczości: Juliusz Studnicki, rektor Stanisław Tessaire, Jacek Żuławski, Józefa Wnukowa i wielu innych. Jestem dumny, że żyłem w Gdańsku w tamtych latach i uczestniczyłem czynnie i twórczo przyczyniając się do powstania legendy tych przemiłych studenckich lat pięćdziesiątych no i słynnego gdańskiego Klubu Żak. Kłaniam się nisko i przytulam serdecznie do mojej pamięci.

    Więcej
  • Jerzy Krechowicz

    Żeby powiedzieć prawdę o starym Żaku, Żaku z lat 60. i 70., trzeba uciec od legendy i mitologizowania, uciec od nostalgicznych wspomnień, a nawet od anegdoty. Żadne z nich nie będą bowiem w stanie przekazać migotliwości tamtego czasu, jego niepowtarzalnej atmosfery i intensywności. Prawdę o starym Żaku przemycić mogą jedynie posklejane ze sobą klisze wspomnień, jak ułamki szkieł w kalejdoskopie. W Żaku w różnych okresach zajmowałem się różnymi rzeczami - od kabaretu, przez eksperyment teatralny, wystawiennictwo, aż do scenografii w zaprzyjaźnionych teatrach. Przywołując tamten czas bardzo pozytywnie wspominam ówczesną publiczność. Ogólnie mogę o niej powiedzieć, że była wspaniała. Reagowała emocjonalnie, jak dziecko. Pasjonowała się tym, co odkrywała w teatrze, a żywiołowość jej reakcji, była dla nas prawdziwą nagrodą za naszą pracę. Publiczność kabaretowa, jak i publiczność Galerii, była grupą wywodzącą się z nas samych. Nasze spektakle były adresowane do naszego pokolenia. Bliska relacja między działającymi w Żaku teatrami i publicznością była czymś naprawdę niezwykłym. (...) To, że my - plastycy z ASP pojawiliśmy się w Żaku i zaczęliśmy tam działać było zupełnie naturalne. Z ASP do Żaka było kilka kroków. Wtedy nie mieliśmy jeszcze świadomości, że powinniśmy coś na naszej działalności zarabiać. Tak powszechny dziś głód pieniędzy nie był motorem naszego działania. Było nim coś niepowtarzalnego związanego z tamtym czasem, który niwelował nawykowe negowanie inicjatywy. W latach 60. zaistniała niepowtarzalna naturalność w dążeniu do współpracy. Żak był wtedy siecią kontaktów, elementem, który spajał ludzi i przystanią, gdzie można było się spotkać, pogadać, poczekać do ostatniej kolejki do Sopotu. Spotkania w Żaku były atrakcyjne także od strony damsko-męskiej. Tu chłopcy mogli rozwinąć swoje pawie pióra i opowiadać dziewczynom o wszystkich eksperymentach artystycznych, w których brali udział i które planowali. A na zewnątrz, poza murami Żaka - przemykanie pod ścianą, by uniknąć patrolu policji, ukryty lęk i szarość, przed którą uciekaliśmy do kolorowej kawiarni. Jeśli miałbym powiedzieć o najbardziej charakterystycznej cesze starego Żaka i tamtego czasu, podkreśliłbym niezobowiązującą przyjaźń dużej grupy ludzi. W Żaku między ludźmi panował dziwny rodzaj harmonii. Tam się wchodziło i człowiek od razu się ze wszystkimi „sklejał”. Ta wspólnota była ewenementem, a nawet zjawiskiem socjologicznym, które miało w sobie także coś z magii. Ten czas nigdy się już nie powtórzył.

    Więcej
  • Bogdan Krzyżanowski

    Moje wspomnienie Żaka wiąże się z końcówką Bim-Bomu, bo tak naprawdę 4 lata sezonu kolorowych chmur - jak określa się czas działalności Bim-Bomu - rozegrały się w Teatrze Miniatura, a dopiero ostatni program "Coś by trzeba" pokazywany był w Żaku. Razem z dwoma kolegami - Andrzejem Jagodzińskim i Kajtkiem Pakszysem, byliśmy w Bim-Bomie autorami scenografii, plakatów i zaproszeń. Innymi słowy, cała strona wizualna Bim-Bomu była w naszych rękach. Dopiero w programie "Coś by trzeba" objawiłem się jako aktor. Wcześniej się na to nie zdecydowałem z powodu prywatnego wyrachowania i praktyczności. Gdy wyjeżdżaliśmy za granicę z wcześniejszymi programami, miałem jako scenograf zawsze mnóstwo roboty i nie było czasu, by zajmować się graniem. Na scenie miały na przykład stać wielkie cegły, które w trakcie spektaklu musiały pękać, a z nich mieli wybiec chłopcy i dziewczęta we wspaniałym walcu. Innymi słowy - rola scenografa na wyjazdach Bim-Bomu nie była łatwa. Ale w końcu i ja zacząłem się wpychać na scenę, co zaowocowało udziałem w Coś by trzeba. Ten ostatni program Bim-Bomu był trudnym momentem. Aktywność teatru już wygasała. Z jednej strony ludzie po dyplomach zaczynali się rozchodzić każdy w swoją stronę. Z drugiej strony nasi szefowie, nasi idole - Cybulski i Kobiela, przeszli do filmu. Żak działał wtedy bardzo prężnie, ale my byliśmy raczej widzami, a nie uczestnikami żakowskich wydarzeń. Do Żaka chodziliśmy na spotkania w kawiarni i spektakle Teatru Rozmów Cybulskiego. (...) W schyłkowym okresie działalności Bim-Bomu w Żaku zaczynała już kipieć działalność innych grup teatralnych. Z tamtego okresu należy wspomnieć między innymi fantastyczny pierwszy program Cyrku Tralabomba, gdzie spotkała się niezwykła gromada estradowych postaci - Jerzy i Alina Afanasjeff, Ryszard Ronczewski, pianista Andrzej Hajdun - który potrafił wyczyniać cuda grając na fortepianie choćby i w zimowych rękawiczkach. Trzeba też oczywiście powiedzieć o wspomnianych już teatrach Co To i Galeria i kilku świetnych programach kabaretu To Tu, który prowadzili - Wowo Bielicki i Jacek Fedorowicz. W kabarecie To Tu wystąpił także pan Wydrzycki, który śpiewał wtedy rosyjskie piosenki i nie do końca pasował do roztańczonej młodzieży z ASP. Reżyser kabaretu To Tu zdecydował, że w pierwszym programie Wydrzyckiego na scenie będzie widoczny tylko jego cień. Z tych początków na żakowskiej scenie kabaretowej z pana Wydrzyckiego wykluł się wielki artysta - Niemen. Z tamtego okresu pamiętam także reżyserowane przez Jerzego Krechowicza kabarety dwóch aktorów - Leszka Kowalskiego i Andrzeja Szaciłło.

    Więcej
  • Jacek Fedorowicz

    Klub Żak to było dla mnie miejsce absolutnie szczególne, ponieważ w Żaku zostałem redaktorem graficzno-techniczno-satyrycznym „Dwutygodnika Uwaga”, a moja żona Hanka redaktorką działu mody. Magazyn był w całości, wraz z opisami, rysowany. Fakt ten wykluczał pomyłki zecerskie, co nie było bez znaczenia, szczególnie, że ja, jako techniczny, wypuściłem raz na miasto numer opatrzony datą z poprzedniego miesiąca. Padł rekord zwrotów: 100%…

    Więcej
  • Przemek Dyakowski

    Ważna rzecz - od razu dostałem pracę. To był początek lat sześćdziesiątych, Klub Żak kontynuował tradycje kabaretów. Teatrzyk Bim Bom, Rodzina Afanasjew, Teatrzyk Rąk Co to... Myśmy współpracowali zaś z kabaretem, którego liderem był Chyła. Mieliśmy premierę w kawiarni żakowej. Potem przedstawienia leciały dwa, trzy razu w tygodniu. Grałem w zespole Ryszarda Kruzy, który grał muzykę na żywo do spektakli. Kruza był wówczas jednym z liderów polskiego jazzu. W Żaku działało tyle kabaretów i zespołów jazzowych, że były awantury o miejsca na próby. W kawiarni przez całą dobę coś się działo. Pamiętam zespół Jerzego Sapiejewskiego, który dostał się na Jazz Jamboree, a także kwartet smyczkowy, który jako jeden z pierwszych próbował awangardowo łączyć jazz z klasyką. Big Band Jana Tomaszewskiego towarzyszył Paulowi Ance podczas tournée po Polsce. Niebiesko-Czarni ćwiczyli z Niemenem, Czerwone Gitary z Klenczonem. Życie muzyczne i kabaretowe było ogromnie bogate. Po Krakowie, gdzie chodziło się od klubu do klubu, znalazłem się w środowisku nie mniej aktywnym i interesującym. W 1966 roku na festiwal Jazz nad Odrą z klubu Żak jechało dziesięć zespołów! Kilkudziesięciu muzyków Włodek Nahorny, Andrzej Głowiński, Jerzy Sapiejewski. Cały pociąg z Gdańska do Wrocławia był wypełniony muzykami. Jazz nad Odrą był wówczas bardzo mocnym festiwalem, bo stanowił zaplecze Jazz Jamboree, ze wskazaniem na zespoły ze środowiska studenckiego.

    Więcej
  • Zbigniew Canowiecki

    Realizowaliśmy amatorskie filmy, które wysyłaliśmy na festiwale zdobywając niejednokrotnie nagrody. Największym jednak z mojego punktu widzenia osiągnięciem była realizacja Studenckiej Kroniki Filmowej, którą zamierzaliśmy wyświetlać przed projekcją filmów w DKF-ie imieniem Zbyszka Cybulskiego. Jednak technika stanęła nam na przeszkodzie w realizacji tego pomysłu w dłuższym horyzoncie czasowym. Nie mniej jednak zrealizowane kroniki dostarczały przez wiele lat tematów do dyskusji. Wspominaliśmy kroniki, w których parodiowaliśmy np. ogólnopolską akcję szukania 20 mld zł, którą zainicjowały centralne władze partyjne lub niemiecką grupę Baader-Meinhof mówiąc o zagrożeniu terrorystycznym w Polsce. Wówczas kluczowymi osobami w MOFiF byli Staszek Węsławski - plastyk i Rysiek Nakonieczny - niedoszły lekarz, który porzucił AMG i ukończył studia reżyserskie w Łodzi. Siłą rzeczy bardzo silnie związani byliśmy z Dyskusyjnym Klubem Filmowym kierowanym przez niezwykle charyzmatycznego człowieka, jakim był Lucjan Bokiniec. To on wymyślił imprezę pod nazwą Debiuty Filmowe, które stały się zaczątkiem Festiwalu Filmów Fabularnych. Do dziś wspominam nocne dyskusje z ówczesnymi burzycielami standardów filmowych, do których zaliczaliśmy Grzegorza Królikiewicza. To Lucjan organizował przeglądy filmów Claude'a Lelouch'a lub Ingmara Bergmana przy pomocy Romka Stępniewskiego, który był jego zastępcą.

    Więcej
  • Marcin Jacobson

    Za dnia, w kawiarni na parterze, królowało piwo, którego w większości lokali w mieście zazwyczaj brakowało. Fakt ten powodował, że do klubu chętnie przychodzili malarze, muzycy, filmowcy i poeci ale też obywatele, których Władysław Gomułka nazwał „niebieskimi ptakami”. Legitymacja studencka w klubie tylko teoretycznie była potrzebna. Ważniejszym było to, czy delikwent mieści się, a raczej potrafi znaleźć się, w bardzo swobodnej, jak na owe czasy atmosferze, jaka panowała w Żaku. Na równych prawach funkcjonowali tu skażeni twórczym bakcylem akademicy, absolwenci szkół różnych, ale i „nieprzystosowani”, którzy szkół żadnych nie kończyli. W klubie bywali znani sportowcy, aktorzy, co bardziej wyluzowani urzędnicy, ale i cinkciarze, młodzi przestępcy na dorobku czy księżniczki nocy w różnym wieku. To była barwna mieszanina osobowości, które nie mieściły się w schematach ówczesnej szaroburej rzeczywistości. Towarzyszyli im kibice, którym to wszystko imponowało. Wieczorami, gdy kończył się już program artystyczny, a w kinie zaczynał się ostatni seans, na stołach pojawiał się wyjątkowo paskudny „Winiak Klubowy”. Dlaczego winiak? To proste - ówczesne przepisy, w trosce o kulturę nie dopuszczały podawania wódek czystych w placówkach z kulturą związanych. Brunatna „woda rozmowna” podgrzewała poważne dysputy, ubarwiała wystawy i spektakle, a z koncertów, dyskotek i balów czyniła imprezy szampańskie. Nie rzadkim było zamawianie winiaku na tacę, czyli tylu kieliszków 50-gramowych ile zmieściło się na tacy. Nie mniej częste były zakłady, w których przegrywający stawiał setkę lub jej wielokrotność. Zdarzały się też pojedynki na rzeczone tace, w których przeciwnikami ludzi Żaka były występujące tam zespoły czy trupy teatralne. Dla porządku dodajmy, że ekipa Żaka rywalizowała z nimi nie tylko przy stole. Pod koniec lat 70-tych głośny był mecz piłkarski, w którym Żak pokonał zespół Breakout dwucyfrowym wynikiem. (...) W Żaku obok swobodnej myśli obowiązywał też luz obyczajowy. Wbrew propagandowej doktrynie w tej dziedzinie obowiązywały zdecydowanie zachodnie normy. Nie wdając się w szczegóły powiem tylko, że na balkonie sali teatralnej leżały, bynajmniej nie zapomniane, materace, na których regularnie realizowano modne wówczas hasło „Make Love Not War”. Inna rzecz, że w takich sytuacjach nie trudno było wycyganić klucze do pomieszczeń, które wieczorami winny być zamknięte.

    Więcej
  • Józef Skrzek

    Żak w tamtym czasie to był powiew europejskości. Ludzie przyjeżdżali na Wybrzeże, bo Wybrzeże było wietrzne. Chodzi oczywiście o wiatr wolności i przemian, który zawsze był tam silnie odczuwalny. W Żaku spotykali się artyści z całej Polski, było także wielu gości ze świata. Poznałem tam całą masę ludzi, nawiązałem mnóstwo przyjaźni. Pamiętam niekończące się dyskusje toczące się w sali konferencyjnej między innymi z Jurkiem Skolimowskim i aktorką Aliną Janowską. Do tej pory na całym świecie spotykam ludzi, którzy kiedyś byli związani z klubem. W latach siedemdziesiątych wielokrotnie koncertowaliśmy w Żaku z SBB. To były początki naszego zespołu, więc niesamowite przyjęcie publiczności, która zawsze tłumnie przychodziła na koncerty dawało nam niesamowitą energię do grania. To był dowód, że zespół gra wartościową muzykę. Pozbyliśmy się kompleksów, SBB osiągnęło wtedy naprawdę światowy poziom. Żak był wówczas miejscem energetycznym, nośnym miejscem. Był jak wieża Babel, jak checkpoint łączący przaśną Polskę lat siedemdziesiątych z wielkim światem. Charakterystyczną dla niego otwartość dla nowych nurtów muzycznych starałem się swego czasu przenieść do śląskiego klubu Leśniczówka, który zresztą prowadzę do dziś. Żak był dla niej pierwowzorem.

    Więcej
  • Maciej Sikała

    Później przyszły próby z zespołem New Coast w kawiarni na piętrze. W tym samym czasie na baszcie ćwiczyła już Miłość. Zapału mieli, co niemiara, ale umiejętności znikome. Mimo to podobało mi się to jak grali. Gdy dołączył do nich Leszek Możdżer, zrobili ogromny postęp. W którymś momencie z zespołu na chwilę odszedł Mikołaj Trzaska, a Tymon zaproponował mi, żebym do nich dołączył. Po pół roku Trzaska wrócił i we dwójkę stanowiliśmy sekcję dętą. Z Miłości zaś do swojego bandu wziąłem Jacka Oltera, który w moim kwartecie miał wreszcie okazję pograć trochę straight jazzu. Żak wspominam przede wszystkim jako miejsce prób. Miałem na dole swoją kanciapę, gdzie godzinami sam ćwiczyłem na saksofonie, nikomu zbytnio nie wadząc. Gdzieś obok miał swoją salę zespół IMTM. Zrobiłem ogromny postęp podczas tych samotnych prób. Zagrałem w Żaku też sporo koncertów w różnorakich składach, na przykład w trio z Olem Walickim i Olterem. Szczególnie zaś pamiętam występ dużego big bandu, który zagrał w Żaku dość szczególny koncert, bo... za darmo. Udało się skrzyknąć muzyków z całego Wybrzeża. Trzon stanowili członkowie New Coast i Ramy 111, między innymi Przemek Dyakowski oraz Piotr Nadolski, a grali z nami też ludzie z Filharmonii. Ochrzciliśmy ten projekt All Seas Big Band i zagraliśmy kawał dobrej muzyki podczas tego jednorazowego wystąpienia.

    Więcej
  • Mikołaj Trzaska

    Graliśmy tam, ćwiczyliśmy, spędzaliśmy każdą chwilę, często do późnej nocy, czasem dwadzieścia cztery godziny na dobę. Kiedy cieć o nas zapominał, zostawaliśmy na całą noc, co było nam na rękę zwłaszcza w obliczu częstych kłopotów z mieszkaniem. Ciągle nas skądś wyrzucali i trudno się dziwić. Nie płaciliśmy czynszów w terminie, zdarzyło się też, że wysmarowaliśmy ściany majonezem z dżemem. Właścicielowi to się nie spodobało, a my tak dla hecy. Nie zagrzewaliśmy miejsca na długo. Nocowaliśmy w Żaku od czasu do czasu, okrywając się kotarami z frędzlami. Ochroniarzy było kilku, wszyscy bardzo podobni do siebie: niezbyt mili, wyglądali na emerytowanych fizycznych pracowników SB albo jakieś innej legalnej mafii. Podobno jednemu biedakowi podczas włamania, poderżnęli gardło tak solidnie, że prawie głowę obcięli. Potem budynek zamknęli na parę dni, milicja była i dochodzenie. Kiedy wróciliśmy, widzieliśmy czerwoną plamę i kontur ciała odrysowany kredą na lastrykowej posadzce. Można było przeżyć w tym budynku, całą dobę nie wychylając nosa, zawsze coś się działo. W wolnych chwilach schodziło się na parter do DKF-u. Zupełnie niepostrzeżenie udało mi się zobaczyć całego Bergmana, Felliniego, Jarmusha, Pasoliniego i innych. Po czym z powrotem gnałem na górkę, poćwiczyć.

    Więcej
  • Jacek Łaszcz

    Gadanie o filmie było prawdziwą szkołą. Zaczynałem mówić w sopockiej Polonii, u Lucka Bokinca i Romka Stępniewskiego, a potem mówiłem już pod kolejnymi dowództwami: Jerzego Dziąby i Magdy Renk. Polonia w niedziele funkcjonowała jako filia Żaka. Tam robił to nieźle Czesław Duraj, który potem się wżenił w stołeczną telewizję. Ale na ogół nie lubiłem słuchać cudzych prelekcji, patrzyłem jak ludzie się męczą, czytają ukradkiem gazetę. Nauczyłem się nie opowiadać o filmie, nie streszczać. Trzeba było mówić tak, żeby zainteresować. Żeby ten ktoś przestał czytać gazetę. Stawiałem sobie takie ambicje, gdy widziałem, że ktoś czyta, na ogół mi się udawało. Nie dawać się rozproszyć, nie nudzić innych. I nie mówić za długo, nie przekraczać bariery wytrzymałości słuchaczy, którą oceniałem na 10-15 minut. Z tym było najtrudniej. Chyba tylko Żak funkcjonuje nieprzerwanie (z wyjątkiem stanu wojennego) do dzisiaj. Zostawiłem tam najmarniej ze dwadzieścia lat swego życia, więc może jednak był moim wspomnieniem choć piszę kokieteryjnie, że nie był. W Trójmieście poza Żakiem mawiałem regularnie w Sondzie-Biax prowadzonym na politechnice przez Stobińskiego i w żakowskiej filii DKF-u na humanistyce. To były duże, dobrze prowadzone kluby, z liczną publicznością. Odrębną sztuką było czytanie list dialogowych. Chyba najwięcej ich czytałem z okazji Blaszanego Bębenka największego filmu o Gdańsku, jaki kiedykolwiek powstał. Film był przez kilkanaście lat poza obiegiem, kopie mieliśmy z ambasady niemieckiej. Tu nie czułem się orłem, pewnie za bardzo się wczuwałem w akcję. Parę osób robiło to profesjonalnie, m.in. bracia Tadeusz i Andrzej Mielczarkowie i Ela Pietkiewicz. Jak dziś słucham niektórych zmanierowanych lektorów z Canalu+ i HBO, to widzę plecy na milę. Nigdy bym ich nie zatrudnił.

    Więcej
  • Tomasz Stańko

    Z Klubem Żak wiążą się wspomnienia dwóch kluczowych koncertów w moim życiu. Pierwszy z nich miał miejsce bodajże w 1963 roku. Dopiero co dołączyłem do kwintetu Komedy. Byliśmy świeżo po koncercie na Jazz Jamboree i ruszyliśmy w pierwszą trasę koncertową. Było to, nota bene, rzadkością, koncertów grało się niewiele. Doskonale pamiętam tamten job - jechaliśmy pociągiem sypialnym z Krzyśkiem Komedą i między innymi Urbaniakiem. Klub Żak już wtedy miał dobrą renomę jako scena jazzowa - jedna z pierwszych w Polsce. (...) Następny koncert, który utkwił mi w pamięci, miał miejsce w trakcie transformacji ustrojowej na początku lat dziewięćdziesiątych. Baliśmy się nowych czasów. Pamiętam jak rozmawiałem z Ryszardem Rynkowskim - co to będzie, jak my się w nowej rzeczywistości odnajdziemy. Przechodziłem wówczas ciemny okres w swoim życiu. Teraz wiem, że był to najwyższy czas na oczyszczenie, bez niego nie dałbym sobie rady w kapitalizmie. Koncert w Żaku zagrałem solo, za bardzo dobrą gażę. Był to pierwszy występ po dłuższej przerwie. Dał mi nadzieję, natchnął mnie optymizmem. Od niego rozpoczął się drugi etap mojej kariery. Jak się okazało, dużo lepszy dla mnie i dużo szczęśliwszy. To było new borning - ponowne narodzenie.

    Więcej