Król / Wij • Syny / Orient

Król / Wij (Błażej Król - wokal, gitara • Michał Wdowikowski - perkusja • Bartek Matuszewski - gitara, sampler) • Syny / Orient (Robert Piernikowski - wokal • 1988 - bity, elektronika)

O wydarzeniu

Król / Wij


Błażej Król wdarł się do masowej świadomości jako wokalista i gitarzysta duetu UL/KR. O zespole, który stworzył z Maurycym Kiebzakiem-Górskim napisano w ostatnich dwóch latach właściwie wszystko. Debiut z 2012 roku przez większość branżowych rankingów i blogosferę uznany został za płytę roku. W 2013 zespół wydał Ament, przejechał Polskę wzdłuż i wszerz, zaliczając przy tym najważniejsze festiwale, znów narobił zamieszania w podsumowaniach i postanowił… zawiesić działalność. W międzyczasie Król powołał do życia ambientowo-kolażowy projekt Dwutysięczny, z którym stworzył wysoko cenionego Jedwabnika.

W styczniu 2014 światło dzienne ujrzał pierwszy singiel Króla - Szczenię, zapowiadający marcową premierę płyty Nielot. Drugim singlem zostało Powoli, a sam Król jest w nieustającej trasie, promując płytę na takich festiwalach, jak Electronic Beats, Opener czy Off Festival. Przestrzenne brzmienie Króla przywodzi na myśl The XX oraz bohaterów atmosferycznego popu lat 80. na czele, a wszystko zespala rozpoznawalny od pierwszej chwili wokal oraz jedne z najlepszych tekstów w rodzimej muzyce ostatnich lat. Nielot trafił do czołówek większości zestawień płyt 2014 roku. Teraz artysta powraca z drugą solową płytą Wij, którą będzie promować koncertami w rozbudowanym, trzyosobowym składzie.

Syny / Orient

Syny to projekt Roberta Piernikowskiego (Napszykłat) oraz producenta 1988 (Stella, Raw, Etamski). Po czterech latach współpracy i eksperymentów, powrócili do macierzy, co zaowocowało wyrazistym materiałem, mocno zakorzenionym w rapie. Syny czerpią garściami z hiphopowej klasyki, mieszając ją z właściwym sobie eksperymentalnym podejściem do tematu. Efekt jest epicki i wulgarnie prosty równocześnie. Syny to swobodny przepływ bitów i słów. To muzyka surowa i cierpka, trafiająca prosto w serca i dusze. Duet wcześniej działał pod nazwą P/E, wystąpił na festiwalach Unsound, Transvizualia, Dni Muzyki Nowej, Multiplace w Brnie oraz na wielu koncertach w całej Polsce.

W kraju, w którym rząd dusz sprawują rapowi ortodoksi, a jedynym akceptowalnym odszczepieńcem jest medialny błazen chodzący na postronku dotacji, Synom będzie trudno, oj, będzie. Mimo eksperymentalnej proweniencji swoich twórców jest to bowiem projekt czystej hiphopowej krwi. Nie są post - czy avant - jak chcieliby zaczadzeniu niezależnością miłośnicy wcześniejszych nagrań Roberta Piernikowskiego i Przemysława Jankowiaka, znanego lepiej jako Etamski. Nie są też wystarczająco sztywniutcy, by wpisać się we wzorce akceptowane przez środowisko rapowe. (FIlip Kalinowski „Aktivist”)

Syny, mimo, że jadą po mocno wyświechtanych kliszach, to niczego nie udają. Grają wprost, z głębi duszy. Słyszę to jako kontynuację solowego projektu Piernikowskiego, jeszcze bardziej odartą z jakichkolwiek ozdobników, sam bit, ale i odwrócenie zasad, babranie się w brudzie i szumie. Podobnie w tekstach - nie słyszę tu żartów, ale konsekwentną poetykę. Może to pierwszy projekt, który można próbować interpretować Białoszewskim w hip-hopie, bez artyzmu, ale z oryginalną wrażliwością. Nie sądzę by to był alt- lub post-hip-hop - to jest raczej proto-bruit-hip-hop naiwny. (Daniel Brożek • „Mi Magazyn”)

Prawda to, czy poza? Sztuka, czy artystowski lans? Dla hiphopowców, czy dla hipsterów? Dyskusja wokół „Orientu” rozgorzała na dobre, kolejne pytania sypią się zatem jak z rękawa. I świetnie, rozmów o muzyce nigdy za wiele. Szkoda tylko, że ich poziom pozostawia tak wiele do życzenia, można wręcz odnieść wrażenie, że spora część komentatorów powinna zadać podobne pytania sobie, a dopiero później artystom. Nie zmienia to jednak faktu, że jeszcze żadna płyta nie wywołała w tym roku takich kontrowersji. Opinie są przy tym tak skrajnie odmienne, że na autorytety nie ma co liczyć, każdy sam musi wyrobić sobie zdanie - to zresztą pierwszy powód, dla którego warto sięgnąć po tę płytę. Drugim jest muzyka przygotowana przez Etamskiego, ukrywającego się (niezbyt, jak widać, skutecznie) pod pseudonimem 1988. Nie śpieszy mu się specjalnie, nie czuje on potrzeby epatowania producenckimi trickami, ani popisywania wymyślnymi samplami. A co utwór, to lepszy podkład: klimatyczny, nierzadko łączący taneczność i mrok w jednym, do tego zaskakujący pijanymi melodiami, którym zdarza się skręcić na pięciolinii bez migacza, albo zawrócić pod prąd. Magia - co do tego spór właściwie nie istnieje. O co więc te wszystkie kłótnie? Ano o rapowanie i teksty Roberta Piernikowskiego, który postanowił jeszcze mocniej, w porównaniu z tym co robił w Napszyklat lub przy okazji nagrań solowych, osunąć się w bełkotliwość i (nie najwyższych lotów) memowe hasła. Z jednej strony przesadził i przygniótł wspaniałą muzykę, z drugiej jeszcze nikt nie był tak bliski oddania atmosfery świata, w którym największe emocje wywołują mama Madzi, „Krzysiu jem zupe” albo pies przebrany za pająka. Pomimo sporych obiekcji, uznaję więc, że to trzeci powód, by sprawdzić tę płytę. A skoro tak, to należy jej się miejsce na podium.

Recenzje

  • Rozmowa Jakuba Knery z duetem Syny | noweidzieodmorza.com

    Jakub Knera: Trzy lata temu graliście w Żaku jako P/E, czyli Piernikowski/Etamski muzykę elektroniczną, mocno improwizowaną. Teraz wracacie jako Syny z zupełnie innym materiałem. Jak doszło do tej przemiany?

    1988 (Przemysław Jankowiak): Od samego początku rdzeniem mojej muzyki był hip hop, eksplorowałem jego różne rewiry, mierzyłem się z nim na polu muzyki improwizowanej, gdzie zawsze używałem MPC, samplingu, bitu - w mniejszym lub większym stopniu. Dlatego, z wielką swobodą doszło do takiej konfiguracji, jaka jest teraz, nic się nie zmieniło. Na początku naszej współpracy, postawiliśmy na improwizację, ale jako P/E, w zasadzie, graliśmy już dość ułożone formy i to momentami mocno hip-hopowe. Czasem skręcaliśmy w jakieś mniej konkretne rejony, ale to było błądzenie po omacku. To dobre doświadczenie, można powiedzieć, że muzycznie się poznawaliśmy. Niemniej jednak, taka forma działania nam nie odpowiadała, nie grało to, nie czuliśmy w tym emocji. Być może to było dobre - nie ukrywam, ale musi być pierwiastek, który decyduje o tym, czy to czujesz.

    Okazało się, że pierwiastek znalazł się gdzie indziej.

    Robert zaczął pracować nad czymś innym, a ja nie mogłem usiedzieć i po prostu zacząłem robić bity, których naprodukowałem chyba z 30. Kiedy Robert „wrócił do życia” miał pewną bazę i po prostu zaczął do niej nagrywać. Nie było potrzeby doprodukowania muzyki, tylko skupił się na rapie, dograł też syntezatory. Poczuliśmy się jak dzieciaki, podrzucaliśmy sobie klipy mówiąc „a pamiętasz to?”, „ej patrz na to”, „obczaj to”. To było jak katharsis, nagle poczułem niesamowity luz, Robert też, wszystko stało się prostsze. Kolejny mocny element to fascynacja dubem, która też jest kluczowa w powstaniu tego materiału. Jest wiele kluczy, ale wolę pozostawić niedopowiedzenie niż wszystko wyjaśniać.

    Co najbardziej fascynuje Was w hip hopie?

    Zawsze lubiłem oglądać klipy hip-hopowe - mimo, że dużo osób widzi w nich typa machającego łapami, ja patrzę na detale, które tworzą klimat. Zobacz Come Clean Jeru The Damaja - jest tam taki gość, który łazi w tle, w chińskim kapeluszu i koszuli włożonej w spodnie. Hiphopowcy w latach 90., byli nieźle odjechani i za to ich kocham. Nie ma dzisiaj osobowości takich jak np. Rammellzee, którego postaciowość świetnie dostrzegł Jarmusch i zaprosił go do Inaczej niż w raju. W ogóle Jarmusch miał to wyczucie, dostrzegał postaciowość hiphopowców (i nie tylko), czuł klimat. Klimat jest dla mnie jednym z najważniejszych elementów w muzyce w ogóle. Muzyka może być ultra skomplikowana, świetnie wyprodukowana, doskonała technicznie, ale jak nie ma klimatu i pewnej wyrazistości, to jest dla mnie niczym. Hip-hop zawsze był pełen takich detali, mimo prostoty był głęboki, mocno nacechowany różnymi elementami, dużo robił w głowie, w dzieciństwie raperzy byli dla mnie jak superbohaterowie, których chciałem naśladować. Dla mnie to jest największa siła tej muzyki, ale chyba niedoceniana siła, bo dziś mi tego brakuje.

    Eksperymentatorzy sięgający do źródeł hiphopu - na ile w waszym przypadku jest w tym kreacji, a ile potrzeby z głębi serca, aby było prosto i dosadnie?

    Hip-hop był zawsze muzyką dla majsterkowiczów. Wszystko jest z głębi serca, zawsze w stu procentach szczerze, po prostu mało osób rozumie, że można zrobić to tak, jak my to zrobiliśmy. A czy jest prosto i dosadnie? Przesłuchaj ze dwadzieścia razy nasz album Orient w różnych warunkach, na słuchawkach, w samochodzie, przed snem, przy śniadaniu, na spacerze w mieście. Zorientuj się.

    Jakich raperów czy hiphopowców wskazałbyś za Wasze inspiracje i dlaczego?

    Pytasz o hip-hop i to rozumiem, ale jeśli miałbym przedstawić to trochę szerzej, to nie samym rapem człowiek żyje. Mentalna inspiracja w gigantycznym stopniu to Lee Scratch Perry, King Tubby, Scientist… Syny mocno siedzą w dubie. Słuchamy też w trasie Sinead O’Connor, która nam nieźle siadła po jednym koncercie w Krakowie. Nothing compares to you wraz z klipem wywołuje u mnie ciary, ponadto mało kto wie, że to numer Prince’a. Wpisuje się w synowski klimat. Z rapu ostatnio słucham Gangstarra, Liquid Swords, GZA, Raekwona, niemal zawsze soundtrack do Ghost Doga, wczesne płyty Wu-Tang Clan. Tygiel jest taki, że ciężko z niego coś wyciągnąć, bo wszystko bardzo dobre, za dużo słucham, żeby wyłaniać pojedyncze rzeczy.

    Więcej
  • Natalia Granica | cdn.ug.edu.pl

    KRÓLewska muzyka w Żaku

    Błażej Król nie zwalnia tempa. Rok po solowym debiucie wydaje kolejny krążek Wij, z którego materiał będziecie mogli usłyszeć już w przyszły piątek 24 kwietnia. Gdańsk będzie trzecim miastem na mapie Polski, w którym artysta będzie promował swój nowy album. 

    Król po pożegnaniu się z duetem UL/KR rozpoczął solową karierę. W 2014 roku wydał krążek Nielot, który był uważany za jedną z najlepszych i najważniejszych płyt zeszłego roku na polskim rynku. Muzyka jaką tworzy to zestawienie elektroniki, ambientu i szeroko pojętej muzyki alternatywnej, aczkolwiek tak naprawdę to, co robi, nie mieści się w żadnych kategoriach. I jest to jego wielki atut. Muzyk bawi się dźwiękami, sprawiając, że piosenka poetycka zyskuje całkiem nowy wymiar dzięki syntetycznym brzmieniom. Ekspresyjne, a zarazem melancholijne teksty Króla wnoszą dużo świeżości na polską scenę muzyczną. Artysta występuje wraz z Michałem Wdowikowskim (perkusja) i Bartkiem Matuszewskim (gitara, sampler). To idealne wydarzenie dla wymagających słuchaczy!

    Więcej
  • Przemysław W. Górski | konkubinat.com

    24 kwietnia w gdańskim Żaku wystąpił duet Syny oraz Król

    Ostatni raz Syny przyjechały do Gdańska w lipcu zeszłego roku. We wrzeszczańskim Kurhausie zagrali kameralny koncert, spointowany atrakcją znaną z początków działalności miejsca, czyli przyjazdem radiowozów zaproszonych przez zaniepokojonych mieszkańców. Po kilku miesiącach nabrałem jednak wrażenia, że ‘interwencja’ dobrze wpisała się w chuligańsko-podziemny charakter twórczości Etamskiego i Piernikowskiego, a światła radiowozów odbijające się w szybach okien zastępowały wizualizacje. Od tego czasu projekt powoli urósł do rangi poważnego zespołu z wydaną płytą (Orient wydany przez Latarnia Records) i zaplanowaną trasą koncertową, której elementem był koncert w gdańskim Żaku. Od razu zaznaczę - był bardzo dobry.

    Muzycznie wszystko działało znakomicie - wzmocniono basy w bitach z Orientu, części czysto instrumentalne (świetny Styczeń) 1988 przedłużył i rozbudował, a magnetofony kasetowe budowały klimat oldschoolu. Dobrze udało się oddać cały dźwiękowy background znany z albumu. Zadziwia za to charyzma Piernikowskiego, pozornej antytezy idola. Jak to możliwe, że nie można oderwać wzroku od łysego gościa ubranego na czarno, chodzącego w kółko ze spuszczoną głową? Kluczem jest pewnie, jak zawsze, autentyczność. Oraz specyfika tekstów, lawirujących w okolicach osiedlowych odzywek, z umiejętnie wplecionym tak zwany „storytellingiem”, kulturowymi odniesieniami i garścią przekleństw. Całość jednak nie przekracza punktu, za którym czeka już tylko żart i groteska.

    Kluczowym elementem było przygotowanie sali Żaka, upozorowanie warunków przypominających nielegalny koncert w pustostanie na przełomie wieków. Dym, mocny reflektor, czasem całkowita ciemność. Granie nie na scenie, tylko otoczonym przez publiczność. Tak niewiele trzeba, żeby stworzyć doskonałą atmosferę koncertu. Po Synach zagrał Błażej Król. Mam do jego twórczości duży dystans, i szczerze mówiąc gdański występ zupełnie go nie zmniejszył. Koncert był poprawny, ale mimo szczerych chęci, nie potrafiłem się w niego w pełni wczuć. Może to wina nagłośnienia, na które Król narzekał na swoim Facebookowym profilu? Osobiście mi ono nie przeszkadzało, za to występ na żywo przyniósł ładunek emocjonalny porównywalny do radiowej transmisji albo internetowego streamu.

    Więcej

Inne wydarzenia archiwalne

  • 08.10.2010

    Kim Nowak

    Jesienna nuda pod nóż!

  • 12.04.2013 -13.04.2013

    3. Festiwal Dni Muzyki Nowej

    Edycja Wiosenna

  • 28.03.2011

    Błękit doskonały • Nis-Momme Stockmann

    PC Drama

  • 12.02.2011

    Très.B

    The Other Hand

  • 15.01.2015 -18.01.2015

    5. Festiwal Dni Muzyki Nowej

    Edycja Wiosenna

  • 25.11.2013

    Tajemniczy Klient • Igor Gorzkowski

    PC Drama

  • 22.02.2010

    Taniec Delhi • Iwan Wyrypajew

    PC Drama

  • 10.02.2013

    Vijay Iyer Trio

    Accelerando

  • 28.02.2011

    Ekspozycjoniści • Jean-Michel Ribes

    PC Drama

  • 20.01.2011 -23.01.2011

    1. Festiwal Dni Nowej Muzyki

  • 27.01.2014

    Kto się boi Virginii Woolf?

    PC Drama

  • 10.05.2014

    Tomasz Stańko • Marcin Masecki